20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Ktokolwiek z Was, który czytał moją historię widzi, że trudno mi się wygrzebać z tego bagna odczuwanej beznadziei. Czasami łapie takie doły, że nic bym nie robił, tylko natłok myśli bez rozwiązań w głowie mam.
Nie modlę się, tzn nie czytam modlitw typu litanie i nie odmawiam formuł, różaniec mi nie idzie - poprostu nie mogę już, drażni mnie to...
Jednak codziennie w jakiś tam okresach dnia mówię do Boga, wspomonam Jezusa, Marię i Świętych gdy idę, gdy jadę autem, gdy palę papierosa po za biurem.
Podczas jazdy do pracy - 20 minut autem - słucham od jakiegoś czasu kazania ks. P. Pawlukiewicza, czasami słucham jakiś blogów czy vlogów (jak zwał tak zwał) min o stoicyźmie, szukaniu postawy własnego ja...
Dobrze robię, czy źle? Wiem że jak słucham to jest mi spokojniej...
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Znowu nie śpię...
Zasypiam niby jako tako po 23, ale o 3 oczy mam już otwarte i dalej nie ma spania...
Jakoś dołujące myśli odjechały gdzieś na chwilę ode mnie... ale jak znowu coś wspomni o wyjściu z domu to mnie chyba "krew zaleje" zaczynam częściej czuć gniew/złość...
Zauważam, że nie mogę prowokować rozmów i swojej obecności obok niej ponad minimum poterzeby...
Gdy jakaś zwykła pogadanka przejdzie w rozmowę dotyczącą sytuacji wówczas to ją normalnie "podpala", gniew w głosie, pioruny w oczach i znowu ponownie powtórzyła wyjdź z domu, wyprowadź się.
Tak analizując sam na tyle ile mogę to zrozumieć to ja jestem dla niej chyba źródłem, czynnikiem zapalającym - a tak właściwie moja bezpośrednia interakcja z nią. Gdy się nie odzywam, mijamy się i nie wchodzę w jej bezpośrednią przestrzeń tego ognia w niej chyba nie ma lub jest ukryty...
Gdy trafiłem na Wasze forum to w którymś momencie znalazłem opis procesu przebaczenia.
Nie wiem ile razy to czytałem, wróciłem do tego nie dawno i chyba muszę stwierdzić, że moja była żona jest na etapie przetrwania - JA SAMA, niezależna, dobrze sytuowana finansowo, dam sobie radę, bez byłego męża, bez mężczyzn, nie chcę z nikim relacji, czuję się dobrze w pracy, buduję SAMA swoją obecną teraźniejszość, nie myśląc co będzie za rok - no jakoś mi to się tak składa.
Powiedzcie Panie czy dobrze to jakoś interpretuję, czy faktycznie ofiara psychicznych obciążen i zaburzeń lękowych może tak odbierać męża oprawcę, a teraz byłego męża...choć na prawdę nie byłem świadomy, (nie codziennie byłem chamem), że tak to w niej duszy spustoszenie zrobi
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 14939
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Nirwanna »

Majster pisze: 19 gru 2025, 7:09 Dobrze robię, czy źle? Wiem że jak słucham to jest mi spokojniej...
Zgodnie z ewangeliczną weryfikacją "po owocach poznacie" - wygląda na to, że obecnie tak, skoro Ci to przynosi spokój i rodzaj ukojenia. Ważne, aby pamiętać, że Ty się będziesz zmieniać, więc i forma relacji z Bogiem - też powinna za tą zmianą pójść.
Majster pisze: 19 gru 2025, 7:38 Nie wiem ile razy to czytałem, wróciłem do tego nie dawno i chyba muszę stwierdzić, że moja była żona jest na etapie przetrwania - JA SAMA, niezależna, dobrze sytuowana finansowo, dam sobie radę, bez byłego męża, bez mężczyzn, nie chcę z nikim relacji, czuję się dobrze w pracy, buduję SAMA swoją obecną teraźniejszość, nie myśląc co będzie za rok - no jakoś mi to się tak składa.
Powiedzcie Panie czy dobrze to jakoś interpretuję, czy faktycznie ofiara psychicznych obciążen i zaburzeń lękowych może tak odbierać męża oprawcę, a teraz byłego męża...choć na prawdę nie byłem świadomy, (nie codziennie byłem chamem), że tak to w niej duszy spustoszenie zrobi
Majster, wyjątkowo moderacja puściła, jednak po to aby podkreślić.
Nie jesteś byłym mężem, a Twoja żona nie jest Twoją byłą żoną. Jesteście małżeństwem sakramentalnym, nierozerwalnym mimo rozwodu, i jesteś na forum dla małżonków sakramentalnych.
Oznacza to, że:
1. szanuj zasady, jakimi się tu kierujemy, nie używamy określeń "były mąż/była żona" dla małżonków sakramentalnych po rozwodzie cywilnym,
2. te zasady nie są po to "bo tak", tylko mają uzmysławiać i zakotwiczać każdego z nas w bardzo konkretnej ewangelicznej prawdzie "ważnie zawarte sakramentalne małżeństwo jest nierozerwalne. Kropka." Od tego nie ma żadnego "ale".
Na tej prawdzie Bóg buduje w każdym z nas otwartość na łaski sakramentu małżeństwa i zamyka na pokusy tego świata.
Jeśli wchodzisz (Ty lub ktokolwiek) w narrację "były mąż" - już kupiłeś narrację złego ducha. I masz jej owoce, choćby w postaci niepokoju i gniewu.
Majster pisze: 19 gru 2025, 7:38 Powiedzcie Panie czy dobrze to jakoś interpretuję, czy faktycznie ofiara psychicznych obciążen i zaburzeń lękowych może tak odbierać męża oprawcę,...
Tak, może tak odbierać. Przeżywanie krzywdy jest bardzo subiektywne i bywa wyolbrzymiane w sytuacji kryzysu.
Do Ciebie należy zmiana siebie, nie krzywdzenie i zadośćuczynienie za krzywdy już popełnione. W oparciu o Boga i łaski sakramentu małżeństwa, bo sam nie dasz rady, ludzkie siły są za słabe na tak długofalowe akcje.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Nirwanna pisze: 19 gru 2025, 9:31
Majster, wyjątkowo moderacja puściła, jednak po to aby podkreślić.
Nie jesteś byłym mężem, a Twoja żona nie jest Twoją byłą żoną. Jesteście małżeństwem sakramentalnym, nierozerwalnym mimo rozwodu, i jesteś na forum dla małżonków sakramentalnych.
Oznacza to, że:
1. szanuj zasady, jakimi się tu kierujemy, nie używamy określeń "były mąż/była żona" dla małżonków sakramentalnych po rozwodzie cywilnym,
2. te zasady nie są po to "bo tak", tylko mają uzmysławiać i zakotwiczać każdego z nas w bardzo konkretnej ewangelicznej prawdzie "ważnie zawarte sakramentalne małżeństwo jest nierozerwalne. Kropka." Od tego nie ma żadnego "ale".
Na tej prawdzie Bóg buduje w każdym z nas otwartość na łaski sakramentu małżeństwa i zamyka na pokusy tego świata.
Jeśli wchodzisz (Ty lub ktokolwiek) w narrację "były mąż" - już kupiłeś narrację złego ducha. I masz jej owoce, choćby w postaci niepokoju i gniewu.

Nirwanna dziękuje za odpowiedzi..
Właściwe upomnienie jest jak najbardziej odpowiednie - Kiedyś moja dziewczyna, dalej narzeczona, a następnie żona... zawsze dla mnie nią będzie, już raz bowiem napisałem, że rozwód cywilny nie był dla mnie i nie wyszedł ode mnie, nigdy tego faktu w swoim sumieniu nie uznałem. Prosiłem ją poczekaj, daj czas próby w swoich określonych granicach i zasadach...niestety.
Jednak ulegam czasami laicyzacji życia i opiniotwórczej relacji otoczenia, bo faktycznie moja sakramentalna żona wielokrotnie powtóżyła jesteśmy po rowzodzie, jesteś byłym mężem.
Tak masz rację zło działa i czepia się wszystkiego co możliwe by dzielić. Najpierw zakiełkowało we mnie..a być może teraz w jej smutku i poczuciu urazy chce znależć miejsce.
Niedawno przeczytałem w jakiejś książce, chyba siostra zakonna to powiedziała/napisała:
...ostatnia walka między szatanem a Bogiem rozegra się w Kościele o rodziny, o malżeństwa. To bedzie
ostatni straszliwy atak demona: próba zniszczenia każdego małżeństwa, każdej rodziny..."
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Nirwanna pisze: 19 gru 2025, 9:31
Majster pisze: 19 gru 2025, 7:38 Powiedzcie Panie czy dobrze to jakoś interpretuję, czy faktycznie ofiara psychicznych obciążen i zaburzeń lękowych może tak odbierać męża oprawcę,...
Tak, może tak odbierać. Przeżywanie krzywdy jest bardzo subiektywne i bywa wyolbrzymiane w sytuacji kryzysu.
Do Ciebie należy zmiana siebie, nie krzywdzenie i zadośćuczynienie za krzywdy już popełnione. W oparciu o Boga i łaski sakramentu małżeństwa, bo sam nie dasz rady, ludzkie siły są za słabe na tak długofalowe akcje.

Nirwanna, dziękuję
Trochę mnie to podbudowywuje, musze to po ludzku "wytrzymać" ten proces przebaczanie musi zaistnieć i wvcałości jej odbiory się przeobrazić...
A Pana Boga prosić o pomoc...i wiesz ja tak codziennie, gdy mam te swoje chwile ze Stwórcą, w ciągu dnia powtarzam: Panie strzeż jej duszy i ciała, wlewaj Ducha Św. w jej rozum i serce..
Krzywd chyba więcej nikomu nie zadaję. Nie piję, jestem spokijny, nie podnoszę głosu i wiecie co?... TAK SIĘ DA...tak można,
Jedynie jeszcze na ten moment do totalnego minimum muszę ograniczyć bezpośrednią interakcję w jej przstrzeń, zbytnio nie analizować, nie być nadgorliwym
Zadośćuczynienie to temat trudny, bo jak odrobić swoje winy, oddaj jej za te krzywdy - na ten moment spokój bo tego chce, a pomocy jekiejkolwiek w tej chwili nie przyjmie
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Ruta »

Majster pisze: 19 gru 2025, 7:38 Znowu nie śpię...
Zasypiam niby jako tako po 23, ale o 3 oczy mam już otwarte i dalej nie ma spania...
Jesteś w przewlekłym stresie. Zaburzenia snu i te poranne pobudki to jeden z przejawów stresu. Nauczyłam się, żeby w takich razach chronić układ nerwowy, a to oznacza:
-odpowiednią suplementację (najlepiej przegadać z rozsądnym lekarzem, moja doktor nauczyła mnie, że minimum to magnez z potasem i witaminy z grupy B, ja kupuję drożdże w tabletkach),
-ruch na świeżym powietrzu - to już zauważyłeś,
-eskspozyję na swiatło słoneczne, co najmniej 10 minut dziennie.

To taki program minimum. Pomaga, poprawia funkcjonowanie.
Majster pisze: 19 gru 2025, 7:38 Jakoś dołujące myśli odjechały gdzieś na chwilę ode mnie... ale jak znowu coś wspomni o wyjściu z domu to mnie chyba "krew zaleje" zaczynam częściej czuć gniew/złość...
Zauważam, że nie mogę prowokować rozmów i swojej obecności obok niej ponad minimum poterzeby...
Gdy jakaś zwykła pogadanka przejdzie w rozmowę dotyczącą sytuacji wówczas to ją normalnie "podpala", gniew w głosie, pioruny w oczach i znowu ponownie powtórzyła wyjdź z domu, wyprowadź się.
Miałam podobnie obserwacje w napięciach z mężem. Lista Zerty zawiera takich więcej, nie trzeba wyważać otwartych drzwi, z serca polecam.
Majster pisze: 19 gru 2025, 7:38 Tak analizując sam na tyle ile mogę to zrozumieć to ja jestem dla niej chyba źródłem, czynnikiem zapalającym - a tak właściwie moja bezpośrednia interakcja z nią. Gdy się nie odzywam, mijamy się i nie wchodzę w jej bezpośrednią przestrzeń tego ognia w niej chyba nie ma lub jest ukryty...
Gdy trafiłem na Wasze forum to w którymś momencie znalazłem opis procesu przebaczenia.
Nie wiem ile razy to czytałem, wróciłem do tego nie dawno i chyba muszę stwierdzić, że moja była żona jest na etapie przetrwania - JA SAMA, niezależna, dobrze sytuowana finansowo, dam sobie radę, bez byłego męża, bez mężczyzn, nie chcę z nikim relacji, czuję się dobrze w pracy, buduję SAMA swoją obecną teraźniejszość, nie myśląc co będzie za rok - no jakoś mi to się tak składa.
Powiedzcie Panie czy dobrze to jakoś interpretuję, czy faktycznie ofiara psychicznych obciążen i zaburzeń lękowych może tak odbierać męża oprawcę, a teraz byłego męża...choć na prawdę nie byłem świadomy, (nie codziennie byłem chamem), że tak to w niej duszy spustoszenie zrobi
U mnie jest tak, że jest mi lepiej, kiedy męża jest mniej. Potrzebuję wyzdrowieć. Natomiast, chociaż mąż mógłby to odczuwać jako odrzucenie, to nie o to chodzi. Chodzi o to, że potrzebuję przestrzeni, wyciszenia, kontaktu ze sobą. Mąż aktywuje we mnie wiele różnych emocji. Także takich, że chciałabym się do niego przytulić. Ale wiem, że jeśli to zrobię, to nie będzie dobre dla mnie, dla niego, dla nikogo. To jest też tak, że emocje jakie aktywuje we mnie mój mąż są silne. A ja długo żyłam w napięciu. Szukam wyciszenia, ukojenia. To jakbym żyła ciągle w dużym hałasie, ale poznała czym jest cisza i łagodne dźwięki. I chciała w tej ciszy być. A każde pojawienie się męża automatycznie nastawia glośność na full. Nie, że mąż to robi, tylko dzieje się to automatycznie. A ściszanie z powrotem do znośnego poziomu wiąże się z dużym wysiłkiem. I nawet jak już jest cisza i spokój, to w uszach ciągle brzmi.
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

A ja bym tylko chciał od niej:
usłyszeć dobre słowo...
by chwyciła mnie za rękę...
by powiedziała staraj się, pracuj..
choć nic nie obiecuję, może za jakiś czas...?
Takie projekcje w swojej głowie i umyśle tworzę
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 14939
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Nirwanna »

Majster pisze: 19 gru 2025, 13:49 A ja bym tylko chciał od niej:
usłyszeć dobre słowo...
by chwyciła mnie za rękę...
by powiedziała staraj się, pracuj..
choć nic nie obiecuję, może za jakiś czas...?
Takie projekcje w swojej głowie i umyśle tworzę
Paradoksalnie - to dobrze, że teraz żona Ci tego nie daje.
To oznacza, że przez brak emocjonalnej podpórki-żony możesz wreszcie oprzeć się na właściwej podporze, tj. na Panu Bogu.
Majster pisze: 19 gru 2025, 12:46 Trochę mnie to podbudowywuje, musze to po ludzku "wytrzymać" ten proces przebaczanie musi zaistnieć i wvcałości jej odbiory się przeobrazić...
A Pana Boga prosić o pomoc...i wiesz ja tak codziennie, gdy mam te swoje chwile ze Stwórcą, w ciągu dnia powtarzam: Panie strzeż jej duszy i ciała, wlewaj Ducha Św. w jej rozum i serce..
Krzywd chyba więcej nikomu nie zadaję. Nie piję, jestem spokijny, nie podnoszę głosu i wiecie co?... TAK SIĘ DA...tak można,
Jedynie jeszcze na ten moment do totalnego minimum muszę ograniczyć bezpośrednią interakcję w jej przstrzeń, zbytnio nie analizować, nie być nadgorliwym
Zadośćuczynienie to temat trudny, bo jak odrobić swoje winy, oddaj jej za te krzywdy - na ten moment spokój bo tego chce, a pomocy jekiejkolwiek w tej chwili nie przyjmie
Fakt, że modlisz się za żonę - to jest ok. Pan Bóg wtedy wspiera ten proces zadośćuczyniania, pomnaża Twoje próby i wysiłki. Jest wtedy szansa, że przebaczenie zadzieje się jeszcze przed końcem Waszego życia :-)
Jednak potrzebujesz też modlić się za siebie, właśnie po to, aby w tej decyzji: "muszę ograniczyć bezpośrednią interakcję w jej przestrzeń, zbytnio nie analizować, nie być nadgorliwym" - Pan Bóg też Cię wspierał. Nie polegaj tylko na swoich siłach, bo szybko polegniesz, już przecież tego doświadczyłeś.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Nirwanna pisze: 19 gru 2025, 20:38
Fakt, że modlisz się za żonę - to jest ok. Pan Bóg wtedy wspiera ten proces zadośćuczyniania, pomnaża Twoje próby i wysiłki. Jest wtedy szansa, że przebaczenie zadzieje się jeszcze przed końcem Waszego życia :-)
Jednak potrzebujesz też modlić się za siebie, właśnie po to, aby w tej decyzji: "muszę ograniczyć bezpośrednią interakcję w jej przestrzeń, zbytnio nie analizować, nie być nadgorliwym" - Pan Bóg też Cię wspierał. Nie polegaj tylko na swoich siłach, bo szybko polegniesz, już przecież tego doświadczyłeś.
Nirwanna, pochwaliłem, że trochę mnie podbudowujesz, a tu znowu realny realizm: "przebaczenie zajdzie przed końcem Waszego życia"
Nic tylko wegetować pozostaje - tak wiem przesadzam, ale żeby żyć to trzeba jednak nie tylko jeść i oddychać, a ja na razie głazy na swojej klacie czuję
Czasami mam poczucie, że gdybym się jutro nie obudził to chyba jednak paru osobom bym pomógł - drewniana skrzynka, dół w ziemi i trochę piachu nasypać - moja żona ma takiego starszego wuja, który zawsze powtarza "doktor Piach" wszystkich wyleczy...- życie by się uspokoiło, jakoś by się to wszystko poskładało
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 14939
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Nirwanna »

Majster, podbudowywać należy tylko realnie :-D dawanie złudnej nadziei byłoby przecież okrucieństwem i naiwnością.
Przypuszczam, że wiesz o tym, że można się zapiec w urazie, nie przebaczyć i umrzeć jako zgryźliwy starzec lub zgryźliwa starucha. Po czym to już aby tylko długi czyściec, bo i piekło jest możliwe.
Zatem przebaczenie, niezależnie od tego kiedy się zadzieje, jest ogromną wartością, do której warto dążyć. Przy czym dobrze przeprowadzany proces dążenia do przebaczenia nie jest w żadnym przypadku wegetacją! To dynamiczna przygoda z wieloma momentami radości po drodze. To akurat gwarantuję i to jest realizm :-) Ten Boży :-)
To nie oznacza, że po przebaczeniu żona do Ciebie wróci. Ale bez przebaczenia - raczej jest małe prawdopodobieństwo.
Zatem pracuj nad sobą, zadośćuczyniaj, podlewaj to wszystko modlitwą za siebie i za żonę, a Bóg da efekty. Tyle, że nie zawsze szybko. Bywa, że w tym procesie ma się wypracować nie tylko przebaczenie, ale i Twoja cierpliwość na przykład, oraz akceptacja rzeczywistości jaką jest, i może parę innych rzeczy jeszcze. Po to, aby docelowo - jeśli żona wpadnie na pomysł powrotu - Wasze małżeństwo było lepsze niż wcześniej :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
hiob
Posty: 28
Rejestracja: 11 paź 2022, 8:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: hiob »

Majster, ponieważ nie chce mi się drugi raz pisać tego samego, przytoczę tutaj mój post z innego wątku. Może w jakimś stopniu przyda ci się jego treść w twojej sytuacji:
Jeszcze może kilka słów o tym, co mogę wobec sytuacji kryzysu, w której jestem robić.
Nad tym również wiele myślałem.
Już dokładnie nie pamiętam, tutaj na forum znalazłem tytuł lub link do audiobooka do posłuchania na yt, książki autorstwa Melody Beattie "Koniec współuzależnienia". Dla mnie poznawanie treści poruszanych w tej książce okazały się strzałem w dziesiątkę, poczułem się tak, jakby ktoś wyjaśniał mnie i moje doznania wobec bólu i cierpienia, którego doświadczałem na skutek wydarzeń związanych ze zdradą i odrzuceniem ze strony żony. Dla mnie był to przełomowy moment w poszukiwaniu działań, które mógłbym podjąć wobec tego kryzysu. (Gwoli wyjaśnienia - nie ma już tej książki w formie audiobooka na yt, można ją jednak spokojnie znaleźć w innej formie).

Dzięki tej książce, doszedłem do najważniejszego wniosku, że w kryzysie jedynie ja mogę zatroszczyć się o siebie, a już na pewno nie moja żona.

Działania, które zaraz w punktach wymienię, są w zdecydowanej większości "żywcem" wyjęte z tej książki i w większości stanowią tytuły rozdziałów jej drugiej części. Zgodnie z tytułem tej części, są sposobem na to, jak można w tak ciężkich chwilach doświadczanego bólu i straty zająć się sobą i zatroszczyć się o samego siebie.

Uświadomiłem sobie, że można zająć się tymi działaniami:
1) przylgnąć do Pana Boga, pogłębiać relację z Nim, Tatą, który jest ze mną zawsze i w każdej sytuacji.
2) oderwać się - odciąć się od problemu lub osoby w wersji idealnej w duchu miłości. Oderwać się na poziomie intelektualnym, emocjonalnym i niekiedy fizycznym, oprzeć oderwanie się na przesłankach: każdy odpowiada sam za siebie, nie potrafię rozwiązać problemów innych, biorę odpowiedzialność jedynie za siebie.
3) stawać się silnym czyli stawać się władcą... samego siebie, żeby nie miotał mną każdy podmuch wiatru.
4) uwolnić się od prób zmiany drugiej osoby, nauczyć się, że nie ma żadnego znaczenia, czy mógłbym pomóc drugiej osobie, gdyby mnie słuchała, gdybym miał na nią wpływ.
5) wyjść z roli ofiary. W psychologii jest takie pojęcie, jak trójkąt dramatyczny: wybawca, kat, ofiara. Przyjrzeć się, czy w taki trójkąt nie "gramy" w naszej relacji małżeńskiej.
6) uniezależnić się od potrzeby bycia kochanym przez drugą osobę, żeby nie wmawiać sobie, że bez drugiej osoby nie jestem w stanie żyć.
7) żyć własnym życiem.
8) zakochać się w sobie.
9) nauczyć się sztuki akceptacji rzeczywistości, taką, jaka ona jest.
10) nauczyć się komunikacji z samym sobą, dotrzeć do swoich uczuć, nauczyć się czuć, co czuję.
11) nauczyć się czym jest złość, dawać sobie prawo do odczuwania złości, nauczyć się to uczucie "analizować" i nauczyć się zajmować złością.
12) zaufać sobie, zdać sobie sprawę, że potrafię myśleć.
13) ustanowić swoje własne cele.
14) pracować nad porozumiewaniem się.

Jeśli jesteście zainteresowani rozwinięciem tych punktów, to serdecznie zachęcam wszystkich do zdobycia książki i do jej lektury, przynajmniej jej drugiej części.
Wg mnie naprawdę warto, może znajdzie się ktoś, komu ta książka pomoże, nakreśli kierunki do pracy nad sobą, tak, jak mi.
**********
Majster pisze: 16 gru 2025, 23:01 Dlaczego Bóg łączy ludzi, którzy sie krzywdzą... ona też krzywdę, wyrządza
Czy aby na pewno Bóg łączy ludzi?...
Czy mamy wolną wolę i to my dokonujemy wyboru, w tym przypadku współmałżonka, czy to jest nasza odpowiedzialność, czy Boga? Czy sakrament małżeństwa jest ślubowaniem drugiej osobie i prośbą do Boga, aby nam w tym ślubowaniu dopomógł?

***********
Ruta pisze: 19 gru 2025, 13:23 Miałam podobnie obserwacje w napięciach z mężem. Lista Zerty zawiera takich więcej, nie trzeba wyważać otwartych drzwi, z serca polecam.
Również, za Rutą, z serca polecam. Tutaj masz wątek o rozważaniach na temat Listy i jej genezie, może również ci się przyda.
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Ruta »

Majster, ja to odbieram tak, że szukasz choćby cienia nadziei, że żona wróci.

Usłyszałam kiedyś takie kazanie, wstrząsnęło mną mocno. Było o wychodzeniu z Egiptu. Niby szli do nowej ziemi. Ale jak po drodze zrobiło się trudniej, no bo pustynia, bo codziennie do jedzenia ta sama manna, bo wędrówka, to zrobili bunt. Bo w Egipcie było lepiej, były pełne michy i mięso. I po co było z tego Egiptu wychodzić... Dla jakiejś mrzonki, do której trudno się dostać i nie wiadomo, czy istnieje, a droga tam długa i kręta.

Ksiądz mocno powiedział: takie trzymanie się przeszłości, to jak trzymanie w objęciach trupa. Koniec końców do ziemi obiecanej weszli dopiero, gdy wymarło całe pokolenie pamiętające Egipt.

To mi uświadomiło, że ja też się wciąż jeszcze tej przeszłości łapię. Żeby wrócił. Przeszłość to Egipt. Może i michy były pełne, ale byliśmy niewolnikami. Dla mnie to, "żeby wrócił" oznaczało, że: będę się czuła bezpiecznie, mąż mnie będzie kochał, nie będę sama, będzie mi łatwiej. Czyli, że mentalnie, na najgłębszym poziomie wejdę znowu w postawę dziecka, które odzyskało rodzica i może od nowa zabiegać o jego miłość. Czyli niewolnictwo od nowa.

Jestem zaproszona do nowej ziemi, dostatniej, gdzie będę wolna i będę dorosła. Droga jest przez pustynię - kręta i trudna.

Co wróci, jeśli żona wróci? Czego się trzymasz?
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Ruta »

Jak tam u ciebie? Jak zapowiadają się święta?

To czas kiedy warto o siebie zadbać szczególnie, wiele emocji się pojawia, łatwo wpaść w stare schematy i szukać ukojenia w alkoholu.

Trzymasz się?
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Ruta pisze: 21 gru 2025, 15:31 Jak tam u ciebie? Jak zapowiadają się święta?

To czas kiedy warto o siebie zadbać szczególnie, wiele emocji się pojawia, łatwo wpaść w stare schematy i szukać ukojenia w alkoholu.

Trzymasz się?

Ruta...
Jest kanał - jedyny zwrot jaki mnie definiuje...
Na 99% będę sam 24 grudnia - PIERWSZY raz w życiu będę sam w ten dzień...
Na kazaniu w kościele od księdza celebransa usłyszałem: "... Bóg dał nam kolejny rok życia, co ten kolejny adwent wniósł w twoim życiu, może coś osiągnołeś, wzniosłeś się na wyżyny, a może sięgnęłeś, dotknąłeś dna..." miałem wrażenie że do mnie mówi.
Jak myślisz co bym odpowiedział...?
Majster
Posty: 117
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Ruta pisze: 20 gru 2025, 8:48 Majster, ja to odbieram tak, że szukasz choćby cienia nadziei, że żona wróci.

Usłyszałam kiedyś takie kazanie, wstrząsnęło mną mocno. Było o wychodzeniu z Egiptu. Niby szli do nowej ziemi. Ale jak po drodze zrobiło się trudniej, no bo pustynia, bo codziennie do jedzenia ta sama manna, bo wędrówka, to zrobili bunt. Bo w Egipcie było lepiej, były pełne michy i mięso. I po co było z tego Egiptu wychodzić... Dla jakiejś mrzonki, do której trudno się dostać i nie wiadomo, czy istnieje, a droga tam długa i kręta.

Ksiądz mocno powiedział: takie trzymanie się przeszłości, to jak trzymanie w objęciach trupa. Koniec końców do ziemi obiecanej weszli dopiero, gdy wymarło całe pokolenie pamiętające Egipt.

To mi uświadomiło, że ja też się wciąż jeszcze tej przeszłości łapię. Żeby wrócił. Przeszłość to Egipt. Może i michy były pełne, ale byliśmy niewolnikami. Dla mnie to, "żeby wrócił" oznaczało, że: będę się czuła bezpiecznie, mąż mnie będzie kochał, nie będę sama, będzie mi łatwiej. Czyli, że mentalnie, na najgłębszym poziomie wejdę znowu w postawę dziecka, które odzyskało rodzica i może od nowa zabiegać o jego miłość. Czyli niewolnictwo od nowa.

Jestem zaproszona do nowej ziemi, dostatniej, gdzie będę wolna i będę dorosła. Droga jest przez pustynię - kręta i trudna.

Co wróci, jeśli żona wróci? Czego się trzymasz?

Wiesz,
Tak chcę, żeby zona wróciła do wspólnego naszego życia, tylko... nie na poprzednich zasadach - taki CHCĘ prezent na Święta
Poprzednie zasady życia się skończyły - tego jestem jak najbardziej świadomy
ODPOWIEDZ