Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Jak tam u ciebie? Jesteś jeszcze u córki, czy już w domu?
Jestem z modlitwą 💕
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Wracam właśnie, siedzę w pociągu. Mam mieszane uczucia. Niby ok, ale nie ok. Ja tez byłam jakas troche wycofana, pilnowałam sie mocno, wiec mogło byc malo naturalnie. Moze to tylko moje wrażenie, bo mam gorszy czas. Nie wiem co o tym myśleć.

Rozmawiałyśmy oczywiście, no bylo tez trudno bo nie chcialam o pewnych rzeczach mówić przy jej facecie. Z kolejnej strony i tak wiem, ze ona mu wszystko mówi, co tez mi sie nie podoba, bo nie powinno tak byc. Ona twierdzi, ze to, co dotyczy jej dotyczy tez jego- no niekoniecznie, to raz. A dwa- część dotyczy jej i mnie, a to juz na pewno nie jego sprawa. Może dlatego mam takie dziwne wrazenia, I tez czulam sie przy nim malo komfortowo.
Ale ad rem- no nie ma opcji pogodzenia sie jakiegokolwiek z ojcem, corka wciaz napiera na rozstanie, wiec nic sie tu nie zmieniło. Ja jej tłumaczyłam, skąd moja bierność, ale chyba nie trafiło. Ona nie rozumie moich problemów, mojej sytuacji, mojego położenia. I niestety- bardzo często w sposobie jej mówienia i innych rzeczach, slysze jej ojca. No naprawdę, jakby to on sam mówił. I jest to przerażające, bo jesli ona ma jego charakter, to niech mnie Bóg ma w opiece 😪 oczywiście jej tego nie powiedzialam, ale no niestety, zauważam coraz mocniej.
A poza tym- no sympatycznie bylo, starałam sie chować w środku wszystko, co nas dzieli, no bo nie zaprowadzę jej do kościoła ani tez nie wyprowadzę jej z tego mieszkania. Zwiedziłam troche, pospacerowaliśmy, pojadłam. No i wracam.

Dzisiejszego świata ja chyba nie rozumiem. Ja jestem wychowana inaczej, w szacunku dla rodziców, szczególnie, jesli dom był normalny-a nasz taki był przez wiele lat. Dzisiejszy świat głosi, ze rodzicom sie nic od dzieci nie należy, ale mnie wychowano inaczej, i tak tez wychowywałam dzieci ja sama. Owszem, należy sie- zainteresowanie i troska. Nie twierdze absolutnie, ze trzeba swoje życie poświęcać i nie odczepić sie od spódniczki mamusi, ale jak obserwuję moja córkę w tym wielkim mieście, to nie mam zludzen, ze ona nie zainteresuje sie moim losem jak będę stara i niedołężna. Ja mam wiekowych rodzicow, nie wyobrazam sobie ich zostawic bez opieki i pomocy. Moze snuję wizję katastroficzne- ale to nadal lęk o samotność i samotną starość. Nie będę miała na kogo liczyć. Ten strach jest okropny i bardzo blokujący. Ja zresztą zawsze taka byłam, zakompleksiona i niepewna, nie umiałam sie rozpychać łokciami przez zycie, nie jestem spontaniczna, nie jestem odważna. I nie wiem, jak to sie dzieje, ze od 15 lat kieruję ludźmi w pracy. Dużo sie nauczylam, to fakt, ale to nauka, a nie charakter. Te moje lęki nie są związane li tylko z obecną sytuacją. Ja zawsze taka byłam. Taka sierota troche, bojaca sie wszystkiego.

Nie doczekam do tej wizyty, musze załatwić lekarza wczesniej, musze cos zrobic i zebrać siły zeby poczynić jakieś kroki, bo po prostu nie wytrzymam tego dluzej. Mąż niestety dalej robi co chce, nie szanując kompletnie mojego zdania, moich jasno wytyczonych granic, zaskakuje mnie jakimiś dziwnymi decyzjami, i oczywiscie, przeprasza, obiecuje ze tak nie zrobi, tak nie powie -i wciaz to robi. Zero refleksji, zero zrozumienia. I cały czas przerzuca winę na mnie. On zdradził, to moja wina, dziecko takie czy inne, bo to ja źle wychowałam, i tak dalej, i tak dalej. On niczemu nie jest winny. A poza tym- przeciez przeprosił. On przeprasza w jeden sposob- jesli cie uraziłem, to przepraszam. Jeśli? Wciaz nie bierze odpowiedzialności ani za przeszłość, ani za choćby teraźniejszość.

Najgorsze jednak jest to wywlekanie przeszlosci i czepianie sie słówek. To mnie rozwala całkiem. A on - czasem mam takie wrazenie- robi to celowo, zeby mnie rozjuszyc. Niestety, czasem sie zdarza, ze dam sie wciągnąć. Ale częściej juz nie. Mówię mu jasno, ze nie rozmawiamy w ten sposób i koniec. Ale czasem mnie ponosi niestety, nie mam nerwów ze stali.

Jeszcze 2 godziny i bede w domu. Co zastane-nie wiem. Ale nie wracam z przyjemnością.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Hiobie, madrze napisane, mam podobne oczekiwania. To znaczy- miałam. Nic z tego sie nie wydarzyło, minęlo juz tyle lat, ze nie ma sie co łudzić. Ale gdybym miała zrobić taką check-listę, wyglądałaby bardzo podobnie.
Próbowałam. Mąż nie rozumie, czy nie chce-nie wiem. Skutek ten sam.

A co moge jeszcze dla siebie zrobić? Nie mam pojęcia. Ja to w ogole uważam, ze niewiele mogę juz zrobić. I to tez jest problem.
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3099
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Niepozorny »

Solaris pisze: 26 sty 2026, 16:55 Dzisiejszego świata ja chyba nie rozumiem. Ja jestem wychowana inaczej, w szacunku dla rodziców, szczególnie, jesli dom był normalny-a nasz taki był przez wiele lat. Dzisiejszy świat głosi, ze rodzicom sie nic od dzieci nie należy, ale mnie wychowano inaczej, i tak tez wychowywałam dzieci ja sama. (...) jak obserwuję moja córkę w tym wielkim mieście, to nie mam zludzen, ze ona nie zainteresuje sie moim losem jak będę stara i niedołężna.
Zwróciłem uwagę na te zdania, bo na logikę by wychodziło, że skoro jesteś wychowana inaczej i tak samo wychowywałaś dzieci, to teoretycznie efekt powinien być podobny, ale jednocześnie zauważasz, że tak nie jest. To samo obserwuję u siebie. Moje dzieci trochę młodsze od twoich, ale mam wrażenie, że zmagamy się z podobnymi problemami, tylko że u mnie jeszcze w mniejszej skali.
Z braku rodzi się lepsze!
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

To jest straszne. Bezduszny, egoistyczny świat. Zupełnie jak moj mąż.

Skąd sie to bierze, Skąd sie wzięło? Czasem czytam wypowiedzi w podobnych tematach na jednym z portali społecznościowych, w stylu- nie masz dzieci dla siebie, nic ci sie nie należy, radź sobie sama, przeciez jesteś dorosła, itd, itp,- to mnie aż telepie. Według niektórych matka, ktora chce, aby jej dorosłe dziecko zapytalo od czasu do czasu co slychac- to juz jest juz matka toksyczna. To jest jakis dramat dzisiejszych czasów, a bedzie tylko gorzej.
Ja mam nadzieję, ze moje dziecko, jak juz minie euforia zakochania po prostu zmadrzeje i wróci na jakieś tory.
Tak, masz rację, to jest straszne i nie radzę sobie z tą "nowoczesnością"😐
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Odnośnie tego że dzieci nie są własnością rodziców

Jako dziecko wychowane w rodzinie wielopokoleniowej gdy zawsze trzeba było rzucać swoje plany bo np. trzeba się zająć kimś bo choruje, bo chce gdzieś jechać i prosi o towarzystwo, bo się nudzi i oczekuje, że ktoś odeiedzi i zajmie mu czas, ja jestem zadowolona, że teraz jest inne, zdrowsze podejście. I słyszałam o nim od wielu księży, psychologów. Będzie mi miło, jak syn mnie w starości odwiedzi, zadzwoni, ale to nie koniecznie ma być staly kontakt czy jego odwdzięczanie się mi za lata które ja mu poświęciłam. Dla mnie męczące jest ciągłe zmienianie moich planów bo muszę komuś pomóc, odwdzięczyć właśnie za jego pomoc. Bo zazwyczaj jest to oczekiwane gdy ja naprawdę nam coś ważnego i jestem potem rozczarowana, że dla innych coś robię a o sobie zapominam. Dlatego na tą chwilę przestałam planować, bo mi nic nie wychodzi. Żyję chwilą- tak lepiej.

A na starość gdy nie będę mieć siły by zrobić zakupy to zamówienie z dostawą do domu lub poproszę sąsiadów, gdy się będę nudzić to zajmę się jakimś hobby, zapiszę do jakiejś grupy, nawiążę kontakty z sąsiadami, będę czytać, spacerować, może w wolontariacie podziałam, popilnuję czyich dzieci lub zwierzątek. Och, tyle planów... A jak syn będzie chciał opieki dla swoich dzieci to rzucę większość niepotrzebnych zapełniaczy czasu i chętnie mu pomogę i miło spędzę czas z dzieciakami.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Właśnie ze względu na zmiany kulturowe i pokoleniowe zmienia się wiele. I tak jakoś jak przeczytałam o poniższych rekolekcjach dla rodziców to pomyślałam o Tobie Solaris. Byłam na podobnym temacie ale dotyczyło mniejszych dzieci. Otworzyły mi wtedy oczy na wiele spraw.

"Rekolekcje dla rodziców dorastających i dorosłych dzieci" 6-8 marca 2026 w Katowicach

Na czym polegają obecne zmiany pokoleniowe i co jest ich przyczyną?
Jakie są lęki rodziców odnośnie ich dorastających i dorosłych dzieci?
Jak dobrze przejść przez proces opuszczania przez młode osoby domu rodzinnego?
Co robić, gdy dorosłe dzieci zrywają relacje z rodziną lub z którymś z rodziców?
Jak radzić sobie z sytuacjami, gdy dzieci odchodzą od wiary i Kościoła?
W jaki sposób porozumiewać się z młodym pokoleniem?
W jaki sposób starsze pokolenia mogą znajdować własne miejsce w obecnych czasach?
W jaki sposób szukać oparcia w wierze, gdy doświadczamy problemów w relacjach z młodym pokoleniem?

https://www.osrodek-brynow.pl/category/rekolekcje/
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Dziękuję za informację, taki termin juz niestety nie do realizacji w moim przypadku.

Ja nie twierdzę, ze moje dzieci sa moja własnością, nie są niczyją własnością i mam nadzieję, ze nigdy nie będą. Ale nie rozumiem pewnych spraw. Piszesz tak :
Będzie mi miło, jak syn mnie w starości odwiedzi, zadzwoni, ale to nie koniecznie ma być staly kontakt czy jego odwdzięczanie się mi za lata które ja mu poświęciłam
Nie chcesz mieć w przyszlosci stałego kontaktu z wladnym dzieckiem ? Tak lekko to brzmi- bedzie mi miło, jak zadzwoni, ale niekoniecznie? Jest to dla mnie zaskakujące, i mowiac szczerze - przeraszsm jesli Cie urażę-nieco bulwersujące. Czyli co? Rodzimy, wychowujemy, wysyłamy w swiat- i tyle? Nie rozumiem tego kompletnie. Naprawdę jest Ci obojętne, czy Twoje własne dziecko bedzie sie z Tobą kontaktować czy nie?

Ja nie mówię o sytuacjach skrajnych, gdzie trzeba rzucać wszystko, bo mamusia dzwoni i chce przysłowiowego wyregulowania telewizora. Każdy z nas ma przeciez swoje zycie, wiec taki telewizor moze zaczekać, i rodzic nie powinien oczekiwać ze bedzie inaczej. Można pomoc- w wolnej chwili, to oczywiste.
Natomiast nie wyobrazam sobie pozostawienia starszych rodzicow bez opieki i zainteresowania, szczególnie w czasie choroby czy juz takiego zniedołężnienia. I znowu- nie mówmy o sytuacjach skrajnych , gdzie rodzic wymaga przy katarze stałej obecności dziecka bo umiera na katar. Albo- jest obłożnie chory, wymaga opieki 24/h i tego wymaga od dziecka- choc znam takie osoby, ktore tak sie rodzicami zajmują, i mam do takich ludzi wielki szacunek, bo to jest heroizm.

Ja mówię o czyms, co jest posrodku, o normalnej codzienności, o tym, ze dziecko co jakis czas owinno zadzwonić z pytaniem- co słychać, jak sie czujesz, czy jesteś zdrowa /i vice versa/. Nie od razu rzucać wszystko i lecieć. Zadzwonić i odwiedzić raz na jakis czas. Mówię tez oczywiście o zdrowych rodzinach, w których byly normalne relacje. Osobiście uważam, ze patologicznym rodzicom nie należy sie od dziecka absolutnie nic, łącznie z tym telefonem pt co słychać. Nie chodzi o poświęcanie swojego życia rodzicom. Chodzi o zwykle normalne podtrzymywanie kontaktu, zainteresowanie drugim człowiekiem.

Ja mam rodziców juz wiekowych. Nie wyobrażam sobie nie zadzwonić i nie sprawdzic czy sa zdrowi. Nie wyobrażam sobie nie zawieźć ich do lekarza jesli tego potrzebują / tata juz nie siada za kierownicę, i dobrze 🙈🙂/. Nie wyobrażam sobie ich nie odwiedzić od czasu do czasu. Nie wyobrażam sobie pozwolić mojej mamie na mycie okien przed świętami. Ma 88 lat i to nie jest zajęcie dla niej. I takich "niewyobrażen" mam jeszcze sporo.
To nie oznacza oczywiście, ze rzucam wszystko i lecę. Nie. Robię to wtedy, kiedy mam czas. Rzucam wszystko tylko w przypadku choroby. I to działa w dwie strony, bo to moja mama, lat wtedy 87, przyleciała do mnie z testem na grype, jak rok temu zdychałam z powodu 40 st gorączki, dzieci nie bylo, a maz mnie miał wiadomo gdzie.

Widzisz, gdyby nie moi seniorzy, lacznie z tesciową, nie przetrwałam tej historii z mężem. Oni dali mi tak potężne wsparcie, ze będę im wdzięczna zawsze. Pomaganie ludziom jest w pewnym sensie obowiązkiem, choc nie lubie tego słowa bo sie kojarzy pejoratywnie. Szacunek do rodziców jest dla mnie oczywisty. Gotowość do pomocy takze, wynika to przeciez takze z wiary. Dzisiaj ja pomagam tobie, jutro ty mnie, przeciez to nic nadzwyczajnego, dla mnie jest to norma.

Musze jednakże doprecyzować, żebym została właściwie zrozumiana. Trzeba zachować zdrowe proporcje, bo starsi ludzie mają ciągoty do tego, ze chcą byc centrum wszechświata. Moi tez tacy są 🙂 i dlatego pilnuję, zeby ich potrzeby nie byly ponad moimi, moimi dziećmi, mną, pracą. Trzeba seniorom stawiac granice bez cienia wątpliwości, zeby nam na głowę nie wyszli. To tak w wielkim skrócie. Ale podobne granice rodzice powinni stawiac tez dorosłym dzieciom. Jak często czytam historie wielkich pretensji, ze sie babcia nie chce wnukiem zajmować i niańkę trzeba wynająć. To nie jest babci obowiązek. Jesli chce- ok. Jeśli nie- ma do tego prawo, a dzieci nie powinny tego wymagać.

To, co robię teraz dla nich wszystkich nie ma nic wspólnego z obowiązkiem ani jakims wyrownywaniem rachunków. To sie nazywa inaczej. To sie nazywa miłość ❤️ kocham moich rodziców i nigdy ich nie opuszczę i samych sobie nie zostawię. I tak, jak oni, kochając mnie, są obok mnie i mogę na nich liczyć zawsze, tak i ja, kochając ich, będę obok nich. To jest bardzo proste.❤️
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Solaris, mam nadzieję, że cię nie dotknęłam.

Kocham mojego syna ale może właśnie ze względu na to, że w naszej rodzinie zawsze wymagało się od wszystkich opieki nad tymi co starsi i często młodzi przez to życia własnego nie mieli, ja widziałam.juz wcześniej że to nie jest do końca dobre. Tak samo mówienie co kto ma robić bo ktoś wie lepiej jak powinien sobie życie ułożyć, jaki zawód wykonywać, albo np. daleko nie wyjeżdżaj bo jak cię spotka coś złego to nikt ci nie pomoże (to strasznie podcina skrzydła). Ja synowi będę mówić co innego - zdecyduj o czym marzysz i to realizuj. No, chyba, że się w jakieś zło wplącze (nieodpowiedni koledzy, alkohol, narkotyki, itp.) to będę oponować

Nawet m.in. Ks. Dziewiecki o tym mówi:

https://youtu.be/JlgRFxa80vc?si=5p77YnPZpMaVOtDX

I u o. Szustaka też słyszałam podobne słowa.

Po czasie dowiedziałam się że gdy mój mąż potrzebował ojca jako już starsze dziecko, to ten każdego dnia po pracy czas spędzał u swojej matki bo była starsza, schorowana, a teściowa siedziała sama z dziećmi - mój mąż ani nie miał dobrego wzorca ojcostwa ani małżeństwa a także prawdopodobnie teściowa sobie z synów zrobila "zastępczego męża" I z nimi spędzałam czas jak nie mogła z mężem. To nie jest dobre.

Solaris a jak byłaś młodsza - na studiach, albo zakochana, lub lata temu w małżeństwie to też dużo czasu spędzałaś z rodzicami czy raczej realizowałaś siebie, poznawałas świat, poznawalas innych ludzi? Wolałaś spędzać czas z mężem, dziećmi? Ja mimo różnych obowiązków rodzinnych związanych właśnie z pomocą czy opieką wolałam w tamtym czasie zwiedzać świat, odkrywać siebie, realizować swoje pasje, podróżować. To był piękny czas beztroski. Teraz już tak nie ma gdyż jest więcej obowiązków. Każdy wiek ma swoje prawa. Młodość powinna mieć czas na poszukiwania własnej drogi i tego co chcę się robić w życiu.

PS. Szkoda, że termin rekolekcji nie odpowiedni dla ciebie.

Pozdrawiam
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Nie nie, nie czuje sie dotknieta absolutnie😉 mam nieco inny pogląd i tyle. Choć w gruncie rzeczy mysle, ze w wielu aspektach sie zgadzamy.

Moja corka miała ode mnie pełne wsparcie w wyborze studiów i swojej przyszłości. Nigdy jej nie mówiłam co ma robić, czego sie uczyć i jaką przyszlosc wybrać. Cisnęłam ją zeby tylko zdała maturę. I jak ją zdała, pomyślałam sobie, ze swoje zrobilam i moja rola w tej materii sie skończyła. A potem, jak juz wyjechała, pomyślałam sobie- Boże, jedna z głowy🙈😁 dlugo sobie to wyrzucałam, az do momentu, kiedy nie trafilam na jedno z kazan o.Szustaka dotyczących rodzicielstwa. I sie okazało, ze to zupełnie zdrowy i normalny objaw. 😉
W mojej rodzinie starsze rodzeństwo nie opiekowalo sie młodszym/ mam 3 braci/. Ale dzieci opiekowały sie rodzicami jesli byla taka konieczność. Nie na zasadzie poświęcania swojego życia, tylko zwykłej, ludzkiej pomocy.
Solaris a jak byłaś młodsza - na studiach, albo zakochana, lub lata temu w małżeństwie to też dużo czasu spędzałaś z rodzicami
Oczywiście ze żyłam swoim życiem. Tyle, ze wtedy moi rodzice mieli wtedy po 50 lat z hakiem i opieki ani jakiejś specjalnej troski nie wymagali. Oboje jeszcze pracowali, mieli zajęcie, byli zdrowi. Mimo to w kontakcie bylismy zawsze, bo ja sobie nie wyobrazam nie zapytac- co slychac. Podobnie dzwonie czy pisze do braci, do kolezanek, przeciez to jest absolutnie normalne. Dlaczego mialabym nie zapytac rodzicow co u nich, skoro pytam kolezanki?
Teraz jednak sytuacja z rodzicami jest nieco inna, bo sa oboje dobrze po 80-tce i potrzebują nieco wiecej niz 35 lat wstecz. To jest oczywiste. Potrzebują pomocy w urzędzie, w banku, u lekarza. I ja im to zapewniam, moi bracia rowniez. Przyszedł czas ich starości i tyle. Bylo wiadomo, ze tak bedzie. Ale ja mam do tego inny stosunek-mimo, ze oboje nie sa łatwym ludźmi ze względu na wiek, ja sie ciesze, ze są, ze zyją, bo dawno mogłoby ich juz nie byc.

Po raz kolejny powtórzę- nie chodzi o rezygnację z życia i poświęcenie sie w 1000% rodzicom. Nie popadajmy w skrajnosci. Chodzi o normalny, zdrowy kontakt i pomoc starym ludziom, jeśli zachodzi taka potrzeba. Tylko tyle. I to uważam za absolutną normę.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris, a nie jest może tak, że boisz się samotności? Lęk przed samotnością jest jednym z najtrudniejszy lęków, jakie pzyszło mi w sobie rozbrajać, bo to taki lęk co mnie bolał dojmującą żałością. Preludia do samotności miałam, gdy mąż po wyprowadzce miał lepszy czas i zabierał oboje dzieci do swoich rodziców. Czułam się wtedy okradziona z rodziny i czułam ogromny bunt. Miałam też rok bez kontaktu ze starszym synem. I pół roku mieszkania samej w nowym mieście, gdzie praktycznie nikogo nie znałam. Z każdym takim czasem coraz mniej bałam się samotności. Uczyłam się jej. Jeśli się z nią nie walczy, staje się przyjaciółką. Otwiera też nowe przestrzenie dla relacji z Bogiem, jeśli się na to tej samotności pozwoli. Ja bałam się, że samotność to pustka. Ale tak nie jest.

Co do opieki nad seniorami, to ja jestem pokolenie przejściowe. Starsze osoby u mnie w rodzinie oczekują opieki. Ja z kolei nie oczekuję od dzieci, że będą się mną zajmować i mi pomagać. Za bardzo się napatrzyłam, jak takie oczekiwania niszczą młode osoby, ich rodziny. Choć będę się cieszyć, jeśli będziemy mieć kontakt - taki z wyboru, z tego, że dobrze jest pobyć czasem razem. Jeśli stanę się niesamodzielna, planuję korzystać z mieszkań wspomaganych lub z domu opieki.

Nowszy model, w którym dorosłe dzieci nie są ściśle związane z rodzicami, uważam za zdrowszy. Nie tylko dla dzieci. Także dla seniorów. Obserwuję, że osoby oczekujące opieki, wczepione w swoje dorosłe dzieci częściej się zaniedbują zdrowotnie i kondycyjnie, są mniej aktywne, mają bardzo ograniczone kontakty społeczne. W sumie to rozumiem, osoby nie liczące na pomoc mają większą motywację do tego, by dbać o siebie i swoje zasoby.

Napiszę też coś niepopularnego. Wkurza mnie wysyp artykułów dwa razy w roku o samotnych świętach seniorów. Jeśli senior jest zostawiony sam sobie, niesamodzielny, to problem nie jest w świętach, tylko w braku opieki generalnie. Niesprawowanie opieki osobiście, a niezapewnienie opieki to dwie różne rzeczy. Niezapewnienie opieki przez bliskich, w szczególności dzieci, osobie niesamodzielnej jest draństwem zawsze, nie tylko w święta.
Jeśli jednak senior jest samodzielny, to ma więcej opcji niż samotne święta, które niekoniecznie muszą być dramatem.
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Bławatek »

Solaris a może córka myśli, że nie ma potrzeby opiekować sie teraz tobą bo stara nie jesteś, pracujesz, masz zajęcia. Więc ona korzysta z praw swojego wieku. A że ma inne podejście np. do kontaktu z rodzicami niż Ty miałaś czy masz teraz to raczej nic z tym nie zrobisz. Jesteśmy różni i ciężko kogoś na swój wzór wychować. To widać gdy się ma więcej dzieci. Ja mam jedno, ale obserwując moich braci czy kuzynostwo wiem, że mimo iż tak samo wychowywani to jednak każdy jest inny. Mój syn ma więcej genów ojca - ja to widzę w wielu dziedzinach i mimo, że to ja głównie syna od zawsze wychowuję i kształtuję to jest zupełnie inny niż ja. Chic moje cechy też ma.

Wiem, że masz ciężko, kłopoty z mężem potrafią psychicznie zniszczyć. Pamiętaj, że rodzic nie powinien w takich chwilach chcieć by dziecko wspierało, pomagało, słuchało o kłopotach, czy też towarzyszyło, gdyż to bardzo młodych ludzi na lata obciąża. Tak nieraz słyszałam od księży czy psychologów, więc ja się tego wystrzegam.

A czy nie chciałabyś teraz skorzystać z jakiejś terapi online, telefonicznej - przez pandemię dużo osób przeniosło się do internetu i może łatwiej by było kogoś znaleźć. Albo w jakimś większym mieście poszukaj.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ale czy ja gdzieś napisałam ze oczekuję obecnie jakiejś pelnej opieki od córki? 🤔 pisalam raczej ze przeraza mnie ten egoistyczny swiat, którego jestesmy częścią, bo to mnie tez blokuje przed podjęciem ostatecznej decyzji. Pisałam o swoich starych latach, no stara to jeszcze nie jestem. To przyszłość, ktorej sie obawiam, bo swiat wygląda jak wygląda.

Oczekuję od córki, ze nie rzuci studiów i od czasu do czasu zadzwoni. Podobnie jak od czasu do czasu zadzwonię do niej ja. To jest przecież normalne, nie rozumiem dlaczego miałoby byc to złe. Oczekuje zwykłego szacunku, w słowach, w zachowaniu, takiego, jaki ja stosuje w kontaktach z córką i innymi ludźmi. To nie jest nic nadzwyczajnego, tylko raczej norma. Ona np bywa szorstka w odejściu, / mówiąc inaczej i mniej ładnie- schamiała/, i ta zmiana mi sie nie podoba, dlatego tez jasno o tym mówię, zeby np. zmieniła ton, w jaki sie do mnie odzywa. Nie pozwolę, zeby dziecko na mnie głos podnosiło, i to ze jest dorosle niczego tu nie zmienia, wrecz przeciwnie. Koniec, kropka.

A jesli chodzi o obciazanie- moje dzieci wszystkiego nie wiedzą i wiedzieć nie będą. Jednakże, tkwią w tym niestety razem ze mną, bo są częścią chorej rodziny, i trzeba o niektórych sprawach rozmawiać, a nie udawać ze sprawy nie ma. Udawanie i falszowanie rzeczywistosci to jest droga donikąd. One mówią, co je boli, ja mówię, co boli mnie, oszczędzając im wiele wiedzy, z którą musze sie zmagać sama. Staramy sie sobie pomagać nawzajem na tyle, ile jest to możliwe. Ja stoje- i zawsze stalam- na stanowisku, ze nic o nas bez nas. Dlatego, choc decyzje podejmuje sama, to tłumaczę je dzieciom, juz dorosłym, ale dzieciom. Ale nigdy, przenigdy nie bede dzieci okłamywać i fałszować rzeczywistości. To powoduje, ze będą sie czuły nieważne, pominięte i lekceważone. A tak nie moze byc. Dosyć kłamstwa i oszustw w tej rodzinie. Wszystko to zostało omówione z psychologami moich dzieci, z psychologiem starszej na jej życzenie, z psychologiem młodszej latorosli jak jeszcze byla nieletnia. Trzeba bylo ustalić co i jak, i to zostalo zrobione, i nie bede sie z tych ustaleń tłumaczyć.

Ja tu nie pisze wszystkiego z oczywistych powodów. Czasem pisze jakieś informacje bez szerszego kontekstu, to jest chyba jasne. Pewnie to zmienia nieco perspektywę czytajacego, ale cóż, nie da sie napisać i przekazać wszystkiego. Inaczej tez wygląda perspektywa dzieci małoletnich, inaczej doroslych. No i każdy z nas jest inny.

Jeśli chodzi o terapie- ja nie jestem w stanie uznać kontaktu internetowego na początku terapii za właściwy. Potem, na podtrzymanie moze tak, ale na początku absolutnie nie. Nie czuję sie tak dobrze, ja potrzebuje kontaktu twarzą w twarz. Szukam wyłącznie w większym mieście, juz o tym pisalam, ale tez nie bede jeździć do lekarza czy terapeuty setki kilometrów, bo nie pozwoli mi na to ani praca ani czas, ze o pieniądzach nie wspomnę. Dlatego czekam na swoj termin, bo co mam zrobić. Nie przyspieszę pewnych spraw.

A tak mowiac szczerze, to juz mysle o rezygnacji z tego wszystkiego, bo ktora to juz osoba, ktorej znowu bede musiała od początku opowiadać historię mojego spieprzonego zycia. Osma? Dziewiąta? Dziesiąta? To jest takie trudne, otworzyc sie przed obcym, a ja to robilam juz tyle razy, i to mnie strasznie obciaza. I mam zwyczajnie dosyć tego spowiadania sie kolejnemu człowiekowi, który wysłucha, i na tym temat sie moze zakonczy, bo nic nie idzie do przodu. Mam juz dosyć tłumaczenia sie, łez i chusteczek w gabinetach. Jestem zmęczona.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Czytam, że jesteś w wolnych emocjach, bólu, lęku. To nie jest czas na podejmowanie decyzji, ani drobnych, ani tym bardziej rozstrzygających. To czas na samoopiekę i zorganizowanie sobie pomocy.

Psychiatra nie prowadzi terapii. Nie wysłuchuje historii życia. Pyta o kluczowe zdarzenia z przeszłości oraz obecną sytuację. Na ogół raczej krótko niż rozwlekłe. Czasem emocje przy tym puszczają, są więc i chusteczki. Ale przytulania nie ma. Jest kolejne pytanie.

Tak jak kardiolog nie pociesza pacjenta chorującego na serce, tylko zapisuje mu leki, kieruje na badania i wydaje zalecenia co do trybu życia, tak też i psychiatra zajmuje się leczeniem z grubsza mózgu i układu nerwowego. W razie potrzeby zleca badania, daje leki, zleca suplementację i wydaje zalecenia co do trybu życia. Dlatego tak jak nie trzeba więzi z kardiologiem, tak i nie trzeba z psychiatrą.

Moja pani doktor-psychiatra w sumie poziom empatii miała zerowy. Pomogła mi za to wyjść z kryzysu psychicznego i odzyskać na tyle stabilności, bym mogła rozpocząć terapię. Warto nie budować w sobie nadmiernych oczekiwań, by mód skorzystać z tego co jest. To wystarcza.

Jak masz możliwość szybszej wizyty on-line, to skorzystaj. A termin na żywo sobie też zostaw, jedno i drugie ma sens.

Piszesz, że obawiasz się przyszłości, egoistycznego świata. Dużo w tym, co piszesz jest o lęku. Rozumiem to, bo sama bałam się własnego cienia, życia bez męża, orzeczenia rozwodu i biedy. Cienia nie ma co się bać, bo to iluzja optyczna, nie ma takiego odrębnego bytu jak cień. Życie bez męża, który krzywdzi jest lepsze. Rozwodu nie chciałam, ale jak się okazało wcale się od niego nie umiera. Bieda rzecz względna. Względem większości osób w moim otoczeniu jestem uboga i żyję na niskim poziomie: nie stać mnie na wiele rzeczy, nie mam własnego mieszkania, nie mam samochodu, nie jeżdżę na ekskluzywne wakacje, noszę używane ubrania. Nadal jednak względem większości osób na świecie jestem osobą bogatą, bo mam dach nad głową, ciepło, prąd, bieżącą wodę, wygodne łóżko, lodówkę, stać mnie na żywność i na kształcenie moich dzieci, mam dostęp do opieki medycznej. To jest bogactwo.

Nie poddawaj się i nie wracaj "na gwóźdź".
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ja chce sie uwolnić, chcę zeby on sie wyprowadził, nawet na jakis czas. Muszę odpocząć od tego, musze przestać słuchać jego dźwięku messengera, przestać patrzeć jak mnie okłamuje, oszukuje i nie szanuje. Muszę jakoś zabezpieczyć siebie i drugie dziecko. A jak mam to inaczej zrobić, jak nie jakąś formą rozstania?

Wiem ze psychiatra to nie terapeuta, tylko lekarz, i jego zadanie jest inne. ale cos powiedzieć trzeba. I to bedzie tak czy siak trudne.

A co do lęku- ja chyba jestem jednym wielkim lękiem. Pewnie niektóre moje lęki nie są uzasadnione, moze są głupie, ale nie panuję nad tym. Choć bardzo bym chciała.
ODPOWIEDZ