Miałam trochę spraw do ogarnięcia i dopiero odpisuję.
Dziękuję za te słowa o słuchaniu. Były w naszym małżeństwie takie okresy, że umieliśmy siebie słuchać, oboje mieliśmy te same wartości, światopogląd i byliśmy '' kościelni,,..
Dużo rozmawialiśmy i w wielu sprawach mieliśmy to samo zdanie...
Przychodziły jednak okresy oddalenia, mniejszych kryzysów i to zawsze łączyło się z większym zaangażowaniem męża w hobby i wtedy też zaczynał mnie okłamywać. Potem znów przychodził lepszy okres. Taka sinusoida, o której wiele razy mu mówiłam.
Mój mąż, gdy miał stesujacy okres w pracy, popadał w taką małą depresję. I wtedy był ,,idealnym ,, mężem, bardzo angażował się w dom I w nasza relację, odpuszczał hobby i czułam się zaopiekowana i ważna. Ale, gdy tylko ,,wracał do normalności,, znów ważniejsze stawało się hobby, przyjaciele z hobby itp. Tak to czułam i ,,walczyłam,, z nim ...
Mąż od 2 lat wspominał, co go boli...mieliśmy poważną rozmowę. Pisałam też z Panem Pulikowskim. Jednak oczekiwałam zmiany głównie od męża, bo uważałam, że on jest bardziej ,,winny,, naszego kryzysu. Zresztą, tak, jak już pisałam, byłam tak pewna jego, i tego, że każdy ale nie on. Wiem, ogromna pycha. Ogromna głupota moja! Widzę swoje błędy ale mam teraz w głowie,, już za późno,,. Umarło bezpowrotnie. I to jest ostrzeżenie, bo i mój mąż uważał, że każdy...tylko nie on!
Wiele razy mówiłam mężowi o separacji, nawet w emocjach straszyłam rozwodem...on nigdy nie zgadzał się, miał logiczne argumenty. A tu taki obrót sprawy. Chciałam nim wstrząsnąć i rzucałam słowami bezmyślnie i wróciło to do mnie. Teraz wiem, że powinnam potraktować poważnie, gdy mówił, co mu przeszkadza. Zaczął mówić też od około dwóch lat, że on kocha mnie inną miłością, niż na początku...ze teraz czuje się odpowiedzialny za mnie ale nie ma już tych ,,motyli,,....
No i pojawiła się kobieta, z którą zaczął pisać niewinnie. Nawet radziła mu terapię małżeńską. Aż w końcu wyznała mu miłość, zaczęła podziwiać, pisać mu, że jest bardzo przystojny, że jest wprost ,,ideałem,,....pisali tak aż doszło do spotkania sam na sam.
Mój mąż wymyślił, że pojedzie do tej kobiety i wyjaśni jej, że nie ma szans na związek, choć teź się nią zauroczył. Teraz juz wiem trochę więcej....
W domu słyszał wiele razy, że jest beznadziejnym mężem i ojcem! Bardzo żałuję tych słów. Choć i on wiele bolesnych rzeczy mówił do mnie.
Mąż był na pielgrzymce niedawno że swoją wspólnotą i mówi, że to był bardzo owocny i wzmacniający wyjazd. Ja widzę w mężu od niedawna taką pewność i taką siłę w dążeniu do celu, zmiany siebie i naprawy małżeństwa. Żałuje bardzo tego, powiedział mi, że nie doceniał tego, co ma. Ale powiedział również, że on dużo myślał o tym wszystkim, co się wydarzyło i że on w pewnym stopniu został uwiedziony

....no i zatkało mnie. On nie chce sie wybielać i usprawiedliwiać ale on tak to widzi....zostawiłam to bez komentarza.
Ja staram się być w łasce i korzystam z Sakramentów, staram się być często na Eucharystii i Adoracji, raz z mężem, innym razem sama. Bo wiem, że tylko Bóg może nas uzdrowić i o to prosimy oboje. Jak mąż był na pielgrzymce, to nawet zatęskniłam i przypomniało mi się, jak strasznie było, kiedy się wyprowadził.
W żałobie nadal jestem, przychodzi żal i złość na niego, że poszedł w ten romans. Nie radzę sobie z tym. Dla niego to zła przeszłość. I powinniśmy już ją zostawić. Ale też on cierpliwie poczeka aż będę gotowa, by budować od nowa. Bo ja tkwię w zawieszeniu. Mój mąż jest zadaniowcem. I nie lubi takiego ,,przestoju,,.
Przychodzą ogromne lęki do mnie, boję się tego, że nie będę umiała zacząć od nowa. W tym momencie wolę żyć w takim dystansie i obok siebie...a mój mąż tlumaczy, jaki to ma destrukcyjny wpływ na dzieci ( nasłuchał się ks Dziewieckiego I innych), że w tym momencie jesteśmy emocjonalnie rozwiedzeni.