Solaris pisze: ↑13 sty 2026, 11:41
Myślę, ze najważniejsza jest rozmowa. Rozmowa Wasza, rozmowa z jakąś osobą typu zaufany ksiądz, psycholog, lekarz. Trzeba jasno postawić sprawe, oczekiwań, możliwości na przyszłość. Musisz mieć na uwadze ranę swojej żony, ktora byc moze ciagle sie otwiera, i byc może dlatego ona nie potrafi odpowiedzieć na Twoje starania. Ja tak mialam. Aż zaszyłam ranę grubą nicią i postanowiłam sie znieczulić, zeby nie zwariować. Ona wciaz krwawi na tych grubych szwach. Ale krwawi znacznie mniej, i teraz mogę żyć.
Solaris, to co napisałaś w innym wątku o ranie, skłoniło mnie do napisania w twoim wątku, coś, co już kiedyś pisałem w innym wątku.
Ja również zastanawiałem się, co powinno się stać, żebym poczuł się lepiej, żebym mógł zaufać na nowo żonie po jej zdradzie.
Solaris bardzo dobrze cię rozumiem, ponieważ czułem podobnie w podobnej sytuacji - zdrada emocjonalna żony i obojętność z jej strony, praktycznie zero refleksji, zero głębszej skruchy itd.
Wiele nad tym myślałem, co chciałbym, żeby się zadziało. Nie umiałem tego zwerbalizować. Próbowałem zdobyć wiedzę na tematy relacji i związków, na tematy zdrady, odbudowy zaufania po zdradzie.
Kiedyś natrafiłem w internecie na rozmowę terapeutki i psycholożki na temat odbudowy zaufania po zdradzie i po jej wysłuchaniu poczułem się jakby ktoś dawał mi gotowy przepis na to, jak pozbyć się bólu po zdradzie. Wreszcie ktoś zwerbalizował co czuję i czego chcę.
Aby zbudowanie relacji na nowo, odbudowa zaufania była możliwa, potrzeba świadomej decyzji obu stron, że chce relację i zaufanie odbudować. Oto, co bym chciał, żeby się zadziało:
1) Zdrada jest ogromną raną i cierpieniem. Do tego, aby zranienia się zagoiły potrzeba dużo czasu i cierpliwości z obu stron. Ja chciałem na początku, żeby to było pstryk i żeby znowu było dobrze w relacji. Nie ma jednak czegoś takiego, to trudna i mozolna praca, która może potrwać miesiącami, a może latami... Czasami jest pewnie tak, że osoba zdradzająca dąży do szybkiego rozwiązania, a czasami osoba zdradzana. W naszym przypadku, to ja na początku poganiałem i chciałem, żeby to napięcie związane z ryzykiem niepewności sytuacji, niepewności, co będzie dalej szybko się rozwiązało. Doszedłem do wniosku, że nie da się zamieść problemu pod dywan i szybko przejść do porządku dziennego. Wtedy rana zostałaby może jakoś tam "zaleczona", jednak na pewno nie "oczyszczona w środku". Potrzebne jest to oczyszczenie, które jest bardzo trudne. Kolejne punkty opisują, co chciałbym, aby się zadziało, aby ranę oczyścić.
2) Chciałbym, abyśmy z żoną "spotkali się w bólu" zdrady. Moja rana tak naprawdę "otworzyła się" w momencie, w którym dowiedziałem się o zdradzie. Nie uczestniczyłem w jej zdradzie wcześniej, więc szczegółowa wiedza na temat, jak romans przebiegał nie jest mi konieczna. Co przez takie spotkanie w bólu rozumiem: chodzi o to, żeby bez pretensji zidentyfikować moment, w którym poczułem największy ból, opisać, co się wówczas ze mną stało, co poczułem, co się w ciele zapisało, żeby "wejść do tej żywej rany", żeby żona razem ze mną mogła bezpretensjonalnie poczuć w trzewiach ten ból. Czyli w momencie kiedy ja odważyłbym się tym swoim bólem podzielić, żeby żona była dostępna, reagująca i zaangażowana w to, żeby mogła zobaczyć i poczuć jakie cierpienie zadała.
Wtedy ważne byłoby dla mnie usłyszeć: czuję twój ból, wtedy byłaby szansa na prawdziwe, niewymuszone przeprosiny. Nie takie na zasadzie przecież nie będę się kajać, albo ileż razy można przepraszać, albo chcesz być ze mną, to mi ufaj itd. Bez tego etapu: "zobacz jak to boli", oczywiście bez pretensji, przeskoczenie od razu do etapu umawiania się na naprawę, nie przyniesie oczekiwanego skutku. I tu jest wg mnie nasz problem, trzeba to razem przejść, aby pójść dalej, bo przy tym jest szansa żeby usłyszeć również prawdziwe powody zdrady.
3) Dalej to wzajemne zrozumienie. Zrozumienie i nazwanie tego, co się wydarzyło i choć jest to bardzo trudne, lecz konieczne - szczere ustalenie bez pretensji przyczyn dlaczego doszło do zdrady. Rozeznanie i uznanie swoich osobistych odpowiedzialności za sytuację, ustalenie jakie błędy popełnialiśmy nawzajem raniąc się, przepracowanie trudności, jakie generowaliśmy w relacji sobie nawzajem, próba odbudowy relacji.
4) Uznanie, przynajmniej na początku, przez osobę zdradzającą potrzeby strony zdradzonej zapytania o rzeczy, które ją niepokoją, czyli np. o miejsce pobytu drugiej strony, potrzeby sprawdzenia telefonu itd. jako potrzebę budowania bezpieczeństwa i sposobu na ukojenie. Bez tego, odbudowa na nowo relacji, zbudowanie zaufania będzie bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Traktowanie tych potrzeb jako zwykłych przejawów kontroli będzie prowadziło do błędnego koła kłótni i nieporozumień. Z drugiej strony osoba zdradzona powinna zdawać sobie sprawę, z tego, że po przepracowaniu zdrady, jej przyczyn i odpowiedzialności za kryzys, doświadczeniu szczerości i stanięcia w prawdzie obu stron (która w zasadzie jest podstawą w relacji zawsze, nie tylko po zdradzie) powinna iść w kierunku pracy nad zaufaniem i w konsekwencji zaufanie drugiej stronie, bo bez tego nie da się również zbudować zdrowej i dojrzałej relacji, wolnej od zachowań przemocowych, kontroli i manipulacji.
Wg mnie bardzo ciężko to wszystko zrobić tylko we dwoje, do tego potrzebna jest raczej osoba trzecia, która właściwie, by tym procesem pokierowała - potrzebna jest po prostu dobra terapia, chociaż wiem, że pisałaś, że podejmowaliście już terapie par.
Nie chcę przysparzać dodatkowej pracy moderatorom, więc nie umieszczam linku do rozmowy, jeśli jednak chciałabyś tej rozmowy wysłuchać, to daj znać na PW, to poszukam jej w internecie.