Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Dzien dobry. W innej części forum opisywałam swoją historię. Mąż zdradził emocjonalnie, długo zaprzeczał. Wiedziałam, ze cos sie dzieje, prosilam, błagałam-on twierdził ze oczywiscie przesadzam. Historia, jakich niestety tutaj wiele.

Ale-ad rem. Jestesmy na etapie sięgnięcia dna i próby wydostania sie z niego. Przeszliśmy roczną terapię. Mąż nadal w terapii, i psychologicznej, i psychiatrycznej, ma głęboką, "uśmiechniętą" depresję lękową, jest na leczeniu. Sama zdrada wydarzyła sie juz za czasu choroby, o której wtedy nie wiedzielismy, ze jest i ze jest tak ciężka.
Mąż sie stara, leki go wyciszyły, nie jest agrasywny. Jest obecny w domu, zartuje, usmiecha sie, rozmawiamy , są tez takie drobne gesty, herbate zrobi, smsa napisze z pytaniem jak mi mija dzien, itd, itp. Natomiast ja jednak mam problem...
Moj stan obecny mogłabym porównac do zimnej ryby- doceniam starania męża, staram sie rowniez odpowiadac podobnie. Ale wyłączyłam uczucia do niego. Nie chcę się sparzyć na nowo. Nie umiem powiedziec, ze kocham, choc pewnie tak jest, bo co innego by mnie przy nim trzymało tyle lat? Z jakiego powodu wyciągnęłam do niego rękę, dlaczego nie pogoniłam go po tym wszystkim? Pewnie to jakis rodzaj uczucia. Ale ja nie czuję nic. Mam wiedzę- ale bez uczuć. Nie jestem z nim z litosci, to na pewno. Nie jestem tez dlatego, ze 25 lat temu ślubowalam mu w kosciele i jestem osobą wierzącą. Dojrzałam juz do myśli, ze moze zacznę zycie w pojedynkę.
Zawsze uwazalam, ze zdrada to koniec zwiazku. Jak sie okazuje, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Ale problemem jest zaufanie, a raczej jego brak. Bo ja w kazdym telefonie męża, w kazdym smsie widzę tę kobietę i widzę zdradę. Nie ufam za grosz. Jak go dluzej nie ma w domu, widzę ją, jego i tę zdradę... tak, wiem, dręczę siebie. Ale cóż. Nie przebaczylam jeszcze, i nie wiem, czy to sie w ogole stanie.

Moze ktos ma pomysł, jak sobie poradzic z tą podejrzliwością? Z tym ciągłym mysleniem o zdradzie? Bo ja siebie po prostu zadręczę, a chcialabym przestac. Tyle, ze nie umiem.

Sluchalam katechez o odbudowie zaufania. I cóż, uderzyło mnie, ze za zdradę odpowiedzialni są oboje. Nie zgadzam sie z tym. Za to, co prowadzi do rozkładu związku moze i tak, ale za sam akt zdrady odpowiada wyłącznie osoba, która zdradza. To jest pewien wybór, a my ponoc jestesmy istotami myślącymi. Mój mąż wybrał, i nie ja bylam tym wyborem.

Brakuje mi tego "stanięcia w prawdzie". Mąż długo zaprzeczał, mimo oczywistych dowodów. Ja oczekiwalam, ze sie przyzna, ze przeprosi, uzna swój błąd. Zrobil to 1,5 roku po zdradzie. I mam wątpliwosci, czy bylo to szczere, bo byli to strasznie płaskie. Lekarka męża mowila mi, ze on jest troche wyłączony emocjonalnie przez antydepresanty. Nie neguję tego. Ale ciezko mi zyc z facetem, ktory nie jest w stanie niczego okazac. Depresja to straszna choroba😪 w sumie to nie wiem, kto bardziej na nią cierpi... mąż, czy ja, współchora, i patrząca codziennie na usmiechniętego człowieka, dusze towarzystwa, która niczego nie odczuwa przez tę paskudną chorobę.

I niby to rozumiem, a jednak nie, niby wybaczyłam, a jednak nie, wciąż widzę tę babę, wciąż myslę ze mają jednak kontakt. Mogę cos zrobic dla siebie? Dla męża zrobilam co moglam, albo i wiecej. A co moge zrobic dla siebie, zeby przestac sie tak nakręcać?

Jej mąż chyba nie wie. I tez mi z tym źle. Ja wiem, on nie. Niestety, znam oboje. Ciezko mi sie zyje z tą wiedzą.

Pozdrawiam i sciskam wszystkich poranionych.
Firekeeper
Posty: 962
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Firekeeper »

Solaris jeśli kojarzysz mnie z forum to pewnie wiesz, że ja byłam zdradzona emocjonalnie wiele razy. Mój mąż również leczył depresję terapią i był na lekach. Obecnie jest na kolejnej terapii.

Nie powiem Ci dokładnie jak to się stało, że ja już o tych kobietach nie myślę.

Myślę, że potrzebny jest czas.

Ja bardzo nie chciałam zamknąć przeszłości. Ale to, zrobiłam. Stopniowo, stanowczo odcinałam się. Usunęłam wszystkie dowody zdrad jakie miałam. Jak pojawiło się wspomnienie włączałam na YouTube jakiś śmieszny film. Jakieś głupoty. Odwracałam uwagę. Stopniowo wyuczony nawyk powracania do przeszłości zanikał. Wraz z czasem obniżyła się też moja emocjonalność względem tego co było. Wydarzenia stały się faktami.

Ja mam takie przeświadczenie, że nikt nie jest doskonały. Ani ja, ani mój mąż. Każdy z nas popełnia błędy. Większe mniejsze.

Dużo pracy zajęło mi wyjście z pozycji ofiary i winnego.

To dało mi takie poczucie, że każdy jest odpowiedzialny za decyzje i błędy.

Mój mąż tak zdradzał mnie emocjonalnie. Ja stosowałam przemoc.

Małżeństwo nie zawsze jest pełne słońca ale pod jednym parasolem można wspólnie przetrwać burzę. I tak patrzę na mój związek z mężem. Od samego początku same burze, huragany. Zawsze pod górkę. Ale to co nas łączy to bycie razem.

I tak postrzegam zdradę męża to była kolejna burza. Ale mamy parasol w postaci sakramentu małżeństwa, który daje nam taką siłę aby trwać i zmieniać się, bo można.

Cały czas buduję swoją pewność siebie. Poczucie wartości. Dużo we mnie jest też akceptacji i zrozumienia.
Solistka
Posty: 36
Rejestracja: 19 sie 2024, 13:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solistka »

Solaris
myślę, że podświadomie pragniesz tego zaufania jakie było przed tym wszystkim złym. Tego nie osiągniesz, nie jesteś już tą Solaris, doświadczyłas krzywdy, rozczarowania etc. Teraz możesz sobie pozwolić, o ile zechcesz, na nowe zaufanie. Takie pokopane, pokrzywdzone i świadome tego, że cios zawsze może paść i to niewiadomo kiedy i z czyjej ręki. To zaufanie jest chyba bardziej świadome, ale i trudniejsze, bo dużo więcej wymaga od nas. Myślę, że to trzeba mega porządnie przemyśleć. Jeśli zaś zdecydujemy się na to nowe zaufanie to ja sobie wymyśliłam, że muszę mieć plan co gdyby stało się "to" znowu, ale taki plan krok po kroku. Mi to pomaga, może komuś też. Ale temat to ciężki i naprawdę trzeba się dobrze zastanowić czy chcemy i czy stać nas w danym momencie na taki dar dla drugiej osoby, która nas tak zawiodła.
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Solaris też się nie zgadzam z poglądem niektórych że za zdradę odpowiedzialni są oboje małżonkowie. Za kryzys tak, ale też nie zawsze po równo.

Czy da się odbudować zaufanie? Wszystko zależy od sytuacji i osób. Tak jak miłość jest postawą a nie tylko uczuciem, to ciągłą pracą i małymi kroczkami można w miłości wzrastać i się doskonalić tak i pewnie z zaufaniem jest. Bez ćwiczenia siebie, bez pracy stoimy w miejscu. Trzeba też pamiętać, że często robimy krok do przodu, a dwa do tyłu i wydaje się że to nie ma sensu, ale to wszystko proces, który nas czegoś uczy.

Depresja z którą zmaga się twój mąż wpływa na jego, na ciebie, ma wasze życie - to moe jedt łatwe. Czasami trzeba to przyjąć, nie mamy na wszystko wpływ. Jest to trudne dlatego trzeba prosić Boga by nam pomagał, by pokazywał drogi które będą dobre dla mnie, dla nas, dla naszych bliskich. By Bóg przez różne osoby, zdarzenia, słowa, działał to trzeba Go o to prosić. Czasami trzeba zapomnieć o tym, co zawsze się robiło a otworzyć na nowe. I tego Ci życzę - trwania z Bogiem w tym wszystkim.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

To prawda. Marzę o tym, zeby życ jak dawniej, choc przecież wiem, ze to niemożliwe, bo juz nigdy nie bedzie jak kiedyś. Jakos trudno mi zejść na ziemię i zaakceptowac w pełni tę nową sytuację.

Fakt, ta depresja męża nie ulatwia mi zadania, ani nie ułatwia samego zycia. Ja sama sie miotam z tym wszystkim, ciężko mi pojąć, ze moj mąż nie jest zdolny do odczuwania. A tak niestety jest. Trudno bylo mi w to uwierzyc, ale rozmawialam z psychiatrą męża, no i tu mam jasność.

Dlatego tez mam taką refleksję, czy da sie o to zaufanie i związek po zdradzie walczyc, czy to ma sens. Bo to trwanie, bycie i walka kosztuje mnie mase zdrowia.

Cięzki czas mam. On nie czuje, wiec i ja nie czuję się kochana, akceptowana itd. Do tego ta zdrada... gdybym czuła jakies uczucie, moze bym zabliźniła to moje poranione serce. A tak nie bardzo mam sie czego złapac.

Jedyne, o co teraz prosze Boga, to zeby pomogl mi przetrwac, zeby dal mi sile do życia. Kiedys modlilam sie o zdrowie, o szczescie, o bezpieczenswo dzieci. Teraz wzdycham jedynie-pomóż przetrwac. To smutne.

I myślę sobie, jak mam gorszy dzien, ze juz nie dam rady wytrzymac wiecej. I ze jak pęknę, to cos sie złego stanie. Bo nie wytrzymam. I zawsze wtedy myslę o dzieciach. Choc są dorosłe, są moimi dziecmi. Z ich obecnosci Bóg daje mi siłę. Oby jej nigdy nie brakło.
Firekeeper
Posty: 962
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Firekeeper »

Solaris to minie. Mój mąż kiedy leczył depresję i brał dużo leków psychiatrycznych czułam się źle. Widziałam go spokojnego, wyluzowanego, zaczął chodzić na siłownię. Ja miałam wrażenie, że nie istnieję. Byłam zła, że on bierze sobie tabletki i jest zadowolony i ma gdzieś, że małżeństwo się sypie, a ja jestem sfrustrowana i nie mam powodu, żeby być spokojna jak on. Pamiętam, że było ze mną źle. Więc prowokowałam sytuacje żeby on mnie zauważył. Wyprowadzałam go z równowagi. Jest to też związane u mnie z współuzależnieniem. Po jakimś czasie wyrzuciłam mu wszystkie leki i spaliłam. Zakończyłam jego leczenie. Dlaczego? Dlatego, że nie tak miało być. Miałam oczekiwania, że zacznie leczyć depresję, powie jak bardzo mnie kocha i zaczniemy nowe życie, a było na odwrót bo zajął się sobą, a ja zeszłam na dalszy plan.

Co prawda to, że on się zajął sobą było potrzebne mi abym mogła i ja się w końcu skupić na sobie i na moim zdrowieniu.

I tak myślę, że w tym momencie to nie ratowanie małżeństwa, budowa zaufania jest ważne tylko zajęcie się sobą samą.

Abyś nie mając przy swoim boku kochającego męża umiała cieszyć się życiem, czuć się kochana i akceptowana.

I fakt nigdy nie będzie tak jak kiedyś ale może być znacznie lepiej.

Mam takie głębokie przeświadczenie, że wszystko co nas spotyka jest po to aby było lepiej. Tylko trzeba te nieszczęścia nauczyć się przyjmować.

Piszesz, że nie masz czego się złapać. Ja się złapałam na tym, jak księdzu się żaliłam, że to już koniec. A on na mnie wręcz podniósł głos, że jaki koniec?! Mamy sakrament?! To jest taki parasol ochronny. Bóg chce aby było dobrze, więc trzeba po prostu przetrwać tą burzę z nadzieją, że kolejne dni będą słoneczne.

Nie wiem mi to dało taki spokój, że jestem w pozycji uprzywilejowanej i Bóg jest za tym aby małżeństwo było trwałe więc na tym polu bitwy czułam, że jest ktoś kto życzy nam dobrze, więc nie jestem sama skazana na porażkę.
Lorelay
Posty: 1
Rejestracja: 10 gru 2024, 11:33
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Lorelay »

Solaris, czytam i tak jakbym czytała o sobie. Szukam jakiejkolwiek pomocy która pokaże mi jak odbudować zaufanie. Tyle lat zdrad... On teraz chce być ze mną, choć jesteśmy po rozwodzie... Każdy telefon, sms, wyjazd, doprowadzają mnie do szału. Przed oczami pojawiają się obrazy.
Ja już chyba nie żyję tylko istnieję..
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Mineło troche czasu, mialam nadzieję, ze pójdę choć trochę do przodu. Niestety-raczej sie cofam. Mój mąż zyje jak gdyby nigdy nic, a ja cierpię coraz mocniej. Jak bierze telefon do ręki, wszystko mi wraca. Jestem tak strasznie nieufna, ze szok. Nie widzę możliwości zaufania na nowo. Niestety-taka jest odpowiedz na pytanie, które sama postawiłam😪
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3098
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Niepozorny »

Solaris pisze: 24 mar 2025, 17:00 Jestem tak strasznie nieufna, ze szok. Nie widzę możliwości zaufania na nowo. Niestety-taka jest odpowiedz na pytanie, które sama postawiłam😪
To ja przekornie odpowiem, że zaufanie można odbudować. Nie podzielę się swoim świadectwem, ale od czego jest kanał Sycharu na youtube? Zapraszam na https://www.youtube.com/watch?v=DJTcMe7 ... RjVSaJJM5O
Z braku rodzi się lepsze!
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2139
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: ozeasz »

Solaris pisze: 24 mar 2025, 17:00 Mineło troche czasu, mialam nadzieję, ze pójdę choć trochę do przodu. Niestety-raczej sie cofam. Mój mąż zyje jak gdyby nigdy nic, a ja cierpię coraz mocniej. Jak bierze telefon do ręki, wszystko mi wraca. Jestem tak strasznie nieufna, ze szok. Nie widzę możliwości zaufania na nowo. Niestety-taka jest odpowiedz na pytanie, które sama postawiłam😪
Czyli już wiesz że problem nie leży po stronie męża, a w Tobie, widzisz dużo bym musiał pisać, nie mam wątku, tylko krótki na starym forum, tutaj jest parę tysięcy moich wypowiedzi w których się dzielę jak ja to przeżywam.

Bóg Cię konfrontuje z samą sobą, słowo "kocham, ufam, przebaczam, jestem dobrym człowiekiem, wierzę" to tylko słowa, dopiero konfrontacja w doświadczeniu jest stanięciem w prawdzie, może być, bo zdarza się, że nie od tej konfrontacji się ucieka, choćby przerzucając odpowiedzialność za swoje słowa, zachowania na innych czy sytuacje, ale kiedy się podejmuje wyzwanie zaczyna się przemiana, i tego Ci życzę, żebyś doszła do tego kim jesteś, jaka jesteś ta prawdziwa, ta jedyna, ta stworzona przez Boga, to wiele potrafi zmienić, czasem wszystko.

Niech "pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, strzeże waszego, Twojego serca i myśli w Chrystusie Jezusie."
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Problem mój, ale z winy męża, i nie umiem sobie z nim poradzic, to fakt. Słowa... tylko, ale i aż. Nie na wszystki znam odpowiedź.

A czy jestem dobrym człowiekiem? Nigdy nie zadawalam sobie tego pytania, zeby nie popaść w jakis rodzaj samouwielbienia, jaka to jestem super. Staram sie zyc tak, jak mowi mi wiara i moje sumienie. A na ile sie spisałam, oceni kiedyś jedyny sprawiedliwy sędzia.

Źle mi z tym, ze nie mam wybaczenia. Teraz tak sobie pomyślałam, ze to bardzo dużo blokuje w pójściu do przodu. I moze to jest głowny problem? Wznieść się nad swój ból i wybaczyc jest strasznie trudno. Wiem, ze można. Ale to jeszcze nie ten czas.

Dzisiaj pierwszy raz od dawna pomyślałam głębiej. I za to dziękuję.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Minęło kolejne pół roku. Ja jestem w tym samym miejscu, jak nie gorzej. Próbowałam rozmawiać, próbowałam wybaczyć, próbowałam byc lepszą, uśmiechniętą i bardziej wspierającą żona. Próbowałam nie myśleć i zaufać. Próbowałam terapii. Niestety-nie wyszło. Nie umiem wybaczyć, nie umiem zaufać, nie umiem w jakikolwiek sposób popatrzeć na mojego męża inaczej niż przez pryzmat krzywdy i zdrady. Myślę, ze ma kolejną babę. Już to przechodziłam, objawy te same. I druga młodość. A mnie wszystko ułożyło się w całość. Znowu.

Jak z tego zagnebienia siebie wyjsc-nie mam pojęcia. Robię sobie krzywdę, tkwiąc w tym bólu i żalu, wiem. Myślałam, ze choć trochę mi sie udalo dźwignąć, ale nie. Nie udało mi sie. I wciąż tylko proszę, aby nie zrobic głupstwa.
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Solaris współczuję Ci. Wiem jak trudno jest gdy wszystkie znaki wskazują, że małżonek znów kogoś ma. Ja to przechodziłam kilka razy. Za każdym razem boli.

Mi pomógł Bóg. Ja Go tyle razy prosiłam o nawrócenie męża, o moje dobre wybory i działania, a mimo tego, że męża Bogu oddawałam to i tak działałam po swojemu, aż pewnego razu gdy mąż znów się zafiksowal a jeszcze mi powiedział, że nie mam mu dawać rad bo on wie co robi (a znów wchodził w bagno więc ja nie wiem czy wiedział co robi) I wtedy spojrzałam na niego innymi oczami, a w sercu miałam pustkę. Ani żalu, ani złości, ani nawet miłości - taką obojętność. W końcu spojrzajam na siebie. Ja miałam już tego dość, bo co bym nie zrobiła to było źle, więc wtedy postanowiłam, że koniec - niech Bóg zajmie się moim mężem, ja zajmuję się odtąd sobą. Minęło 1,5 roku - i nie był to czas zmarnowany. Dużo zrobiłam dla siebie m.in. byłam na różnych rekolekcjach, spotkaniach Sycharu, poznawałam różnych ludzi, zdobywałam nową wiedzę i coraz bardziej upewniałam się, że "z takim mężem" nigdy nie zaznam szczęścia. Czy mój mąż się zmieni, czy będzie umiał być uczciwy na wszystkich polach, zaangażowany w rodzinę, nie zdradzać - nie wiem. Może to nastąpi kiedyś, a może nigdy. Dla mnie ważne jest by żyć w miarę szczęśliwie, nie zbaczać z dobrej drogi i cieszyć się tym co Bóg daje, a daje nam dużo tylko czasami tego nie dostrzegamy. Tkwię w remoncie w domu juz długo, nawet za długo, ciągle czegoś szukam, ciągle jakieś problemy się pojawiają i ja teraz widzę namacalną obecność Boga, bo czasami nie zdążę do końca wypowiedzieć prośby "Boże, zawieruszyło mi się to lub tamto a jest potrzebne" a od razu to znajduję - zaraz się uśmiecham i Bogu dziękuję. To są małe drobiazgi, ale dają radość oraz pewność, że nie jestem sama, że jest Ktoś komu na mnie bardzo zależy i chce mi pomagać. Czasami trzeba tylko szerzej otworzyć oczy i serce.

A dzisiejsze "Wstawaki" może Ci pomogą znaleźć sens w tej beznadziei:
https://youtu.be/fDP_lYRoC-0?si=-c_E2aJIOSMa5Xob
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Szukam sensu. Dalszej drogi nie widzę. Wiem, ze musze zając sie sobą i swoim rozwojem, nie mam wpływu na nikogo-poza sobą. A jednak wciąż walczę aby mieć wpływ na zachowanie męża, ciężko sie z tego wyzwolić. Coś muszę zrobić, żeby stanąć na nogi. Tylko co będzie tym dnem, od którego będę sie mogła odbic-nie wiem.

Wstawaków wczoraj nie słuchałam, za to zasypiaków juz tak. Św Rita. Już raz pomogła i córka sie wyzwoliła od toksyka. Może i mnie pomoze. Zwyłam sie znowu w kościele, nic nie idę do przodu. Od 3 lat góra i dół. A scenariusz ten sam. I nic w przód.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Oj, dobre wstawaki wrzuciłaś, jakby specjalnie dla mnie, rzeczywiście. Ja jeszcze nie widzę niczego, bo wciąż płaczę i te łzy mi nie czyszczą oczu, tylko na razie je zamglają. Sama sie zastanawiam, co dalej, ile można tkwić w takim zawieszeniu. Ja juz siedzę w tym bajorze 3 lata. To bardzo długo. Mój mąż jest zimny jak głaz. Nie okazuje uczuc. A jego troska jest też taka zimna. To też przez leki, wiem. Tylko ze on nie rozumie moich granic, a ja nie mogę ich nie stawiać. Zapytałam kiedyś, po co to wszystko, skoro nie ma dla mnie ciepłego slowa, ciepłego spojrzenia. A on na to, ze chce ze mną byc i przecież sie troszczy o mnie, lekarstwa mi kupił, herbatę zrobił... jakby nie rozumiał tego, czego ja oczekuję, choć mówię to wprost. Albo nie chciał rozumieć... od 3 lat jestem taka skołowana. Jest mi źle, a nie robię z tym nic, bo sie boje ze będzie jeszcze gorzej.

Zaznałam juz goryczy samotności. Nie do końca mi sie to podoba. A przecież niedługo będę sama, dzieci pójdą w swoją stronę, będziemy sie widywać raz na rok. Czy ma sens tkwienie w tym związku, gdzie i tak jestem sama, czy zdecydować sie na rzeczywistą samotność? Nie mam pojęcia.
Wiem, ze nie ufam, tu sie nic nie zmieniło. Rozdzial zdrady nie jest dla mnie zamknięty. Dla mojego męża tak. Przecież przeprosił... ech.
ODPOWIEDZ