Ad. 9. Jako ostatnia deska ratunku, spróbuj techniki ostatniej deski ratunku (ostatniej szansy).
Autorka nadmienia, że ta technika wyodrębniona została w książce jako osobna metoda, ze względu na swą powagę. Dotyczy sytuacji, gdy związek jest na skraju upadku. Terapeutka pisze, że niezależnie od tego, czy twój małżonek złożył już pozew o rozwód, czy jesteście już w separacji, wciąż może nie być za późno, aby uratować wasze małżeństwo. Chociaż ta technika nie zawsze działa, warto spróbować, gdy wszystko inne zawiodło. Nawet jeśli twoje małżeństwo wisi na włosku, nadal możesz być w stanie odwrócić sytuację.
Kiedy pojawiają się trudności małżeńskie i ktoś wcześniej nie wykona zwrotu o 180°, sytuacja się pogarsza. Jednak gdy małżeństwo balansuje na granicy rozwodu, a ktoś nie skorzysta z techniki ostatniej szansy, rozwód jest niemal nieunikniony.
Dalej autorka wyjaśnia, że kiedy jedna osoba chce, aby małżeństwo przetrwało, a druga nie, pojawiają się dość typowe wzorce. Małżonek, który chce utrzymać związek małżeński, desperacko zabiega o uwagę swojego partnera, próbując odwrócić proces oddalania się. Zwykle dochodzi do proszenia, błagania, płaczu, grożenia, obietnic — osoba zabiegająca próbuje wszystkiego, aby odzyskać odchodzącego małżonka i dostać ostatnią szansę.
Chociaż te akty desperacji są zrozumiałe, niestety paradoksalnie zwiększają szanse na rozwód. Im bardziej desperacko zachowuje się małżonek chcący utrzymać małżeństwo, tym staje się mniej atrakcyjny, co utwierdza małżonka niezainteresowanego kontynuacją związku w słuszności decyzji o rozstaniu i powoduje, że jeszcze bardziej się wycofuje.
Inną cechą wspólną takich sytuacji jest to, że osoby zabiegające o związek, w miarę pogarszania się relacji, często obsesyjnie chcą wiedzieć, gdzie ich partner przebywa i co robi w ciągu dnia. Nawet jeśli są już w separacji, kontaktują się wiele razy w ciągu jednego dnia, sprawdzają, co u partnera, chcą ukoić swój niepokój. Podejmowany kontakt wywołuje złość lub obojętność małżonka, co nie jest tym, czego potrzebowała osoba inicjująca kontakt. W efekcie oddalający się małżonek czuje, że zabiegający małżonek próbuje go kontrolować, co wywołuje jeszcze większy opór.
W ciągu tygodni lub miesięcy, gdy trwa dążenie do utrzymania relacji, zachowanie osoby zabiegającej pozwala drugiemu małżonkowi uniknąć myślenia lub odczuwania rzeczywistych konsekwencji rozwodu. Dopóki przepychanki między małżonkami są intensywne, oddalający się małżonek może skupić się na zmaganiach, odwracając swoją uwagę od poczucia straty.
Ponadto, im bardziej osoba A martwi się o małżeństwo, wyznaje miłość i zapewnia o zaangażowaniu, obawia się o przyszłość swoich dzieci, tęskni za bliskością z dawnych czasów, tym mniej robi osoba B. Autorka ponownie nadmienia, że relacje są jak huśtawki: im bardziej jeden małżonek martwi się o rozpad małżeństwa, tym mniej musi się martwić drugi. Jeśli osoba A ciężko pracuje, aby przekonać swojego partnera, że warto ratować małżeństwo, że wciąż kochacie się wzajemnie lub martwicie się o dzieci, ułatwia osobie B nie myślenie, ani nie odczuwanie tych rzeczy, ponieważ osoba A wykonuje całą pracę.
Jakie jest rozwiązanie? – pyta autorka. I odpowiada: zatrzymaj gonitwę. W rzeczywistości nie wystarczy tylko zatrzymać gonitwę, należy zrobić zwrot o 180 stopni!
I podaje następujący przykład:
Na terapię do autorki trafił Randy, ponieważ był przygnębiony z powodu nieuchronnie zbliżającego się rozwodu. Jego żona, Angie, zabrała ich trzyletniego syna i wyprowadziła się do swojej matki. Powiedziała Randy'emu, że nie chce już być z nim w związku małżeńskim, ponieważ nie może jej zapewnić tego, czego potrzebuje, aby być szczęśliwą w małżeństwie. Randy był już wcześniej żonaty i zdecydowanie nie chciał, aby to małżeństwo się skończyło. Kochał Angie i był pewien, że ich problemy można przezwyciężyć, przy odrobinie wytrwałości. Randy dzwonił do niej codziennie, obiecując zmiany, prosząc o spotkanie i mówił o tym, jak bardzo rozstanie go niszczy.
Randy przyznał, że ostatnio, gdy spotykają się, przy okazji, kiedy Angie przychodzi odebrać pocztę lub przywozi ich syna na jakiś czas w weekendy, wówczas widzi go przygnębionego i zapłakanego.
Terapeutka zapytała go, jak jego zdaniem wyglądał w oczach żony, kiedy był przygnębiony. Powiedział: „Zakładam, że zastanawia się, dlaczego jest ze mną”. Zgodziła się i powiedziała mu, że lepiej jest zaprezentować bardziej pożądaną stronę siebie, jeśli chce ją odzyskać. Terapeutka wiedząc, że należy opracować plan, zapytała: „Co możesz zrobić, co całkowicie zaskoczy Angie?” Początkowo nie był pewien, jak odpowiedzieć na pytanie, ale po chwili wymienił kilka rzeczy, które mógłby zrobić, a które byłyby całkowicie odwrotne do jego dotychczasowego sposobu radzenia sobie z sytuacją.
Były to następujące zachowania:
- Przestać do niej dzwonić.
- Być niedostępnym, gdy przyjdzie.
- Wydawać się szczęśliwym (jak dawniej) podczas jej wizyt.
- Bardziej angażować się w życie ich syna.
- Planować spotkania towarzyskie po pracy.
Terapeutka powiedziała mu, że ważne jest, aby zmiany, które zaproponował były zauważalne dla niej. Zmiana numer pięć, planowanie życia towarzyskiego po pracy, choć nie była czymś, co mogłaby zobaczyć, pomogłaby mu poczuć się lepiej, co ułatwiłoby realizację pozostałych zmian.
Powiedziała mu, że choć nie ma gwarancji, że plan zadziała, to może go zapewnić, że zabieganie o Angie przyniesie odwrotny skutek.
Na drugiej sesji był bardziej optymistyczny. Przez cały tydzień nie dzwonił do Angie i ku jego zaskoczeniu zadzwoniła do niego dwa razy w tym tygodniu, co było niespotykane. Randy powiedział, że oprócz zwykłych weekendowych wizyt Angie, korzystając z wymówki, że potrzebuje zabrać swoje ubrania, złożyła mu niezapowiedzianą wizytę. Kiedy ona brała swoje ubrania, Randy bawił się z ich synem. Kiedy się pojawiła, Angie, na widok ich wspólnej zabawy, wydawała się bardzo zadowolona. W końcu Randy wyszedł po pracy z kilkoma kumplami i gdy wrócił do domu, po odsłuchaniu wiadomości na swojej sekretarce, okazało się, że Angie go szukała.
Chociaż nie było jeszcze mowy o pojednaniu, Randy wiedział, że jest na dobrej drodze. Czuł się znacznie bardziej optymistyczny i podniesiony na duchu, co ułatwiło mu trzymanie się planu. Oparł się pokusie, aby błagać ją o powrót do domu, chociaż czuł, że stawała się bardziej czuła.
Z czasem zaczęli się ponownie umawiać i stopniowo spędzać więcej czasu razem jako rodzina. Dwa miesiące po separacji Angie powiedziała Randy'emu, że rozważa powrót do domu. Razem wypracowali warunki jej powrotu, a ona i ich syn wrócili do domu, gdy Randy kończył terapię.
Dalej autorka nadmienia, że jeśli jesteś w środku bezcelowej gonitwy, czas zatrzymać się, wziąć głęboki oddech i wypróbować technikę ostatniej szansy. Aby określić, co chcesz zrobić inaczej, zadaj sobie pytanie: „Co mógłbym/mogłabym zrobić, aby zaskoczyć mojego partnera? Co mógłbym/mogłabym zrobić, aby dać partnerowi do zrozumienia, że moje życie toczy się dalej bez niego (niej)?” i zacznij to robić! Zmiany mogą nie pojawić się tak szybko, jak w przypadku Randy'ego, ale trzymaj się tego konsekwentnie przez jakiś czas, zanim zdecydujesz, czy to działa.
Jeśli plan zadziała, opieraj się pokusie, aby prosić o więcej zaangażowania, bądź powściągliwy/a. Jeśli nie poświęcisz wystarczająco dużo czasu, aby pozytywne interakcje się utrwaliły, możesz wrócić do punktu wyjścia. Musisz kontynuować swoje nowe zachowanie, dopóki nie będziesz całkowicie przekonany, że zmiany twojego partnera będą trwałe. Nie bądź zbyt szybko zadowolony, bo twój partner znów się oddali.
Autorka stwierdza, że kiedy ta metoda nie pomaga uratować małżeństwa, ludzie mówią jej, że mimo wszystko uratowała ich poczucie własnej wartości. Przez poczucie desperacji i doświadczenie odrzucenia, ludzie czują się negatywnie nastawieni do siebie, podczas gdy bardziej niezależne działanie pomaga im przywrócić poczucie kontroli nad ich własnym życiem, poczuć się bardziej samodzielnymi, co jest wstępem do poprawy poczucia własnej wartości.
Autorka opisuje jeszcze jeden przykład relacji małżeńskich, jednak ze względu na obszerność treści moich postów, nie będę go przytaczał.
Wiem, że wyszło przydługo, chciałem jednak, na tyle, na ile potrafiłem, dokładnie nakreślić kontekst, który będzie potrzebny w kolejnych moich odkryciach, które opiszę.