Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Niestety, nie należę do ludzi cierpliwych. Ja mam tak, ze podjecie decyzji- w domu, życiu, pracy- to jest skomplikowany, dlugotrwaly proces, objety analizami wszelakim, milionem tabel za lub przeciw, szukaniem algorytmów dzialan i analizą dogłębną ich konsekwencji , wiec proces trwajacy czasem nieskonczonosc 🙈😁ale jak podejmę jakas decyzję, od razu przechodzę do realizacji, i teraz to czekanie będzie mnie strasznie drażnić. I dlatego tez-jesli rozwod, to od A do Z. Bez polsrodków.

Nie mam pojęcia, w jakim jestem teraz stanie. Zawieszenie, którego doświadczam na pewno jest dla mnie trudne i to bardzo. Wolalabym juz cos mieć, cos wiedzieć, a tkwię w tym samym punkcie chyba juz 5 rok.

Najważniejsze jest to, ze poprawiłam kontakt z dzieckiem. To ogromna ulga. Nie jest idealnie, ale jest lepiej, rozmawiamy chociaż. Stanęłam po stronie dziecka, ona to doceniła, odezwała sie. To jakiś początek, nie łatwej , nowej relacji z dorosłym, ale jeszcze nie dojrzałym dzieckiem, któremu sie wydaje ze jest dojrzałe. Ale widać o tym musi sie tez przekonać sama. Mam nadzieję, ze ten tydzień z nią /miedzy jej studiami a pracą/, bedzie dobrym czasem. Nocleg u niej i chłopaka to jednak dla mnie zbyt wiele, dlatego zamówiłam hotel. Wszystkiego nie przełknę, mogę sie conajwyzej nie odzywać, a w moim przypadku to i tak duzo🙈😁ona ciągle jest przez nas dofinansowana, bo nie utrzyma sie jeszcze sama. Mojemu mężowi sie wydaje, ze przez to moze wpływać na jej życie. A ja uważam, ze nie, bo to najlepsza droga do zerwania kontaktów, i tak sie stalo z jej ojcem. Szczescie od Boga, ze ja sie opamiętałam w porę. Ten ksiądz na spowiedzi wtedy, w wlk piątek tez powiedział, żebym zostawiła ją w spokoju, bo moj sprzeciw tylko pogorszy sprawe. . Tylko ja nie posłuchałam, ale sytuacja tez byla nieco inna. Teraz powiedzialam co uwazam- i juz milczę, z bólem serca i lzami w oczach. Nie rozumiem tego nowoczesnego zycia, gdzie trzeba mieszkać razem, zeby sie sprawdzic. To strasznie mnie boli, to wbrew wszystkim moim zasadom moralnym, dlatego tak duzo mysli i słów poswiecam corce i temu, co robi . Ale milczę. Kiedys wystarczyła miłość i odpowiedzialność. Teraz trzeba sie sprawdzać. No nie ogarniam. Boli tak strasznie jak pomyślę, ze przestała chodzić do kościoła, jest w nim okazjonalnie, i to jest czyste wygodnictwo. Ta straszna nowa moda- rób co chcesz, zyj jak chcesz, bez zasad, wysilku jakiegokolwiek, byle tobie bylo dobrze. Ja sie do tych czasów zupełnie nie nadaję. Chyba stara jestem juz. No nic, Komunia idzie w intencji opamiętania sie mojej córki, tyle mogę zrobić.

Nie uważam tego, o czym piszesz Ruto za jakieś giga sukcesy, nie postrzegam tak tego wszystkiego. Po prostu- i po mojemu- jest decyzja, to robota do wykonania, i krok po kroku realizacja. Dla mnie to taka norma, pewnie wynikająca ze stanowiska ktore pełnię. Jak sie zarządza ludźmi, to tak to w skrócie wygląda.

Moja głowa wciaz sie niestety miota, wciaz mysli i analizuje. Nie wiem, co bedzie i obawiam sie tej nowej rzeczywistości, ze świadomością, ze starej nie bedzie. Tylko ciezko strasznie to przyjąć, dopuścić, zrozumieć...i pogodzić sie.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Napisałaś, że tkwisz 5 rok, ale wygląda na to, że jednak coś po tych 5 latach zaczynasz ruszać, zmieniać. Więc jest szansa, że na tych 5 latach marazmu się skończy i zaczniesz odliczać nowy, konstruktywny dla ciebie czas.

Poprawa kontaktu z dziećmi cieszy :) Wiem coś o tym. Młode dorosłe dzieci są mocno zero-jedynkowe. Tacy mali radykałowie i małe radykałki :) Ma to swój urok. Podoba mi się też określenie "jeżyki", łatwo się stroszą, trzeba z nimi ostrożnie. Ale też potrafią docenić nasze wisiłki.

Wielu rodziców mierzy się z tym, że ich dzieci inaczej pojmują moralność. Ja też i też mi ksiądz się kazał od dziecka odczepić. Mi pomogło też inaczej zobaczyć sutuację wystąpienie państwa Gajdów na ten temat, podsumowanie jest pod tym linkiem https://www.ekai.pl/monika-i-marcin-gaj ... -moralnie/

Ja widzę twoje sukcesy, podejmujesz nowe kroki, korzystasz ze swojej sprawczości :) Warto to w sobie docenić, no bo po co się ma taka dobra okazja do docenienia siebie zmarnować :)

A miotanie się, niepewność w obliczu zmian chyba są nieuniknione. Mnie kiedyś paraliżowały. Dzisiaj je przyjmuję jako część procesu. Ale kiedyś to ja przed każdą wprowadzaną zmianą w relacji z mężem trzesłam się ze strachu jak galareta.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ja widze, ze corka docenia moje wysilki. Kontaktuje sie, ona sama, ona z facetem, no jest lepiej. Fakt, mlodzi ludzie sa bardzo radykalni. Mysle, ze madrosc zlotego srodka przyjdzie z czasem, musze się uzbroić w cierpliwość, co niestety nie jest moją mocną stroną. . A dzisiaj- kolejna Komunia św. w jej intencji.

Jestem bardzo, bardzo zmęczona. Mąż jak anioł. Ciekawe, czego chce i jaki numer wywinie, bo ze tak sie stanie to jestem pewna.
Bardzo chciałabym ruszyć z miejsca. Ale muszę wciaz czekac. Wciaz nie dociera do mnie tak do konca diagnoza terapeutki. Uzależnienie, ofiara przemocy, depresja? Jak to możliwe? Obawiam sie, ze przez te miesiące do wizyty u lekarza ja niestety spuchnę i spuszcze z tonu😪 wrócę do swojego stanu marazmu i totalnej niemocy, i po okresie tej sprawczosci i podjęcia dzialan, znowu przyjdzie czas, kiedy będę jak ubezwłasnowolniona. Bardzo sie tego obawiam.
Firekeeper
Posty: 962
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Firekeeper »

Solaris pisze: 10 sty 2026, 21:58
Mąż jak anioł. Ciekawe, czego chce i jaki numer wywinie, bo ze tak sie stanie to jestem pewna.
To się nazywa samospełniająca się przepowiednia bardzo częsta u osób z lękiem. Nie znasz faktów ale już wiesz, że wywinie Ci numer. Będziesz czekać i obserwować męża aby zauważyć ten wywinięty numer i utwierdzisz się w przekonaniu, że miałaś rację mąż anioł równa się kłopoty. To jest stan napięcia, oczekiwania najgorszego i jeszcze większego lęku i współuzależnienia, bo nie zajmujesz się sobą tylko patrzysz na męża i się zastanwiasz. A on może mieć po prostu zwyczajnie dobry nastrój. Nic nie musi to oznaczać i nic nie musi się wydarzyć. To w twojej głowie rodzą się pesymistyczne scenariusze. Ja poszłam w tym jeszcze dalej. Jeśli dlugo mąż nic nie wywinął to ja tak oczekiwałam katastrofy, że sama potrafiłam ją wywołać. Jedno przykre słowo, jedna uszczypliwość, wiedziałam co wywołała awanturę. I miałam potwierdzenie mój mąż był spokojny, ale wybuchł, jak on mógł się tak zachować, nigdy się nie zmieni, to koniec ...
Bardzo chciałabym ruszyć z miejsca. Ale muszę wciaz czekac.
Pisałam wcześniej komentarz ale został wstrzymany przez podanie nazwy placówki. W sytaucji paniki zadzwoniłam do psychiatry i skorzystałam jeszcze tego samego dnia z wizyty online. Do mnie akurat lekarz zadzwonił. Pokierował mnie z jakich terapii korzystać, dostałam leki i mogłam wziąć L4. Szukaj rozwiązań to daje sprawczość.
Wciaz nie dociera do mnie tak do konca diagnoza terapeutki. Uzależnienie, ofiara przemocy, depresja? Jak to możliwe?
Normalnie, wszystko jest możliwe. Ja długo wypierałam fakt, że jestem współuzależniona. Zaakceptownie tego pozwoliło mi się z tym oswoić i szukać dla siebie odpowiedniej pomocy. Wypierając długo byłam w pozycji ofiary.
Obawiam sie, ze przez te miesiące do wizyty u lekarza ja niestety spuchnę i spuszcze z tonu😪 wrócę do swojego stanu marazmu i totalnej niemocy, i po okresie tej sprawczosci i podjęcia dzialan, znowu przyjdzie czas, kiedy będę jak ubezwłasnowolniona. Bardzo sie tego obawiam.
Projektujesz przyszłość. Nie wiesz co będzie, co się stanie. Patrz na to co jest dziś. Na to na co masz wpływ. Jesteś zmęczona znajdź dla siebie sposób na odpoczynek. Słaba, pogrążona w lęku, na samym dnie nie będziesz miała siły do szukania rozwiązań, a będziesz widziała tylko jak inni cię krzywdzą i świat jest przeciwko tobie.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

to się nazywa samospełniająca się przepowiednia bardzo częsta u osób z lękiem. Nie znasz faktów ale już wiesz, że wywinie Ci numer.
A moze po prostu to doświadczenie? 🙂 Niestety, mialm rację, dlugo nie musiałam czekać, bo do dzisiejszego poranka. Niemniej, przyjęłam ze spokojem i wyszłam. Szkoda mojej energii.

Myślę tez, tak analizując- ze ten lęk to dziwna rzecz. Lęk kojarzy sie jakoś inaczej, a jednak towarzyszy mi jakiś lęk, którego nie rozumiem do końca. To, co piszesz jest bardzo logiczne i spójne. I niestety dla mnie- trafne. Wolalabym nie byc w tym stanie, ale niestety jestem.

Pesymistką jestem z natury, u mnie szklanka zawsze byla do połowy pusta. Teraz zyje mi sie z tym jeszcze trudniej.

W kwestii lekarza zrobilam, co sie dało, i musze czekac. Mam nadzieję ze cos sie uda szybciej, bo przyjdzie mi zwariować. Chciałabym zasnąć, i obudzić sie w nowej rzeczywistości, no ale tak sie nie da, musze przez to wszystko przejsc.

Osoba współuzalezniona... Boże, ilu ja takim ludziom pomogłam przez lata swojej aktywności antynałogowej. Nie wiem jak to sie stało, ze jestem jedną z nich. Ja, taka wykształcona, znająca mechanizmy uzależnienia i współzaleznienia, pracująca sporo lat z takimi ludzmi-przegapilam te chwilę, kiedy sama wpadłam. To mi sie nie mieści w głowie, jak do tego doszło, jak to sie stało, I dlaczego to sie stało.

Nie projektuje przyszłości. Będzie, co bedzie. Ale niestety- znam siebie. Moje życie to wzloty i upadki. Teraz byla górka, zaczęłam dzialac. Ale bedzie dół. Tak jest od 5 lat. Obym miała na tyle siły, zeby wytrwać i nie siąść na laurach, w tej cholernej beznadziei😪
MariaMagdalena
Posty: 15
Rejestracja: 15 mar 2025, 16:19
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: MariaMagdalena »

Moje życie to wzloty i upadki. Teraz byla górka, zaczęłam dzialac. Ale bedzie dół. Tak jest od 5 lat. Obym miała na tyle siły, zeby wytrwać i nie siąść na laurach, w tej cholernej beznadziei😪
Solaris, a tak przewrotnie zapytam - czyje życie to same wzloty? Znasz kogoś takiego? ;)

Rozumiem Cię, bo miałam i mam podobnie. Mój sposób na doły to po prostu przeczekać, aż miną. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że nie muszę zawsze wymagać od siebie działania, być aktywna, podejmować decyzje, w każdej chwili dawać radę i iść dziarsko przed siebie z podniesioną głową.
Zdałam sobie sprawę, że nadmierne wymagania wobec siebie i dążenie do perfekcji to zwykła, niezdrowa potrzeba kontroli, którą stosuję po to, aby zmniejszyć swoje lęki.

Jeśli jestem bez sił, mogę usiąść, zatroszczyć się o siebie, dać sobie czas i odpocząć.
Jeśli odpoczywam blisko Boga, wtedy to czekanie jest czasem dobrze i owocnie spędzonym. :)

To, że pomagasz innym nie powoduje, że sama nie możesz potrzebować pomocy. To żaden wstyd. Łatwiej zauważyć pewne rzeczy z dystansu - jeśli stoisz zbyt blisko, obraz zawsze będzie nieostry.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Jeśli pomogłam wnieść komuś ciężar o wadze 60 kilo, nie oznacza to, że umiem odtąd nosić ciężary po 60 kilo. Więc gdy sama mam tyle wnieść, potrzebuję kogoś, kto pomoże.

Współuzależnienie to po części także nieumiejętność proszenia o pomoc. Ale właśnie się tego uczysz. Jesteś na forum, poszłaś do terapeutki, umówiłaś się do psychiatry.

Obawiasz się, jak dasz radę doczekać wizyty u psychiatry. Jest na to rozwiązanie, by doczekać w lepszym stanie. Grupa wsparcia. Wiem, że masz opór, ale można korzystać ze spotkań on-line. Także są pomocne. Słuchanie innych pomaga dostrzec siebie, własne konstruktywne działania i własne błędy, odnajdywać inspiracje, patrzeć na swoje reakcje. Także na te typu irytacja, znudzenie, zniecierpliwienie, zdystansowanie wobec osoby, która mówi. Jest tych grup on-line trochę.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Mario, nie chodzi o wstyd. Od początku tak naprawdę jestem na jakieś terapii małżeńskiej, jednej, drugiej, wprawdzie obie guzik dały dla zwiazku, ale gdybym sie wstydziła, nie zrobiłabym tego.
Ja juz od lat nie zajmuje sie profilaktyka uzaleznien i pomocą w tym zakresie. Urodziły sie dzieci, nie mialam czasu, wiec zarzuciłam ten temat. Moje zdziwienie wynika z bardzo adekwatnego przyslowia- szewc bez butów chodzi. To prawda w moim przypadku. Tyle wiedzieć, i samemu wpaść w pułapkę? Trochę dziwne. A może wcale nie takie dziwne.

Ja jestem typem logicznie poukladanym i zawsze byłam. Zawsze systematyczna, dopinajaca wszystko na ostatni guzik. Mam taki charakter, no i praca, którą wykonuję tego takze wymaga. Czuję sie dobrze, jak mam wszystko poukładane, wiec jak jest zmiana czy rewolucja, to jest mi z tym źle. To nie jest jakaś kontrola, nie nadinterpretowalabym tego. Zawsze taka byłam, od dzieciaka. Jedyny "spontan" na który sobie pozwalałam, to był slynny nastoletni bajzel w pokoju, choc i tam byl pewien system, a ja zawsze wiedzialam co gdzie mam🙂. Dopiero teraz, na tzw stare lata uczę sie pewnego rodzaju spontaniczności i pozwalam sobie na wiecej luzu. Ale tez z drugiej strony- nie bylo dramatu, jak cos nie poszlo zgodnie z planem. Nie poszlo- to nie poszlo, włosów z głowy nie rwałam, choc lepiej sie czulam jak szło.

Ja nie postrzegam siebie jako osoby nieproszacej o pomoc. Absolutnie tak nie bylo. Jeszcze zanim wyszła ta zdrada, kilka osób wiedziało, w tym teściowie oraz psycholog szkolny córki. Jak juz mleko sie wylało, po niecałych 2 miesiącach byliśmy na terapii. Ja sama chodziłam do zaprzyjaźnionego ksiedza, regularnie i dość często. To mi dużo dawało, i dlatego bylo mi bardzo źle, jak sie te spotkania skończyły. Potem byłam u trzech terapeutów, tych dwóch pierwszych mnie zawiodło, o tym gdzieś szerzej pisalam, dlatego ciężko mi bylo zdecydować sie na trzeciego, i dlatego tak źle sie poczułam, jak mnie babeczka odesłała gdzie indziej.

A teraz to czekanie, kiedy ja bym juz chciała iść krok dalej- jest frustrujące. Odliczam dni do wizyty, i jeszcze tyle trzeba czekac😪 no trudno. Na drugi koniec Polski nie pojadę, bo jesli mam sie leczyc, a nie tylko konsultować, no ta opcja jest bez sensu.

Jedyne, co rozumiem, to lęk przed samotnością, to chyba naturalne, i nie wiem, czy związane z uzależnieniem czy nie. Chyba nikt nie chce byc sam. Ja tez nie chcę. Drugi lęk, który rozumiem, to finanse i czy dam sobie rade, po pierwsze z podziałem majątku, po drugie, z życiem na jednej pensji. To jednak jest pewien problem, standard życia mi spadnie, a zdążyłam sie przez te lata przyzwyczaić do tego, ze nie brakuje. Moze to i niskie pobudki, ale te chociaż rozumiem.

Całej reszty chyba jednak nie ogarniam. No to cóż, musze czekac, aż ktos postawi diagnozę i mi pomoże poukładać to wszystko, zrozumieć. Czekam na to jak kania dżdżu. Obawiam sie tylko, ze nie wytrzymam.
Nicrowan
Posty: 5
Rejestracja: 11 sty 2026, 21:13
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Nicrowan »

Nie chcę by wybrzmiało to jakoś grubiańsko czy pretensjonalnie tylko pytam z ciekawości jako facet który nie bardzo wie co może uczynić najlepszego dla żony jak powinien postępować kiedy zawali sprawę i zdradzi...?
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Pisałam w innym wątku Nicrowan.

A u mnie kryzys. Wiedzialam ze tak bedzie, bo ten scenariusz juz przerabiałam kilkukrotnie. Jedyne o czym marzę, to zniknąć gdzieś w jakiejś puszczy, zeby nikt mnie nie znalazł...

A z drugiej strony, wołam całą sobą- ja jestem, zauważcie mnie, posluchajcie, co mam do powiedzenia, pokochajcie. Bo przeciez ja jestem...

Jadę w czwartek do córki. Nie wiem, czy to teraz dobry pomysł, ale urlop wzięty, hotel zabukowany, bilet kupiony. Zupełnie nie wiem, czego sie spodziewać, jak to wszystko na mnie wpłynie, no i na nią. Boże, ależ ja za nią tęsknię 😪
Czekam wciaz na wizytę, terapeuty nawet nie szukam, bo nie ma po co teraz. Bardzo sie męczę sama ze sobą. Wczoraj strasznie sie spłakałam na mszy. Nie umiem powstrzymać emocji, szczególnie teraz, jak mam gorszy czas. Schowałam sie z tyłu w kącie, i płakałam. Ech, no juz teraz tez sie rozpłakałam. Wystarczy na dziś.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 19 sty 2026, 21:42 Czekam wciaz na wizytę, terapeuty nawet nie szukam, bo nie ma po co teraz. Bardzo sie męczę sama ze sobą. Wczoraj strasznie sie spłakałam na mszy. Nie umiem powstrzymać emocji, szczególnie teraz, jak mam gorszy czas. Schowałam sie z tyłu w kącie, i płakałam. Ech, no juz teraz tez sie rozpłakałam. Wystarczy na dziś.
Kiedyś sądziłam, że trzeba powstrzymywać emocje. Zaciskałam się w sobie, nie płakałam. Łzy zaczęły przychodzić podczas modlitwy, podczas Mszy Świętej, podczas Adoracji. Powoli się ich uczyłam i uczyłam się ulgi, jaką przynoszą. Nauczyłam się też, żeby nie płakać sama, ale w rozmowie, w relacji, w modlitwie. Więc wypłakuję się moim Świętym, Maryi, Bogu. Nadal moim pierwszym, wyuczonym odruchem jest powstrzymywanie łez, ale umiem je też już przyjmować. Płacz, łzy są dobre.
Solaris pisze: 19 sty 2026, 21:42 Jadę w czwartek do córki. Nie wiem, czy to teraz dobry pomysł, ale urlop wzięty, hotel zabukowany, bilet kupiony. Zupełnie nie wiem, czego sie spodziewać, jak to wszystko na mnie wpłynie, no i na nią. Boże, ależ ja za nią tęsknię 😪
Od księdza Marka Dziewieckiego wzięłam do relacji z moimi dziećmi takie zdanie: najpierw dobra teraźniejszość.

Nasza rodzina jest wciąż trudna, nadal mamy mnóstwo nawarstwionych spraw z przeszłości, a na nich wyrastają kolejne i kolejne. Jak to w rodzinie, w której jest dużo osób dotkniętych taką czy inną trudnością. Więc przychodzi taki impuls, by coś omawiać, przerabiać. No i to zdanie księdza Marka znaczy dla mnie tyle, żeby tego nie robić.

Że chodzi o to, by dobrze spędzić razem czas, zbliżyć się do siebie. Ucieszyć się sobą. Pójść do kina. Na spacer. Zjeść dobry posiłek. Zagrać w planszówkę. Dobra teraźniejszość.

Dobrego czasu z córką 💕
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ja wypuszczam z siebie litry łez. Juz dawno przestałam je wstrzymywać. Klopot w tym, ze przychodzą różnie, nie zawsze w odpowiednim momencie, a powstrzymać ich juz nie potrafię, choc czasem by sie przydało. Ostatnio mnie złapalo w jednej z sieci fastfoodowej. Masakra. Ludzie patrzyli jak na debila. A ja po prostu zobaczyłam uśmiechniętą parę w moim wieku..i tak strasznie im zazdrościłam, ze razem, uśmiechnięci, wsuwają ten syf.... mnie juz nic takiego nie czeka.

Pomóżcie mi odejść od tego czlowieka. On mnie niszczy. Manipuluje. Robi z siebie ofiarę. Popełnia te same błędy. Przeprasza i robi to samo, jakby celowo. Dzisiaj znowu to zrobił. Boże, dodaj sił, dodaj😪 to przekracza moje możliwości, nie dam rady.

Wiem, nikt mi nie moze pomóc. To juz tylko mój taki retoryczny krzyk rozpaczy, po dzisiejszej akcji. Powiedziałam mu dzisiaj, ze skoro mu tak źle, czas sie rozstać. Jakby nie zauważył.

Dobrze, ze jadę do córki. Mam jeszcze dzien, zeby ochłonąć. Nie chce jej za dużo mowic. Jest mi ciezko, bo nie akceptuję jej sposobu życia, a jednak jadę, wiec jakbym dawala przyzwolenie. Tak nie jest, ale muszę przeciez odpuścić, wiem to i wszyscy to wiedza-poza jej ojcem. On nie odpuszcza, i do czego to doprowadziło? Ja nie odpuszczałam i prawie ją straciłam, opamiętałam sie w ostatniej chwili, dzieki księdzu w konfesjonale. Tak, jak mówisz, dobra teraźniejszość. Ja kocham ją, ona mnie. Lubię jej faceta. Chce po prostu z nią pobyć te parę dni. Przytulić. Wierzę, ze to, co nas zawsze łączyło, pozwoli nam przetrwać ten trudny czas.

A co bedzie ze mną? Nie wiem. Nie doczekam do wizyty psychiatry. Muszę cos zrobic wczesniej. On mnie zniszczy całkiem do tego czasu.

Pamiętam, jak terapeutka zapytala mnie, po co przyszłam, jaki mam cel. Powiedziałam, ze chce ułożyć sobie w głowie, bo nie rozumiem, co sie dzieje. A ona na to- ale pani przez pół godziny nie powiedziała niczego o sobie. Pani cały czas mówi o mężu ..
Wtedy sie troche zdenerwowałam, bo przeciez zeby zrozumieć mnie i to, co czuję, musiałam naswietlic sytuację. Ale po 2 zdaniach o sobie, znowu wróciłam do męża. I sama sie na tym zlapalam. No niedobrze to wyglądało. Diagnoza-lęk i wspóluzaleznienie. Kosmos. Jak ja w to wdepnelam?😪 jak to przerwać? Jak odejść? Skąd znaleźć siłę?

Żale sie troche i marudzę, wiem. I przepraszam. Ale mam potworny dzien, rodem z koszmaru. Czuję sie jak zaszczute zwierzę, w narożniku i bez wyjścia. Straszne uczucie.
hiob
Posty: 28
Rejestracja: 11 paź 2022, 8:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: hiob »

Solaris pisze: 13 sty 2026, 11:41 Myślę, ze najważniejsza jest rozmowa. Rozmowa Wasza, rozmowa z jakąś osobą typu zaufany ksiądz, psycholog, lekarz. Trzeba jasno postawić sprawe, oczekiwań, możliwości na przyszłość. Musisz mieć na uwadze ranę swojej żony, ktora byc moze ciagle sie otwiera, i byc może dlatego ona nie potrafi odpowiedzieć na Twoje starania. Ja tak mialam. Aż zaszyłam ranę grubą nicią i postanowiłam sie znieczulić, zeby nie zwariować. Ona wciaz krwawi na tych grubych szwach. Ale krwawi znacznie mniej, i teraz mogę żyć.
Solaris, to co napisałaś w innym wątku o ranie, skłoniło mnie do napisania w twoim wątku, coś, co już kiedyś pisałem w innym wątku.

Ja również zastanawiałem się, co powinno się stać, żebym poczuł się lepiej, żebym mógł zaufać na nowo żonie po jej zdradzie.
Solaris bardzo dobrze cię rozumiem, ponieważ czułem podobnie w podobnej sytuacji - zdrada emocjonalna żony i obojętność z jej strony, praktycznie zero refleksji, zero głębszej skruchy itd.

Wiele nad tym myślałem, co chciałbym, żeby się zadziało. Nie umiałem tego zwerbalizować. Próbowałem zdobyć wiedzę na tematy relacji i związków, na tematy zdrady, odbudowy zaufania po zdradzie.
Kiedyś natrafiłem w internecie na rozmowę terapeutki i psycholożki na temat odbudowy zaufania po zdradzie i po jej wysłuchaniu poczułem się jakby ktoś dawał mi gotowy przepis na to, jak pozbyć się bólu po zdradzie. Wreszcie ktoś zwerbalizował co czuję i czego chcę.
Aby zbudowanie relacji na nowo, odbudowa zaufania była możliwa, potrzeba świadomej decyzji obu stron, że chce relację i zaufanie odbudować. Oto, co bym chciał, żeby się zadziało:

1) Zdrada jest ogromną raną i cierpieniem. Do tego, aby zranienia się zagoiły potrzeba dużo czasu i cierpliwości z obu stron. Ja chciałem na początku, żeby to było pstryk i żeby znowu było dobrze w relacji. Nie ma jednak czegoś takiego, to trudna i mozolna praca, która może potrwać miesiącami, a może latami... Czasami jest pewnie tak, że osoba zdradzająca dąży do szybkiego rozwiązania, a czasami osoba zdradzana. W naszym przypadku, to ja na początku poganiałem i chciałem, żeby to napięcie związane z ryzykiem niepewności sytuacji, niepewności, co będzie dalej szybko się rozwiązało. Doszedłem do wniosku, że nie da się zamieść problemu pod dywan i szybko przejść do porządku dziennego. Wtedy rana zostałaby może jakoś tam "zaleczona", jednak na pewno nie "oczyszczona w środku". Potrzebne jest to oczyszczenie, które jest bardzo trudne. Kolejne punkty opisują, co chciałbym, aby się zadziało, aby ranę oczyścić.

2) Chciałbym, abyśmy z żoną "spotkali się w bólu" zdrady. Moja rana tak naprawdę "otworzyła się" w momencie, w którym dowiedziałem się o zdradzie. Nie uczestniczyłem w jej zdradzie wcześniej, więc szczegółowa wiedza na temat, jak romans przebiegał nie jest mi konieczna. Co przez takie spotkanie w bólu rozumiem: chodzi o to, żeby bez pretensji zidentyfikować moment, w którym poczułem największy ból, opisać, co się wówczas ze mną stało, co poczułem, co się w ciele zapisało, żeby "wejść do tej żywej rany", żeby żona razem ze mną mogła bezpretensjonalnie poczuć w trzewiach ten ból. Czyli w momencie kiedy ja odważyłbym się tym swoim bólem podzielić, żeby żona była dostępna, reagująca i zaangażowana w to, żeby mogła zobaczyć i poczuć jakie cierpienie zadała.
Wtedy ważne byłoby dla mnie usłyszeć: czuję twój ból, wtedy byłaby szansa na prawdziwe, niewymuszone przeprosiny. Nie takie na zasadzie przecież nie będę się kajać, albo ileż razy można przepraszać, albo chcesz być ze mną, to mi ufaj itd. Bez tego etapu: "zobacz jak to boli", oczywiście bez pretensji, przeskoczenie od razu do etapu umawiania się na naprawę, nie przyniesie oczekiwanego skutku. I tu jest wg mnie nasz problem, trzeba to razem przejść, aby pójść dalej, bo przy tym jest szansa żeby usłyszeć również prawdziwe powody zdrady.

3) Dalej to wzajemne zrozumienie. Zrozumienie i nazwanie tego, co się wydarzyło i choć jest to bardzo trudne, lecz konieczne - szczere ustalenie bez pretensji przyczyn dlaczego doszło do zdrady. Rozeznanie i uznanie swoich osobistych odpowiedzialności za sytuację, ustalenie jakie błędy popełnialiśmy nawzajem raniąc się, przepracowanie trudności, jakie generowaliśmy w relacji sobie nawzajem, próba odbudowy relacji.

4) Uznanie, przynajmniej na początku, przez osobę zdradzającą potrzeby strony zdradzonej zapytania o rzeczy, które ją niepokoją, czyli np. o miejsce pobytu drugiej strony, potrzeby sprawdzenia telefonu itd. jako potrzebę budowania bezpieczeństwa i sposobu na ukojenie. Bez tego, odbudowa na nowo relacji, zbudowanie zaufania będzie bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Traktowanie tych potrzeb jako zwykłych przejawów kontroli będzie prowadziło do błędnego koła kłótni i nieporozumień. Z drugiej strony osoba zdradzona powinna zdawać sobie sprawę, z tego, że po przepracowaniu zdrady, jej przyczyn i odpowiedzialności za kryzys, doświadczeniu szczerości i stanięcia w prawdzie obu stron (która w zasadzie jest podstawą w relacji zawsze, nie tylko po zdradzie) powinna iść w kierunku pracy nad zaufaniem i w konsekwencji zaufanie drugiej stronie, bo bez tego nie da się również zbudować zdrowej i dojrzałej relacji, wolnej od zachowań przemocowych, kontroli i manipulacji.

Wg mnie bardzo ciężko to wszystko zrobić tylko we dwoje, do tego potrzebna jest raczej osoba trzecia, która właściwie, by tym procesem pokierowała - potrzebna jest po prostu dobra terapia, chociaż wiem, że pisałaś, że podejmowaliście już terapie par.

Nie chcę przysparzać dodatkowej pracy moderatorom, więc nie umieszczam linku do rozmowy, jeśli jednak chciałabyś tej rozmowy wysłuchać, to daj znać na PW, to poszukam jej w internecie.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Jak mi puściły łzy, splakałam się kilka razy publicznie. Przestałam się za to surowo oceniać. Pomyślalam, że kiedy widzę płaczącą osobę, to jej współczuję. Nie oceniam jej krytycznie. Za to odkryłam, że lęk przed oceną to jest często jedna ze składowych współuzależnienia - prowadzi do trudności w szukaniu pomocy, wezwaniu policji, czy okazaniu emocji. U mnie to był taki konkret spychacz.

Co do sytuacji córki, to polecam prelekcje Gajdów i kardynała Rysia. Rozwinęli to, co powiedział mi spowiednik. Dali narzędzia do dobrej rozmowy, bez presji. Budującej relacje, opartej na prawdzie, ale nie na przymusie. Najbardziej mnie uspokoiło, że dorosłe osoby nie proszą mnie o pozwolenie, więc ja na nic nie pozwalam. I że byłoby dziwne, żebym rościła sobie prawo do "pozwalania" i "nie pozwalania" dorosłej osobie. Nadkontrola. Następny mechanizm składowy wspóluzależnienia.

Podłe dni się zdarzają. Ja wciąż miewam takie, że nie mam siły wstać z łóżka. Mierzę też że skutkami zdrowotnymi. Przemoc niszczy nie tylko psychikę, ale i ciało. Nawet gdy nie pada ani jeden cios. Z przemocy nie wychodzi się w rok, ani w dwa. Ale już samo zdrowienie, zmniejszanie napięcia jest przyjemne. No i są też te dobre chwile, godziny, potem nawet całe dni, tygodnie. Dobrze jest odzyskiwać siebie.

Wyjazd, zmiana otoczenia dają chwilę odpoczynku, czas na zebranie myśli, nowe spojrzenie.

Co możesz zrobić dla siebie, żeby znaleźć wsparcie jeszcze przed wizytą u psychiatry?
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3098
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Niepozorny »

hiob pisze: 21 sty 2026, 10:12 Solaris, to co napisałaś w innym wątku o ranie, skłoniło mnie do napisania w twoim wątku, coś, co już kiedyś pisałem w innym wątku.
Hiobie czasami wystarczy siebie zacytować lub podać linka do tego wcześniejszego posta (=> viewtopic.php?p=602697#p602697).
Z braku rodzi się lepsze!
ODPOWIEDZ