Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3098
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Niepozorny »

Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Terapeutka powiedziała, ze nie moze mi pomóc. I musze najpierw do psychiatry /ok, sama o tym myślałam, bo niedługo oszaleję/, a potem poszukać innego terapeuty. Dlatego poczułam sie tak źle. Jakby odmówiono mi po razy kolejny pomocy. Gdzie mam szukać kolejnego terapeuty, który nie odmówi mi pomocy, w jakim nurcie-nie mam pojęcia

(...)

Ja te chęć mam, i dlatego poszukałam kolejnego fachowca, bo nie chce tak dalej żyć. No to rozczarowanie bardzo boli, bo liczyłam, ze kobieta mi pomoże. A ona odmówiła terapii. Jak wspomniałam- moze i uczciwe podejście, ale z drugiej stony- dla kogoś, kto przychodzi z takim bagażem, slowa-nie pomogę, proszę iść gdzieś indziej- to jest strasznie bolesne. Muszę to przetrawić. Tylko jeszcze nie wiem jak.
Nie byłem na twoim spotkaniu z tą terapeutką, ale czy aby na pewno odmówiła Ci pomocy? Ja rozumiem to tak, że nie miała odpowiedniej wiedzy, aby mogła Ci pomóc. Wskazała jednak osoby, które takiej pomocy mogłyby Ci udzielić. Powiedziałbym, że zrobiła wszystko, co mogła.

W twoi poście fragment zastąpiony przez (...), to głównie opis tego, jak bardzo jesteś uzależniona od działania męża. Rozwód czy seperacja nie sprawią, że wszystkie twoje problemy znikną. Mogą o tym świadczyć doświadczenia Ruty opisane w poście viewtopic.php?p=630436#p630436.
Z braku rodzi się lepsze!
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Tak, powiedziała, ze nie moze mi pomóc I jest to nasze ostatnie spotkanie. Zabrzmiało twardo, ale ja oczywiście wiem, ze miała na myśli brak swoich kompetencji w zerknięciu z moim problemem. Niemniej, źle sie poczułam, i o ile rozumiem jej stanowisko, to poczułam sie spuszczona na drzewo przez kolejnego juz fachowca. Wiem, ze to przesada z mojej strony, bo to nie tak- ale to juz kolejna osoba, no i tak czułam. Chciałam dobrze, zebralam sily, co nie byko latwe, no i wyszło jak zawsze😪

Ja generalnie mam ogromny rozjazd miedzy uczuciami, emocjami a rozumem. Serce mowi jedno, a rozum drugie. Słucham rozumu, bo zawsze twardo stałam na ziemi, a uczucia i emocje mi tylko przeszkadzają i mącą w głowie😪 wiem, ze nic z tego nie bedzie, dobrze wiem. Dlatego chciałam pomoc sobie, bo innym pomoc nie potrafię.

Wiem, ze rozstanie nie rozwiąże moich kłopotów, pisałam to nieraz. To tylko mojemu otoczeniu tak sie wydaje. Ale nikt z nich nie jest mną, nie wiedzą, co jest we mnie i w jakim jestem stanie. Ja wiem, ze to nie takie proste. Gdyby było, dawno byłoby po wszystkim.

Przeraża mnie to, co piszecie o uzależnieniu od męża. To jest autentycznie przerażające. I kompletnie dla mnie niezrozumiałe. Nie mam powodu wam wszystkim , którzy o tym mówią, nie wierzyć, jesteście mądrzejsi, bardziej doswiadczeni, juz po przejściach i terapiach. Ale nie rozumiem tego. Po prostu nie rozumiem, jak to w ogole jest możliwe, jak do tego doszło i co sie ze mną stało. Nie rozumiem😪

Gdzie mam iść po pomoc, juz serio nie wiem. Lekarze mają takie terminy, ze szok. Mogę jechać do większego miasta i sprobowac-ale znowu w ciemno. Wolalabym z polecenia.
WNM2010
Posty: 122
Rejestracja: 13 lip 2020, 16:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: WNM2010 »

Witaj Solaris,

Czytałam bardzo dużo wpisów na forum. Zupełnie nie rozumiałam czym jest współuzależnienie. To był termin dla mnie nie z tej ziemi, a już napewno nie mający ze mną nic wspólnego.
Aż wkońcu..
zaskoczyło, po 4 latach. Zdałam sobie sprawę, że w moich wypowiedziach, myślach, słowach tylko mąż, co robi, jak się zachowuje, że jest taki, siaki i owaki, że może ten lub ten kolega powie mu do słuchu, że stanie się cud, i czekałam w przenośni ale i w oknie - aż przyjdzie, przeprosi. Mnie nie było. Jakbym znikła dla samej siebie. Nie było ważne dla mnie co czuję, co myślę, co bym chciała, a co dopiero dla innych. Dopiero od niedawna się odwieszam. Znalazłam siebie, swoją tożsamość, wartość i radość z tego co mam.. A tym samym i o mężu tematów mniej się pojawiało. Zaczęłam być Ja - zdrowa, żyjąca, wymagająca, prawdziwa. I zrzuciłam bożka z piedestału. Jak cudownie mieć właściwą hierarchię.
"Miłość cierpliwa jest, miłość wszystko przetrzyma, miłość nigdy nie ustaje "
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Solaris wiem, że stresują cię nieznane grupy, ale może skusisz się na rekolekcje w Katowicach nt. Jak radzić sobie z osobami trudnymi i toksycznymi. Tam oprócz super treści i zajęć jest zawsze możliwość rozmowy z prowadzącą, która ma doświadczenie w temacie trudnych małżeństw, trudnych osób. Zachęcam :)

https://www.osrodek-brynow.pl/jak-radzi ... ksycznymi/

A nawiązując do twoich ostatnich wpisów - z własnego doświadczenia wiem, że można się uzależnić od osoby toksycznej czy przejawiającej np. jakieś cechy narcystyczne. Zgłębiam temat więc wiem że takie mechanizmy są częste. Często wynikają z posiadanych cech, o których często nie wiemy. A z doświadczenia z osobami trudnymi też z pracy wiem, że takie osoby potrafią omamić. I często w głowie nam się noe mieści, że dana osoba może mieć złe zamiary. Kiedyś na jednych rekolekcjach wpadło mi w ręce mniej więcej takie zdanie "czy potrafie w krzywdzicielu dostrzec człowieka, który ze swojej natury nie jest zly, on się gdzieś pogubił lub świat go takim uczynił". A niestety często jest tak że człowiek nabywa cechy, które latami przez kontakt z innymi sie u niego wykształcają. Nie zmienimy drugiego człowieka, bo sami mamy problem by się zmieniać na lepsze, ale gdy pojawia się krzywda mamy obowiązek się bronić, mówić stop. A tego też nieraz nauczyć się musimy.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

No właśnie ja tez tak sie zastanawiam, wspoluzależnienie? Ja? Wspoluzalezniona? Czytam teraz bardzo dużo na ten temat.

Fakt, dużo piszę o mężu. Ale on nie jest moim bożkiem, absolutnie. Ja nie jestem mu podporządkowana, żyję i robię co chcę, po swojemu, nie pytam go czy mogę wyjsc- po prostu wychodzę, nie pytam, czy mu sie kiecka podoba i nie uzależniam jej kupna od odpowiedzi. To oczywiście tylko takie ogólne przykłady.

Natomiast-bylam zazdrosna, no trudno sie dziwić, jak się doznalo zdrady i chcialo naprawiac zwiazek.. W tej chwili juz tak tez nie jest. Znieczuliłam sie, np. nie obchodzi mnie to, z kim w tej chwili pisze na messengerze. Kiedyś mnie skręcało, ze to moze znowu kolejna kowalska. Teraz mam to gdzieś, bo wiem, ze nie mam na to wpływu. I tak powie, co bedzie chcial, prawde lub nie, a ja i tak nie uwierzę. Jesli pytałam ostatnimi czasy, wynikało to rowniez z tego, zeby sie ocknął i rozumiał ze mi cos moze przeszkadzać. Psycholog kazala mi stawiac grance, a jemu je rozumiec. Ale na próżno, bo dalej robi to samo i nie rozumie, czego ja chcę.

Zazdrosna juz tez nie jestem. Owszem, kłuje mnie w sercu, ale raczej dlatego, ze mieliśmy piękną przeszłość, bardzo szczęśliwą. I to wspominam z żalem, jakbym tej żałoby jeszcze nie przerobiła.
Nie tłumaczę go juz od lat. Kiedys tak bylo..tlumaczylam go za kazdym razem, i solidarnie trwalam przy jego boku. Potem przeszlo, bo krzywd.bylo juz za duzo. Nie mam oporow zeby o nim mowic realnie, tak, jest. Jeśli cos piszę, to raczej po to, zeby naświetlić sytuację i swoje dzialania w odpowiedzi na te sytuację.

Z tego, co czytam, z uzaleznienia zgadzają sie trzy rzeczy- potworny lęk przed samotnością, niska samoocena / ale to mialam od nastolatki, zanim go w ogole poznalam/ i brak decyzyjnosci w kwestii zakonczenia tego zwiazku. W innych sprawach jestem bardzo decyzyjna, nie mam z tym żadnego problemu. Pomagać mu juz tez nie pomagam. Czułam sie w obowiązku ratować związek, jako żona ze stażem długim, no i katoliczka. Zrobiłam to, dałam szanse, nie wyszło, wiecej nie mogę zrobić. I juz chyba nie chcę. Chciałabym powrotu do starego zycia, tego mieć nie będę, wiec przyszła pora na pogodzenie sie z faktami.

Moj maz jest narcyzem, tu sie wiele zgadza. A ja jestem prędzej ofiarą przemocy niz wspoluzaleznienia. Z drugiej strony, trudno sie jakoś nie uzależnić jak się jest ze soba ponad 30 lat. Moze wiec tez tak byc, ale nawet jesli jest jakaś forma uzależnienia, to nie sądzę, zeby to bylo aż tak poważne, myślę ze większy problem mam z nerwicą i lękiem, tak czuję. Mnie jest bez męża dobrze. Nie tesknie za nim. To jest straszne, bo to byla taka wielka miłość. A teraz? Ech, to po ludzku smutne.

Nienawidzę zmian. Każdą, nawet najprostszą mocno przeżywam. To jest na pewno moj duży problem i tu trrapeuta moglby sie na pewno tematem zająć. Ja mialam problem jak mi dzieci z ubranek wyrastaly, bo to zmiana, jak sie ulubiona szklanka stłukła, jak drzewo na osiedlu wycieli-bo to juz nie bedzie tak, jak bylo 🙈. Każda zmiana dla mnie to utrata jakiejś stabilizacji, którą juz sobie jakoś tam wypracowałam, i wolalabym zeby tak zostało. Dlatego tak wazna byla dla mnie ta radykalna zmiana fryzury. Co prawda, płakałam potem 2 dni🤣, ale chciałam, zrobiłam i jestem zadowolona. Jestem introwertykiem, nie biorę zycia za rogi. A jednak rozstanie to nie zmiana, to rewolucja.

Ja sie nie obawiam zycia bez niego. Ja sie obawiam zycia samotnego, bo jesli sie rozstaniemy, ja bede nadal jego żoną, laczy nas sakrament, wiec na pewno nie wejde w kolejny zwiazek. Gdyby byl choć cień szansy, ze moje dzieci będą swoją przyszłość wiązać gdzies niedaleko, ze juz nie wspomnę ze w rodzinnym mieście, to bym sie tym tez nie zajmowała. Ale tak nie bedzie, starsza corka jest jakies 400 km od domu, nie wróci. Widujemy sie rzadko, to jest znak czasów, ale bardzo bolesny. Młoda tez niedługo wyjedzie i tez nie chce wracać na prowincję. Ja mam rodziców juz wiekowych, widze, ile starość rodzicow potrzebuje uwagi dziecka. I o tym sama nie mam co myśleć.
Myślę, ze bardziej niz od męża mogę byc uzależniona od dzieci. Je kocham ponad wszystko, im rzeczywiście sie poświęciłam, i mam realny problem z separacją córki, to tak.
A mąż? Poszedl do łóżka. Pomyslalam-nareszcie. Razem nie śpimy, wiec luz.

Byłam wieczorem w kościele, tam jest spokojnie, tam myślę mniej. To jest jakaś metoda. Czasem siedzę i milczę, i nawet sie nie modlę. Siedzę tylko w tej ciszy. Komunię przyjęłam w intencji córki, która mieszkając z chłopakiem zrezygnowala z bycia pełną katoliczką. Tak postanowiłam, Komunia bedzie za córkę, która jej nie bedzie przyjmować. To tez straszliwie mnie boli. Choć facet jest naprawdę fajny.

To, ze potrzebuje pomocy jest oczywiste. Wiązałam z ta ostatnia wizytą ogromne nadzieję, cieszyłam sie bardzo, odliczalam dni. Wielka szkoda ze nic z tego nie wyszło. Nie brałam pod uwagę, ze terapeuta nie bedzie mogl pomóc. A tak dobrze mi sie z babeczką rozmawiało. Czy mogę czekać na psychiatrę kolejne miesiace-chyba nie. Kończy mi sie czas.

Macie doświadczenie, oceniajcie, mówcie, co myślicie i co czytacie. Każde zdanie czytam wiele razy, staram sie analizować i myśleć, wyciągać dla siebie jak najwięcej. Nie bez przyczyny kiedyś kliknęłam. Nie bez przyczyny tu jestem, dziękuję ❤️
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3098
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Niepozorny »

Solaris pisze: 03 sty 2026, 23:31 No właśnie ja tez tak sie zastanawiam, wspoluzależnienie? Ja? Wspoluzalezniona? Czytam teraz bardzo dużo na ten temat.

Fakt, dużo piszę o mężu. Ale on nie jest moim bożkiem, absolutnie. Ja nie jestem mu podporządkowana, żyję i robię co chcę, po swojemu, nie pytam go czy mogę wyjsc- po prostu wychodzę, nie pytam, czy mu sie kiecka podoba i nie uzależniam jej kupna od odpowiedzi. To oczywiście tylko takie ogólne przykłady.

(...)
Psycholog kazala mi stawiac grance, a jemu je rozumiec. Ale na próżno, bo dalej robi to samo i nie rozumie, czego ja chcę.

(...)

Myślę, ze bardziej niz od męża mogę byc uzależniona od dzieci. Je kocham ponad wszystko, im rzeczywiście sie poświęciłam, i mam realny problem z separacją córki, to tak.
A mąż? Poszedl do łóżka. Pomyslalam-nareszcie. Razem nie śpimy, wiec luz.
Ja nie czytam o uzależnieniu\współuzależnieniu, ale bazuję na latach spędzonych tutaj na forum. Gdy ktoś pisze dużo o współmałżonku, którego zachowania lub ich brak wpływają na stan psychiczny\emocjonalny tej osoby, to odczytuję to jako brak odwieszenia.
Moim zdaniem twoje kilka zdań na koniec (dotyczące tego, że mąż poszedł spać) wskazują, że jego zachowania mają na Ciebie wpływ. Gdyby Ci było wszystko jedno, to nie pomyślałabyś "nareszcie" i może w ogóle o tym nie napisała.

Napisałaś o stawianiu granic. Czy masz wiedzę jak to robić? Czy wiesz komu stawia się granice?
Z braku rodzi się lepsze!
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Terapeutka powiedziała, ze nie moze mi pomóc. I musze najpierw do psychiatry /ok, sama o tym myślałam, bo niedługo oszaleję/, a potem poszukać innego terapeuty. Dlatego poczułam sie tak źle. Jakby odmówiono mi po razy kolejny pomocy. Gdzie mam szukać kolejnego terapeuty, który nie odmówi mi pomocy, w jakim nurcie-nie mam pojęcia
Solaris, dostałaś pomoc, tylko nie taką, jaką chciałaś. Dostałaś jasną informację: najpierw psychiatra.
To ważne. Nie zaczyna się terapii z osobą w kryzysie psychicznym. Najpierw stabilizacja.

Kwalifikacja na terapię współuzależnienia również obejmuje konsultację z psychiatrą. Ponieważ byłam już wtedy pod opieką psychiatry i byłam ustabilizowana, zostałam przyjęta do terapii. Gdybym nie miała tej opieki, musiałabym najpierw zacząć od psychiatry. Zostałabym odesłana.

To nie jest brak pomocy. To jest skierowanie na właściwą ścieżkę pomocy.
Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Terminy do psychiatrów, których mi poleciła są straszne. 4 miesiące, pol roku, mimo, ze to wszystko prywatnie. To za długo zdecydowanie, ja nie mam tyle czasu.
Ja numer do psychiatry dostałam od koleżanki z pracy. Powiedziała mi, że była w tym miejscu co ja i żebym skorzystała. Termin był za parę miesięcy. Prywatnie. Zapisałam się, a potem dostałam telefon, że zwolniło się miejsce i wizyta może być jutro.

Umów się w dwa, trzy polecone miejsca. Powiedz, że jesteś gotowa skorzystać z okienka w razie odwołanej wizyty. Bądź gotowa wziąć w pracy urlop na żądanie, jak pojawi się taka okazja. Dzwoń raz w tygodniu się przypomnieć, że chcesz być przyjęta w razie odwołania jakiejś wizyty.
Pamiętaj, gdy się dostaniesz, żeby zwolnić terminy (odwołać wizyty) w pozostałych poradniach. Na pomoc czeka wiele osób, kolejki jak sama widzisz są długie.

To, że terminy są odległe, nie jest wymówką, by w ogóle nie skorzystać z pomocy psychiatry. Terminy do diabetyków i kardiologów też są odległe, a jednak nikt, u kogo stwierdzono cukrzycę lub ryzyko zawału serca nie rezygnuje z tego powodu, że trzeba długo czekać, z zapisu na wizytę.

Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Tez sie zastanawiam, czy na przemoc odpowiadam przemocą. I czasem tak jest. (...). Jednocześnie potrafię mu sie przeciwstawić, potrafię z nim rozmawiać i nie tulić po sobie uszu, wale mu prosto z mostu i sie tego nie boję- dlatego tak trudno mi sie ogarnąć z tym, ze mam byc wspoluzalezniona /od czego?/, ze jestem ofiarą przemocy, ze walczę z lękiem. To mi sie jakoś kłóci, jakby bylo w sprzeczności. Jak to walczę z lękiem, jak mu sie stawiam, czy w domu, czy nawet na terapii? Nie rozumiem tego.
W ogóle nie łączyłam swojego pogarszającego się stanu psychicznego i fizycznego z tym, czego doświadczałam ze strony męża. A równocześnie wciąż kręciłam się wokół jego zmiany, tego żeby się zmienił, żeby zrozumiał, żeby poszedł na terapię, żeby posłuchał terapeuty, żeby wrócił na terapię.

W tym czasie pracowałam, miałam wysoką pozycję zawodową, dobrze zarabiałam, zajmowałam się dziećmi, robiłam studia podyplomowe. Radziłam sobie, ogarniałam to wszystko, włącznie z rehabilitacjami i terapiami dzieci. Byłam niezależna od męża, także finansowo, umiałam mu się postawić. No więc jaka patologia, jakie problemy? Jakie współuzależnienie.

W tym samym czasie mąż mnie zdradzał, stosował wobec mnie przemoc (ja w obronie także odpowiadałam przemocą, bo nie umiałam inaczej) i był w czynnym nałogu.
Żasnej z tych rzeczy nie widziałam.
Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Ja właśnie wiem, ze rozwód tu niczego nie załatwi. Problemy zostaną, bedzie jeszcze gorzej, bo jeszcze podzial
majątku, bo walka o alimenty.
Z tego co do tej pory napisałaś, to na dziś nie jesteś przygotowana na podział majątku, więc ani rozwód ani separacja nie poprawią twojej sytuacji, tylko ją pogroszą. Narzędzia prawne to narzędzia, trzeba używać tych, które są korzystne, przydatne. Jak masz wyburzyć ścianę, to nie bierzesz piły, a drzewa nie ścinasz młotem pneumatycznym.

Ani rozwód ani separacja prawna nie rozwiązują ani problemu przemocy ani współuzależnienia. W przypadku przemocy pierwszym krokiem jest wzmocnienie siebie (opieką psychiatry, terapią, grupą wsparcia), potem izolacją od sprawcy. Dopiero na tym etapie zwykle jest się w stanie podejmować racjonalne decyzje finansowe i prawne.

Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Tez nie wiem, czy nie bedzie szarpaniny o sam rozwód, którego ja nigdy nie chciałam i nadal nie chce. Ale widze to jako jedyne wyjscie-uwolnic sie od agresora i jego słów, czynów.
Do odizolowania się od agresora nie jest niezbędny rozwód. Masz prawo wyprowadzić się z domu bez podejmowania kroków prawnych. Inaczej jest, gdy są małe dzieci. Ale ty już nie masz małych dzieci.

We współuzależnianiu łatwo wpędzić się w blędne koło. Nie ma przemocy, więc nie mam powodu by się wyprowadzać. No ale ponieważ jest przemoc, to powinnam się rozwieść. Ale nie chcę się rozwodzić i nie dam sobie rady sama. Więc nie mogę się wyprowadzić. No bo musiałabym się rozwieść. A jak się rozwiodę, no to sobie sama nie poradzę. Więc nie ma przemocy, a jak jest, to i tak nic nie mogę z nią zrobić...
Tak mniej więcej odbieram twoje wpisy. I sama kiedyś myślałam w podobny sposób. Aż doszłam na skraj załamania nerwowego. I dobrze, bo w końcu trafiłam do psychiatry. Potem na terapię. I tak powoli zaczęłam zdrowieć.

Solaris pisze: 03 sty 2026, 8:10 Ja te chęć mam, i dlatego poszukałam kolejnego fachowca, bo nie chce tak dalej żyć. No to rozczarowanie bardzo boli, bo liczyłam, ze kobieta mi pomoże. A ona odmówiła terapii. Jak wspomniałam- moze i uczciwe podejście, ale z drugiej stony- dla kogoś, kto przychodzi z takim bagażem, slowa-nie pomogę, proszę iść gdzieś indziej- to jest strasznie bolesne. Muszę to przetrawić. Tylko jeszcze nie wiem jak.
Może na początek przestać sobie wmawiać, że nie dostałaś pomocy i skorzystać ze wskazówek, które otrzymałaś? Zorganizować sobie wizytę u psychiatry?
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ja czytam, łapię jakieś informacje, doświadczenia, cokolwiek-zeby zrozumieć, co sie dzieje.

Ja nie twierdzę, ze jest super, jestem raczej w takim procesie odwiazywania sie od tego czlowieka, bo przestaje mi zależeć na mężu, na tym związku i jego ratowaniu. Myślę, ze po tylu latach odwieszenie, ktore rozumiem jako brak wplywu nie jest możliwe, a bynajmniej nie tak, jak to sobie mozna wyobrazac. Przeżyliśmy razem ponad 30 lat, wpływ bedzie zawsze, nie mam sie co ludzic, wiec wole tego nie robic nawet, żeby sie nie rozczarować. Zawsze bede jego żoną, zawsze bedzie nas cos łączyć- przeszłość i dzieci. Najważniejsze dla mnie teraz to zająć sie sobą, bo jestem uwikłana i brakuje mi stabilności, wiedzy o swoim realnym stanie-a wiec i możliwości pomocy sobie samej. Po to poszłam do terapeuty, i dlatego jestem tak rozczarowana. Nie wiem juz, kto mógłby mi pomóc, bo nawet jesli psychiatra orzekłby depresję, to i tak będę potrzebować wsparcia terapeuty. Tymczasem porada-prosze iść na policję- co to mi pomoże? Co mam powiedzieć? Ze maz na mnie krzyczał? Przecież to śmieszne jest. Jak mialam powody- i dowody, policji nie wolałam, i dzisiaj wiem, ze byl to błąd. Tylko.. ile osób zawołało policję w chwili jakiejś awantury? To ten cholerny fałszywy wstyd. Nie bardzo zresztą wierzę w sprawczosc naszych służb.

Dlaczego podkreslilam, ze poszedl spac? Bo jeszcze jakiś czas temu obchodziło mnie to i bolało, ze on tu, ja tam, ze poszedl spać bez słowa, ze nie chce rozmawiać i woli telefon. Dzisiaj juz mnie to nie interesuje. Poszedl, ja mam spokój. Widzę w sobie ten proces znieczulenia sie na niego i zobojętniania, choć po tylu latach jest to ekstremalnie trudne.
Jesli chodzi o granice, bylo to omawiane na terapii, przeczytałam tez jedna z książek polecanych mi tutaj. Uczę sie, bo tego nie robiłam przez wiele lat. Stąd tez - miedzy innymi- pojawily sie trudności, teraz to wiem.

Tylko- mleko sie juz wylało, wiec nie ma dywagować, dlaczego. Teraz dla mnie ważniejsze jest to, zeby widzieć cos na jutro i pojutrze, i umieć do tego dążyć. Zeby widzieć przyszlosc-moją i dzieci. A z nim niech sie dzieje co chce. Dostanie to, na co zapracował. Nie ma juz we mnie grama wspolczucia dla niego. Powinnam byla posłuchać dzieci, nie zrobiłam tego na czas, teraz sa efekty. Jemu nie zależy, to dlaczego ma zależeć mnie? Juz wystarczy. Oby mi tylko Bóg siły dal, i zdrowie. Dzieci powierzyłam Maryi, bo chwilowo nie jestem w stanie sie nimi opiekować w sensie duchowym, musze absolutnie skupić sie na sobie teraz. Bo inaczej zwariuję, albo mnie nie bedzie.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Dziękuję za odpowiedzi 🙂czekam na nie bardzo🙂
Solaris, dostałaś pomoc, tylko nie taką, jaką chciałaś. Dostałaś jasną informację: najpierw psychiatra
Tak, ja wiem. Moje rozczarowanie wynika z tego, ze chciałam juz ruszyć do przodu, a niestety, nie ruszę, bo musze czekać na psychiatrę. Stąd moja frustracja i te silne emocje. Ja nie mam pretensji do terapeutki ze tak sie stało, i jak pisalam- rozumiem to. Ale jest mi niefajnie, bo bylo mi trudno w ogole pójść po pomoc, a jak sie juz przełamałam, to dalej musze czekac😪 i nic nie idzie w przód, jest coraz gorzej, a ja czuję jak szybko ucieka mi czas, mam poczucie ze jest go coraz mniej.

Odpowiadając Ci dalej- zapisałam sie do 3 lekarzy, bo czwarty przyjmuje tyko online, a to mi nie do końca pasuje, przynajmniej na początku. I czekam. Niestety, każdy z tych lekarzy to wyjazd, 100 albo 160 km- odległość to nie jest problem, jestem mobilna, problemem jest ze nie mogę sie zerwać z pracy na godzinkę, tylko to juz polowa dnia bedzie i musze taki wyjazd zaplanować wczesniej. Dlatego moge nie wstrzelic sie we wczesniejszy termin np. z dnia na dzien i dlatego myślenie o terminie za pół roku mnie trochę przeraża. Moze sie uda jakoś, no zobaczymy.

Myślę, ze największy klopot jest w tym, ze ja nie do konca rozumiem co tak naprawdę sie ze mną dzieje, i dlatego tez trudno mi to jest jakos przyjąć do wiadomości. Ja jestem osobą dosc racjonalną, twardo stąpającą po ziemi, i wszystko, czego doświadczam w sferze psyche jest dla mnie czymś kompletnie nowym i mało racjonalnym. Dodatkowo- mam pewną wiedzę, byłam przeciez edukatorem profilaktycznym, to mi tez przeszkadza trochę. Nadmiar wiedzy czasem szkodzi. Tak to bywa, ze szewc bez butów chodzi. Trudno mi w ogole przyjąć, ze moze byc cos ze mną nie tak, ze mogę byc wspoluzalezniona. A ofiarą przemocy?.Kurcze, to juz w ogole. Terapeutka to jednak stwierdziła po godzinnej rozmowie- bez cienia wątpliwości.

Ja w chwili obecnej nie zajmuje sie juz stanem męża. Od kiedy w końcu podjęłam, ze nie mam na to wpływu, /co tez nie bylo łatwe i wymagało kupy czasu/, zajęłam sie bardziej sobą, stąd tez to przełamanie w kwestii poszukania kolejnego terapeuty. Ja widze oczywiście, ze u męża nie ma postępów i ze nie pracuje nad sobą. Ale nie robię z tym nic. Nie komentuję, nie rozmawiam, nie pytam. Za to finalizuję swoją podróż, do ktorej mam jeszcze parę miesięcy, za miesiacbiore urlop i jadę na tydzień do córki i bardzo sie tym cieszę, kupilam sobie super kieckę i najwazniejsze-bylam u terapeuty. To dla mnie ważne, choć efekt nie taki jakiego oczekiwałam, samo to ze tam byłam naprawdę jest ważne.

Jeśli chodzi o rozwód- nie jestem gotowa , ale tez lepiej nie będę gotowa. Co moglam zrobic pod wzgledem prawnym, juz zrobilam, wiecej zrobic nie moge. Majątek jest wspolny-i amen. Nie poradzę. Pisałam zresztą, ze emocje tu dobrym doradcą nie są, i dlatego zwlekam, bo wiem ze to mojego problemu nie rozwiąże. Chciałabym sie odizolować, to jasne. I myślę, ze jesli będę juz w stanie cos postanowić, to będę prosić, zeby to on sie wyprowadził. Mam jeszcze jedno dziecko w domu, wprawdzie dorosłe, ale jednak. I w spektrum- wiec taka zmiana w postaci naszej wyprowadzki bedzie niedobra. Zobaczymy. Jesli do tego dojdzie, to będę sprawe prowadzić do konca, tu nie ma miejsca na półśrodki . Majątek rowniez podzielę. A jeśli wolą Najwyższego jest to, żebyśmy byli razem, to bedziemy-mimo rozwodu , separacji prawnej czy faktycznej, mimo wszystkiego.
We współuzależnianiu łatwo wpędzić się w blędne koło. Nie ma przemocy, więc nie mam powodu by się wyprowadzać. No ale ponieważ jest przemoc, to powinnam się rozwieść. Ale nie chcę się rozwodzić i nie dam sobie rady sama. Więc nie mogę się wyprowadzić. No bo musiałabym się rozwieść. A jak się rozwiodę, no to sobie sama nie poradzę. Więc nie ma przemocy, a jak jest, to i tak nic nie mogę z nią zrobić...
Tak mniej więcej odbieram twoje wpisy
Trochę tak, trochę nie🙂 oczywiście wiem, ze możemy nie mieszkać razem bez formalnej separacji czy rozwodu. Ale mysle o jakiejs formalizacji rozstania dlatego, ze obawiam sie, ze jeśli poproszę męża aby sie wyprowadził i nie zrobię nic wiecej- on mi zrobi jakiś numer. A ja go musze zaskoczyć, i musze byc gotowa na wszystko. Czas wtedy bedzie jego sprzymierzeńcem, nie moim.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Bławatku, dziekuję❤️ termin dobry dla mnie, nie mam planów. A temat... no cóż, tym bardziej dla mnie, wiec kto wie, możliwe ze dam sie Tobie namówić. Dzieki🙂
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Ja czytam, łapię jakieś informacje, doświadczenia, cokolwiek-zeby zrozumieć, co sie dzieje.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Ja nie twierdzę, ze jest super, jestem raczej w takim procesie odwiazywania sie od tego czlowieka, bo przestaje mi zależeć na mężu, na tym związku i jego ratowaniu.
W przypadku kryzysu związanego z przemocą, współuzależnieniem i podobnymi destrukcjami ratowanie związku właśnie na tym polega - zajęciu się sobą, odpuszczeniu męża. Wszystko co jest przedtem, jest współuzależnieniem i nie pomaga, tylko pogarsza kryzys.

Zdaje się, że to Pavel pisał swojego czasu o zafiksowaniu funkcjonalnym mężczyzn. Dopóki związek działa jako tako, mężowie nie widzą potrzeby zmian. Czasem symulują pozorne zmiany dla swiętego spokoju i mają nadzieję, że tyle wystarczy. Dopiero kiedy naprawdę robi się ostro orientują się, że jest katastrofa. I trzeba coś zrobić.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Myślę, ze po tylu latach odwieszenie, ktore rozumiem jako brak wplywu nie jest możliwe, a bynajmniej nie tak, jak to sobie mozna wyobrazac. Przeżyliśmy razem ponad 30 lat, wpływ bedzie zawsze, nie mam sie co ludzic, wiec wole tego nie robic nawet, żeby sie nie rozczarować. Zawsze bede jego żoną, zawsze bedzie nas cos łączyć- przeszłość i dzieci. Najważniejsze dla mnie teraz to zająć sie sobą, bo jestem uwikłana i brakuje mi stabilności, wiedzy o swoim realnym stanie-a wiec i możliwości pomocy sobie samej.
Odwieszenie to proces. To co na dziś wydaje ci się niemożliwe, po dwóch trzech latach pracy przychodzi naturalnie. Na przykład umiejętność aktywnej ochrony dzieci, gdy atakuje je drugi rodzic-współmalżonek. Ochrony siebie. Pojemność na emocje. To, że dziś nie jesteś zdolna do pełnego odwieszenia nie oznacza, że nie będziesz za pięć lat. Słusznie piszesz, że teraz czas zajmowania się sobą. To jest właśnie droga do odwieszenia.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Po to poszłam do terapeuty, i dlatego jestem tak rozczarowana.
Solaris, zdrowienie na swoje reguły. Jak się idzie do diabetyka i dostaje zalecenia dietetyczne, to trzeba ich przestrzegać. Innej drogi nie ma. Nie da się zdrowieć wcinając po cichu czekoladę i zapijając słodkimi napojami.

Dostałaś zalecenia, teraz wykonanie.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Nie wiem juz, kto mógłby mi pomóc, bo nawet jesli psychiatra orzekłby depresję, to i tak będę potrzebować wsparcia terapeuty.
Jeśli psychiatra orzeka depresję, zaburzenia snu, zaburzenia łaknienia, zaburzenia lękowe lub inne trudności, to stabilizuje stan pacjentki, pacjenta na tyle, by mógł rozpocząć terapię. Pomaga się też niekiedy zorientować, jakiego rodzaju terapia będzie adekwatna.

To nie wstyd iść do psychiatry. Chociaż potrzeba się przełamać. Po prostu umawiasz wizytę i idziesz na termin, jak do każdego innego lekarza.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Tymczasem porada-prosze iść na policję- co to mi pomoże? Co mam powiedzieć? Ze maz na mnie krzyczał? Przecież to śmieszne jest. Jak mialam powody- i dowody, policji nie wolałam, i dzisiaj wiem, ze byl to błąd. Tylko.. ile osób zawołało policję w chwili jakiejś awantury?
Ja zawołałam. Wiele razy, do skutku, za każdą awanturą wszczynaną przez męża. Z czasem zaczęło wystarczać, że sięgałam po telefon i mąż się wyciszał lub wychodził. Od długiego czasu nie próbuje wywoływać awantur. Wie, że wezwę policję.
Wiele osób z moich grup wsparcia także nauczyło się wzywać na policję. I było to jednym z elementów zatrzymywania przemocy. Nie jedynym. Ale jednym ze skuteczniejszych.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 To ten cholerny fałszywy wstyd. Nie bardzo zresztą wierzę w sprawczosc naszych służb.
Znam ten wstyd. Przed pójściem na grupę, przed wezwaniem policji, przed sąsiadami. Nie ma innego wyjścia, niż go przełamywać. Po to też są grupy, jak jedna osoba, druga, trzecia dała radę coś zrobić i się o tym posłucha, no to jakoś łatwiej potem też się przełamać.
Co do służb, mają jedną niewątpliwą zaletę. Przyjeżdżają. Reakcje policji bywają różne. Były patrole głęboko współczujące mojemu mężowi "takiej" żony, ale były też takie, które widziały w zachowaniach męża przemoc i go pouczały oraz sporządzały sensowne notatki na potrzeby sprawy o przemoc. Na grupach uczy się także sposobu zgłaszania i zachowania w czasie interwencji policji.
Niezależnie od zachowania patrolu mąż musi się przestać zaxhowywać agresywnie, krzyczeć, grozić. Więc nawet najmilszy i najbardziej współczujący mężowi patrol i tak odnosi skutek. Ten o którym chodzi. Żeby nie dochodziło do awantur i żeby przerywać trwające awantury.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Dlaczego podkreslilam, ze poszedl spac? Bo jeszcze jakiś czas temu obchodziło mnie to i bolało, ze on tu, ja tam, ze poszedl spać bez słowa, ze nie chce rozmawiać i woli telefon. Dzisiaj juz mnie to nie interesuje. Poszedl, ja mam spokój. Widzę w sobie ten proces znieczulenia sie na niego i zobojętniania, choć po tylu latach jest to ekstremalnie trudne.
Znieczulanie się i zobojętnianie nie są sposobem zdrowienia.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Jesli chodzi o granice, bylo to omawiane na terapii, przeczytałam tez jedna z książek polecanych mi tutaj. Uczę sie, bo tego nie robiłam przez wiele lat. Stąd tez - miedzy innymi- pojawily sie trudności, teraz to wiem.
To prawda, kiedy zaczyna się stawiać granice, przemoc może się nasilać. Dlatego warto korzystać z pomocy, uczyć się, jak się chronić przed przemocą, jak nieeskalować. I jak nie tworzyć ryzyka dla siebie.
Z początku popelniłam sporo błędów. Aż do prowokowania przemocy fizycznej. Więc były to poważne błędy. W efekcie przez prawie dwa miesiące dla własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa syna nie mogłam mieszkać w domu. Kiedy indziej mąż przytrzasnął mnie drzwiami od samochodu, gdy wyszłam sprawdzić, czy jest trzeźwy i niże wejsć do domu, innym razem mnie popchnął. Paradoksalnie dokąd nie stawiałam granic nie byłam narażona na tego rodzaju przemoc. Potem nauczyłam się dbać o swoje bezpieczeństwo fizyczne.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 10:21 Tylko- mleko sie juz wylało, wiec nie ma dywagować, dlaczego. Teraz dla mnie ważniejsze jest to, zeby widzieć cos na jutro i pojutrze, i umieć do tego dążyć. Zeby widzieć przyszlosc-moją i dzieci. A z nim niech sie dzieje co chce. Dostanie to, na co zapracował. Nie ma juz we mnie grama wspolczucia dla niego. Powinnam byla posłuchać dzieci, nie zrobiłam tego na czas, teraz sa efekty. Jemu nie zależy, to dlaczego ma zależeć mnie? Juz wystarczy. Oby mi tylko Bóg siły dal, i zdrowie. Dzieci powierzyłam Maryi, bo chwilowo nie jestem w stanie sie nimi opiekować w sensie duchowym, musze absolutnie skupić sie na sobie teraz. Bo inaczej zwariuję, albo mnie nie bedzie.
Także powierzałam dzieci Maryi, gdy byłam zbyt słaba, by wypełniać wszystko co powinnam jako mama. I Maryja pomagała i opiekowała się nimi.

Masz dobre wnioski. Czas na ciebie, na wzmocnienie się, na twoje potrzeby. Tylko nie po swojemu... według wskazówek specjalistów. Masz dobry plan od terapeutki. Najpierw pierwszy krok. Psychiatra.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ja zupelnie nie mam problemu z pójściem do psychiatry. Nie mogę tylko tego zrobić w swoim miejscu zamieszkania, bo dwóch lekarzy znam, a u trzeciego leczy sie mąż. Muszę wiec jechać dalej. Prędzej miałabym opory przed grupą wsparcia, bo jestem osobą publiczną z powodu pracy i stanowiska.

Jesli chodzi o policję, teraz to juz jej nie mam do czego wzywać. Awantur jako takich nie ma. Powinnam to byla zrobić jak byly, bo wtedy byly straszne te awantury. A teraz? Juz nie ma do czego. Jest na lekach, szybko sie wycisza-albo wychodzi z domu.

Z tymi granicami to fakt. Niestawienie ich powoduje katastrofę, a potem stawianie- w pewnym sensie rownież. Ja sie wciaz tego uczę. A pan maz często bardzo zaskoczony. Chyba tym, ze juz cos potrafię. Ale wciaz gada, ze moja wina, ze mu psuję przyjemność jakąś, ze dramatyzuje, itd, itp. Najlepsze co powiedzial niedawno to to, ze sie mnie boi. Wybuchnelam smiechem. Tego typu teksty juz nie robia na mnie wrazenia, niektóre wręcz wcale. Cieszę sie tym, bo kiedyś bardzo przeżywałam każde zdanie.

Zobojętnienie może nie odcina, ale jest mechanizmem obronnym, i tego teraz widać trzeba. Moja głowa próbuje sie tak chronić.
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Solaris pisze: 04 sty 2026, 21:10 Bławatku, dziekuję❤️ termin dobry dla mnie, nie mam planów. A temat... no cóż, tym bardziej dla mnie, wiec kto wie, możliwe ze dam sie Tobie namówić. Dzieki🙂
Na to trzymam kciuki byś się zdecydowała :) . Ufam, że skorzystasz dużo.

A co do stawiania granic to też właśnie na rekolekcjach w Katowicach ten temat zgłębiałam. Nas tego nikt nie uczył, a i pewnie sami naszych dzieci nie uczymy bo nie umiemy sami. Tak jak ogrodzenia czy drzwi do mieszkania są granicą wyznaczaną dla innych tak i słownie możemy stawiać granice. Tylko to ma wynikać z potrzeby ochrony siebie i swojego komfortu a nie po to by komuś zrobić na złość lub wymierzyć karę. Jeśli coś nam nie pasuje w działaniu drugiej osoby to mówiąc o tym co nam nie odpowiada stawiamy granicę, która ktoś będzie respektować lub nie, bo tak jak my ma wolną wolę, ale gdy dalej przekracza nasz komfort to bronimy swoich granic choćby powiedzeniem "STOP, teraz nie będziemy rozmawiać, wrócimy do tego później". Jednakże trzeba się liczyć z tym, że nasze otoczenie znając nas jako np. potulnych, na wszystko się zgadzających, będzie zaskoczone, że mówimy STOP albo NIE. Oprócz zdziwienia może to wywoływać poirytowanie a nawet złość. W internecie jest wiele artykułów więc warto by nie myśleć np. o małżonku uczyć się tego co nam potrzebne i na co wpływ mamy. Kiedyś na swojej pierwszej terapii w ośrodku katolickim dla oczekujących na wizytę były wyłożone psychologiczne magazyny - czasami jak mam okazję to też sobie kupuję i czytam, bo na naukę zawsze powinien znaleźć się czas.

Solaris ja już prawie 6 lat po nagłym odejściu męża a dalej nie rozumiem tego co się wydarzyło i tego jaki on naprawdę jest. Tzn. teraz już więcej wiem ale dalej jeśli tylko o niego chodzi to nie ogarniam.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Firekeeper
Posty: 962
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Firekeeper »

Solaris ja w akcie paniki wybrałam pierwszego lepszego najszybciej dostępnego psychiatrę. Miałam już rozmowę po godzinie. Korzystałam z [przychodni działającej również on-line]. Tam też diagnozował dzieci. Możesz umówić wizytę telefoniczną lub online. Ja mimo, że miałam pierwszego lepszego psychiatrę byłam bardzo zadowolona z rozmowy i z tego jak przebiegała. Trwała godzinę. Na maila dostałam podsumowanie rozmowy, zalecenia, terapie z konkretnymi nazwiskami gdzie dzwonić i receptę na leki. Nie trzeba czekać tyle czasu.

Diagnozowałaś siebie pod kontem spektrum autyzmu?
Ostatnio zmieniony 06 sty 2026, 22:38 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: usunięto nazwę przychodni
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 04 sty 2026, 21:04 Dziękuję za odpowiedzi 🙂czekam na nie bardzo🙂
Solaris, dostałaś pomoc, tylko nie taką, jaką chciałaś. Dostałaś jasną informację: najpierw psychiatra
Tak, ja wiem. Moje rozczarowanie wynika z tego, ze chciałam juz ruszyć do przodu, a niestety, nie ruszę, bo musze czekać na psychiatrę. Stąd moja frustracja i te silne emocje. Ja nie mam pretensji do terapeutki ze tak sie stało, i jak pisalam- rozumiem to. Ale jest mi niefajnie, bo bylo mi trudno w ogole pójść po pomoc, a jak sie juz przełamałam, to dalej musze czekac😪 i nic nie idzie w przód, jest coraz gorzej, a ja czuję jak szybko ucieka mi czas, mam poczucie ze jest go coraz mniej.
To rozumiem doskonale. Jak już się przełamałam do psychiatry, to liczyłam na jakies szybkie antidotum, a dostałam skierowanie na badania i masę zaleceń w stylu spacer i ekspozycja na słońce... . W poradni zapisali mnie na kwalifikację, na którą trzeba było czekać, a jak mnie zakwalifikowali, to kazali czekać, aż się zwolni termin na rozpoczęcie terapii. A ja czułam, że jestem na skraju i potrzebuję już...

Solaris, zatrzymaj się chwilę i uznaj swój sukces. Przełamałaś się, zrobiłaś coś nowego, opowiedziałaś swoją historię. To jest krok do przodu. Tak się zdrowieje, krok po kroku. Metodycznie, powoli.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 21:04 Odpowiadając Ci dalej- zapisałam sie do 3 lekarzy, bo czwarty przyjmuje tyko online, a to mi nie do końca pasuje, przynajmniej na początku. I czekam (...). Moze sie uda jakoś, no zobaczymy.
Uda się, cierpliwości. Uznaj swój sukces, zapisałaś się, czekasz. Drugi krok. Metodycznie, powoli, konsekwentnie.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 21:04 Trudno mi w ogole przyjąć, ze moze byc cos ze mną nie tak, ze mogę byc wspoluzalezniona. A ofiarą przemocy?.Kurcze, to juz w ogole. Terapeutka to jednak stwierdziła po godzinnej rozmowie- bez cienia wątpliwości.
Ja szłam do psychiatry z myślą, że dostanę dropsy ziołowe na lepszy sen, a do poradni wspóluzależnienia z nastawieniem, że mi wypiszą zaświadczenie, że nic mi nie jest i nie potrzebuję terapii. Z jednej strony byłam w totalnej rozsypce, na granicy załamania, z drugiej uważałam, że jest wszystko okej, a już na pewno nie trzeba mi psychiatry, psychologa, terapii. Jaka przemoc... ja miałam idealne małżeństwo (mój mąż miszkał w tym czasie z kochanką i mnie zastraszał, żebym napisała nam pozew rozwodowy). 8 lat pracy nad sobą, kolejnych terapii i niedawno dopiero odkryłam, że doświadczałam przemocy w ciężkiej skali.
Solaris pisze: 04 sty 2026, 21:04 Ja (...) widze oczywiście, ze u męża nie ma postępów i ze nie pracuje nad sobą. Ale nie robię z tym nic. Nie komentuję, nie rozmawiam, nie pytam. Za to finalizuję swoją podróż, do ktorej mam jeszcze parę miesięcy, za miesiacbiore urlop i jadę na tydzień do córki i bardzo sie tym cieszę, kupilam sobie super kieckę i najwazniejsze-bylam u terapeuty. To dla mnie ważne, choć efekt nie taki jakiego oczekiwałam, samo to ze tam byłam naprawdę jest ważne.
Brawo :) To kolejne kroki, sukienka, wyjazd, odpuszczenie męża, zajęcie się swoimi potrzebami, docenienie tego co robisz dla siebie....i już siedem kroków zrobione.
ODPOWIEDZ