Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Gotowana żaba »

Solaris pisze: 03 lis 2025, 20:28 Cierpię Żabo. Bardzo. Cierpię tak mocno, ze zrobiłam z siebie straszną osobę, wiem o tym. Jestem coraz gorsza dla siebie i dla innych. Jestem jak dynamit, wystarczy podpalić i jest jazda. Jak tak teraz o tym pomyślałam, to potrafię zrobić dramę z byle czego. Kiedyś by mnie cos nie obeszło nawet, teraz afera. Jestem strasznie niecierpliwa i rozdrażniona.
Nie jestem w ogóle zdziwiona tym co piszesz, w gruncie rzeczy dla mnie to całkiem naturalne przez co teraz przechodzisz.

Mi pomogła świadomość pewnych zależności. Gdy byłam zmęczona dziećmi, praca, ciągłym byciem głównym rodzicem, ucieczkami męża od problemow, napięta sytuacja w domu (moja terapeutka twierdzi że nadal trwa w nim stan wojny), odreagowywaniem kryzysu małżeńskiego przez dzieci, byłam wyczerpana fizycznie i emocjonalnie. Dodatkowo bezsenność i analiza w głowie tysiąca sytuacji co mogłam zrobić, a czego nie zrobiłam, a jakby było gdyby, doprowadzała mnie do jakiegoś błędnego koła. To wszystko doprowadziło do mojego kryzysu wewnętrznego i załamania. I wtedy właśnie, w tym okresie, najmniejsza rzecz wyprowadzała mnie z równowagi w sekundę. Dlaczego? Ponieważ nie mialam już żadnych zasobów z których mogłabym czerpać. Nic nie zostało.

Gdy jesteśmy w głębokim kryzysie, nasz organizm wpada w tryb "walcz i uciekaj" albo "broń się". Długo tak nie da się pociągnąć. To coś jak stan permanentnego stresu, tylko w przypadku stresujących sytuacji, po ich rozwiązaniu, poziom stresu naturalnie opada. W przypadku takich kryzysów ten poziom nie opada bo problemy tylko się pietrza a rozwiązań brak. Więc ten poziom stresu się nie resetuje.
W końcu mój organizm się wyczerpał. To naturalna konsekwencją takiego stresu. Mi siadło zdrowie. Bo nie dałam rady jeść z tych nerwów.

Mi pomogło jak w końcu przestałam się katować i odpuściłam. Pozwoliłam swojemu mężowi robić to, co chce. Przestałam brać odpowiedzialność za jego zachowanie. I zaczęłam zastanawiać się nad tym, co teraz JA zrobię, w odpowiedzi na to wszystko. Pozwoliłam również wybaczyć sobie, że w tamtym czasie nie potrafiłam inaczej reagować i się zachowywać. Nie jestem z tego dumna.

Czuje teraz pustkę, żal za tym, co mogłoby być, ale też w końcu spokój. Pozwoliłam mężowi robić co chce. I teraz patrzę, jak te zachowania na mnie wpływają. Dlaczego się denerwuje. Co mi przeszkadza. Czego się boje.
Odłożyłam również w czasie wszystkie "wielkie decyzje" na czas, gdy osiągnę względny spokój i dotrę do miejsca, w którym będę wiedziała czego potrzebuje, ile mogę znieść i ile dam radę poświęcić by trwać w małżeństwie zgodnie z tym co przysięgałam.
Na razie nie jest to dobry czas na decyzje dla mnie.

Być może moja historia będzie przestrogą dla ciebie, bo ja nie zadbałam o siebie na czas i mój organizm powiedział w końcu stop.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Moj organizm niestety juz zaczyna wysiadać. Też nie mogę jeść, i juz mam anemię. Dawno nie mialam tak slabych wyników. Nawet w ciazy nie mialam anemii. Czekam na inne wyniki badań. Żyję w ciągłym stresie, no moja historia jest kopią Twojej.

Ja juz przestałam prosic męża aby wrócił na jakieś tory. Chodzi gdzie chce, do kogo chce, wraca kiedy chce, i ma masę tajemnic, które odkrywam albo i nie. Zgodnie z tym, czego juz sie tu nauczylam- nie zmienię go. To on sam musi pracować nad sobą, jeśli tylko zechce. Czy chce-tego nie wiem. Depresja nie pomaga, ale tez mam wątpliwości czy w ogole leki bierze.

Ja mogę sobie pomoc w jeden sposób- stając na nogi. Na własne nogi. Nie wiem tylko jak. Moze ta separacja dałaby mu do myślenia, a mnie zapewnila chwilę świętego spokoju. Obawiam sie jednak, ze to juz będzie decyzja ostateczna, bo ucierpi jego duma. I nie będzie odwrotu.

Bolesne jest, ze zostałam sama, bo oczekiwałam od tych, do których zwracałam sie o pomoc jakiejkolwiek reakcji. To sa fachowcy, nie osoby przypadkowe- które mnie zapewnialy i o modlitwie i o możliwości takiego wygadania sie, bo tego mi akurat było potrzeba. Mialam walić jak w dym, a jak potrzebowalam, to odbiłam sie od ściany. No trudno, musze poradzić sobie sama.

Ściskam i przytulam Ciebie, podziwiam za te siłę. I za każde zdanie dziękuję.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Po lekturze wielu wątków na forum powiedziałbym, że można się było tego spodziewać.
Wiesz, ja wiedziałam za kogo wychodzę za mąż, zdawałam sobie sprawę z trudnego dzieciństwa narzeczonego, to sie tez działo na moich oczach. Przez wiele lat byl totalnym przeciwieństwem swojego ojca, wzorowym, czułym i kochającym mężem. On zawsze powtarzał, ze nie chce byc taki, jak jego stary. I niestety- dokladnie taki sie stał.

Brałam pod uwagę, ze pewne rzeczy mogą sie odbić czkawką, ale ze cos takiego przytrafi sie akurat nam? Byliśmy taką wzorcową parą przez tyle lat. Jak sie dowiedziałam o Kowalskiej, nie mogłam uwierzyć, pomimo dowodów czarno na białym. Dlaczego mój mąż poszedł droga, od której chciał uciec przez całe życie? Nie wiem. Jak patrzę na los teściowej, to raczej nie mam szans na to, ze mąż sie nawróci. Ona sie rozwiodła i żyje sama. A ja walczę z wiatrakami.
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 14937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Nirwanna »

Solaris, ja tak w kwestii formalnej - kowalskich piszemy z małej litery, dla odróżnienia od osób, które noszą to nazwisko.
Pozdrawiam :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

A, no mam nawyk grzecznościowy, i slownik tez poprawia 🙈🙂będę pilnowac, dzieki👍
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2139
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: ozeasz »

Solaris pisze: 03 lis 2025, 21:31 Pytasz Ozeaszu do czego brak mi odwagi. To proste-do rewolucji w życiu.
Ja byłem i nadal częściowo jestem osobą z zachowawczym sposobem na życie, i to jest coś co utrudnia mi nieraz funkcjonowanie, choć zdarza się, że taki tryb ma swoje korzyści. Kiedy jednak dynamika życia przyspiesza to jest to ściana o którą łatwo się rozbić. Tyle razy słyszałem że: "jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana", trudno mi to było "zobaczyć" na własne oczy aż przyszedł czas kiedy "zatrybiłem" dzięki Bogu.

Też jakimś przełomem w moim myśleniu stał się usłyszany cytat, nie wiem kto jest autorem: "kiedy czegoś nie da się zrobić trzeba tam posłać kogoś kto o tym nie wie", który wskazał i potwierdził moje przeczucia, że wiele blokad mentalnych ma źródło nie w rzeczywistości a w moim umyśle, który czerpie z moich osobistych doświadczeń traum, lęków, przekonań ect.

Umiejętność przyjmowania tego co niesie życie jest na dzień dzisiejszy dla mnie pewnego rodzaju bogactwem, budzić się każdego dnia z nastawieniem, że dzisiaj jest nowy dzień, nowe spojrzenie, bez ciężaru "wczorajszych doświadczeń", to taka odmiana konsekwencji stosowania nakazu: "niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce", nowa szansa na nowy rodzaj relacji, odkrywanie Boga, siebie i innych "na nowo", dla mnie to coś co zmieniło moje życie o 180 stopni.

Okazuje się, że życie które niesie trud, może paradoksalnie stać się pewnego rodzaju przygodą pełną niespodzianek, przynajmniej ja mam na dzień dzisiejszy taką percepcję.

Moim bohaterem biblijnym, jednym z ważniejszych w kontekście przeżywanych doświadczeń i przeciwności jest Józef syn Jakuba/Izraela, to jak własne doświadczenia potrafił on z pomocą Boga przekuć w zwycięstwo, jest dla mnie do dzisiaj niesamowite.

Dla mnie Słowo Boże to niewyczerpane źródło bogactwa, zachęcam do zaprzyjaźnienia się z Nim i jak to w "Kręgu Biblijnym" Romana Brandstaettera autor dzieli się z czytelnikiem, w takiej relacji Słowo Boże czyta nas nie odwrotnie, Ono wpisuje się w historię mojego, naszego życia.

Taki cytat który myślę wpisuje się w ten temat który opisywałem odnosząc się do Twojego cytatu:

"Biblia jest żywiołem bez dna i granic. Nikt z badaczy, teologów, uczonych i pisarzy nie dotarł do najgłębszych jej źródeł. Dlatego nie zrażaj się, jeżeli w Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od ciebie również nie rozumieli wszystkiego. Ale bądź zawsze przygotowany na nieprzewidziane odkrycia i znaleziska, które podczas poprzednich lektur wymknęły się twojej uwadze. Biblia jest podobna do Boga. Nie pozwala, by ją poznawano i zgłębiano do samego dna. Nie bój się. Nie musisz rozumieć. Biblię wystarczy kochać i czytać. Resztę swoim słowem zrobi Bóg”.
"Krąg Biblijny" Roman Brandstaetter.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2139
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: ozeasz »

Solaris pisze: 04 lis 2025, 1:15
Bolesne jest, ze zostałam sama, bo oczekiwałam od tych, do których zwracałam sie o pomoc jakiejkolwiek reakcji. To sa fachowcy, nie osoby przypadkowe- które mnie zapewnialy i o modlitwie i o możliwości takiego wygadania sie, bo tego mi akurat było potrzeba. Mialam walić jak w dym, a jak potrzebowalam, to odbiłam sie od ściany. No trudno, musze poradzić sobie sama.
Tak to bardzo trudna rzeczywistość która nieraz prowadzi do "śmierci" wszelkich znanych dotąd przekonań. Mogę tylko ze swojej strony powiedzieć, że kiedy w takiej sytuacji "otwarłem" się na Boga, na każdy dzień, bez względu jaki trudny nie był, okazało się, że to obecne życie w Chrystusie jest życiem w pełni i nie zamieniłbym go na to wcześniejsze. Niestety(albo stety) każdy z nas ma swoje prywatne Getsemani, kiedy jednak z serca wypowiedziałem jak Jezus, "nie moja lecz Twoja wola niech się stanie", doświadczyłem w swoim życiu przemiany za którą jestem Bogu wdzięczny.

Solaris nie jesteś sama, wystarczy tak w przenośni "podnieść głowę i rozejrzeć się" a okaże się, że ten świat który zobaczysz na nowo jest prawdziwy i pełen ludzi którzy mogą Ci towarzyszyć, choć tak do końca bliskość, taką związaną z intymnością, z własnego doświadczenia, mogę mieć tylko z Bogiem który mnie zna na wylot.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Znowu mam mętlik w głowie. Z jednej strony chciałabym trwać w małżeństwie i o nie walczyć. Z drugiej- marze o świętym spokoju, czyli bez męża. Wczoraj wyszedł z domu, pytam, gdzie idzie- tu i tu. Pytam, dlaczego nie powiedział wczesniej . W odpowiedzi slysze-bo nie chce słyszeć twojego gadania. Od lat proszę, zeby mnie tak nie zaskakiwał. Na próżno.
Jest skonfliktowany z córką. A ja mam dość słuchania od niego, jaka corka jest zła, a od córki, ze ojciec jest taki i taki. Powiedziałam juz jakiś czas temu, ze nie będę nawet próbować ich godzić. Mam wybierać między nim a dzieckiem? Za chwilę tak to sie skończy. Córka znowu zamieszkała z facetem. Nie akceptujemy tego, glownie z powodow religijnych, choć wiadomo, ze to jej życie i jej decyzja. Straciła pracę, wciaz studiuje, jest teraz na naszym utrzymaniu. Mąż uważa ze skoro jest taka dorosła, niech utrzymuje sie sama. Mnie jest strasznie przykro słuchać tego wszystkiego. Czuję, jak mocno corka sie oddala. I czuje sie jak w potrzasku, z którego nie umiem wyjść. To prawda, nie traktuje nas dobrze, dużo sie ostatnio kłócimy, glownie o to, jak sie do mnie odnosi. Boje sie, ze trafila na kolejnego toksyka, ktory nia owladnął. Przeszkadzam mężowi, przeszkadzam córce. Wszyscy ładują we mnie, mam juz dosc😪 czy tu jest jeszcze cokolwiek do uratowania? 4 długie lata. 4 lata łez, koszmaru, awantur. Czasem myślę, ze tracę tylko czas. Ale wciaz nie potrafię zrobić kolejnego kroku.
Sedum
Posty: 44
Rejestracja: 31 sty 2022, 20:40
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Sedum »

Wiesz Solaris, ja tym dzieciom, które już są dorosłe z góry zapowiadam, że chociaż same decydują o swoim życiu, to ja decyduję o sobie tzn. o tym do czego ręki nie przyłożę. To tak na wszelki wypadek jakby wpadły na taki pomysł - to przynajmniej niech pokalkulują, że ode mnie nie dostaną na takie życie środków. A kłótnie są bezproduktywne 🌞
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Mąż obraził córkę, strasznymi słowami. Generalnie, mówi co chce i do kogo chce, nie zważając na uczucia innych, on musi powiedzieć, bo skoro ma cos do powiedzenia, no to musi powiedzieć. Nie patrząc na uczucia, na konsekwencje. On powiedział i tyle. A słowa ranią i to bardzo. Zastanawiam sie, czy ona po takiej akcji w ogole jeszcze kiedykolwiek przyjedzie do tak zwanego domu.
Mam wiec toksyka, który niszczy wszystko po kolei. Najpierw zniszczył rodzinę, potem mnie, teraz córkę. I fala niszcząca rozlewa sie coraz dalej i dalej.
A w domu uczynny, uśmiechnięty, zadowolony. Niby sie troszczy, pyta jak sie czuję, czy mi kawki zaparzyć? No jakas schizofrenia...

A ja to wszystko wiem, i wciaz nie umiem odejść. Czy jest jakieś racjonalne wytłumaczenie takiego zachowania?
Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Ruta »

Solaris, pytasz, czy jest jakiś powód, że wszystko wiesz, a nie umiesz odejść? Jest. Nawet kilka. Pierwszy to współuzależnienie, drugi lękowy styl przywiązania, trzeci wyuczona bezradność, czwarty depresja, piąty brak samodzielności finansowej, szósty lęk przed zmianami, siódmy własne nałogi i nieuporządkowania, ósmy zaburzenia lękowe, dziewiąty fałszywe przekonanie, że w małzeństwie trzeba znosić przemoc. Odpowiednie wybierz - i z tym pracuj. W terapii, na grupie wsparcia, gdziekolwiek.

Jeśli jest przemoc - nie chodzi o to, by odejść, tylko o to, żeby się na początke odizolować skutecznie od sprawcy przemocy. Czy doświadczasz przemocy? Czy potrzebujesz się odizolować?

Bardzo długo obwiniałam za wszystko mojego męża, nie potrafiąc dostrzec swojej odpowiedzialności. Moja odpowiedzialność polegała głównie na tym, że nic że sobą nie robiłam, tylko czekałam aż mąż się zmieni. No i się z czasem zmienił - na gorsze. Do nałogów doszła kochanka, do agresji przemoc.

Kiedy już jednak dostrzegłam, że mam w tym wszystkim jakąś odpowiedzialność, moje życie zaczęło się zmieniać. Na lepsze. Bo kiedy to ja odpowiadam za siebie, to nie odpowiadają za mnie inni. To ja decyduję. Sprawczość jest bardzo przyjemna. Mogę wtedy sporo. Wszystkiego nie, ale jednak dużo.

Myślałaś o jakiejś terapii? A może grupa wsparcia, są za darmo i wszędzie. Nawet jeśli twój mąż nie ma żadnych widocznych nałogów, to w twojej postawie, tak jak ją opisujesz, jest wiele cech osoby współuzależnionej. Możesz pochodzić na Al-anon, zobaczyć, czy coś zasłyszanego pomoże ci ruszyć z miejsca. Twój mąż jest z domu alkoholowego, więc mierzysz się po części z problemem skutków picia alkoholu w rodzinie. Może coś zaskoczy. Jak nie chcesz na żywo, są też spotkania on-line. A może chociaż grupa parafialna? Może zapisz się na warsztat 12 kroków? Solaris, kup chociaż los. Cokolwiek zrób.
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 14937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Nirwanna »

Ruta pisze: 04 gru 2025, 0:37 Solaris, kup chociaż los. Cokolwiek zrób.
Solaris, jednak nie kupuj losa ;-) Statystycznie rzecz biorąc zysku nie przyniesie. Ani poprawy nastroju.

Co nie zmienia faktu, że zafiksowałaś się na tym, że nie jesteś w stanie odejść, i dlaczegóż tak jest.
Tylko... zafiksowanie się na własnym braku to błędne koło, kręcisz się w nim już bardzo długo, prawda?
Może jednak lepiej uznać, że:
- nie jestem w stanie odejść,
- ani inaczej spowodować separacji,
- dziś tak mam,
- nieważne dlaczego,
- skupię się na tym, co dziś poprawia mój dobrostan, choć o milimetr.
- postanawiam nie skupiać się ani na swoich brakach, ani na mężu,
- w to miejsce modlę się za siebie i o potrzebne łaski dla siebie.
Warto powtarzać to sobie nawet kilkadziesiąt razy dziennie.

Solaris, zastosuj to uczciwie przez tydzień. I po tygodniu powiedz, co się zadziało.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Ruta »

Ruta pisze: 04 gru 2025, 0:37 Solaris, kup chociaż los. Cokolwiek zrób.
Poprawiam się: "kup chociaż los". Nie zachęcam do hazardu, ani wiary w to, że jeden szczęliwy los odmieni życie. To powoedzonko z żartu o tym jak Kowalski (ten prawdziwy, z dużej litery) siedział w codziennie w Kościele i błagał Boga o zmiany w życiu oraz oskarżał Go coraz bardziej, że nie słucha, nic nie zmienia, nie pomaga. Któregoś dnia, gdy wyszedł z Kościoła, Bóg wychylił się zza chmury i zatroskany powiedział: Kowalski, proszę, daj mi jakąkolwiek szansę, kup chociaż los...

"Kup los" w tym kontekście - podejmij jakieś działanie. Cokolwiek będzie lepsze niż nic.

Podobne przesłanie ma historyjka o psie, co leżał na gwoździu i skamlał i użalał się, bo gwóźdź go uwierał...

Solaris, co możesz zrobić, tak na dziś? Na spacer pójść? Kupić sobie dużą kawę i torcik czekoladowy do kompletu? Do kina pójść? Jakiś pierwszy mały krok, inaczej niż dotąd. Potem są kolejne.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Znam ten dowcip, nieco inaczej, ale sens ten sam, wiem, o co chodzi, tak tez odczytałam.

Myślę, ze wbrew pozorom sporo dla siebie robię, a na pewno wiecej niz kiedyś. Wyszłam z roli matki-Polki. Byłam na cudownych wakacjach, nie planowanych, i dzieku temu wspaniałych. Tam byłam usmiechnieta I szczęśliwa, moje dziecko tez. Teraz planuję kolejny wyjazd, za 4 miesiące. Chcę gdzieś iść, to idę, chcę kupic-kupuję. Mam mało czasu dla siebie, dużo pracuję. Stołek tego wymaga. Ale niestety- z procesu użalania sie nad sobą nie wyszłam, jestem tego świadoma. Myślę, ze tu obecność męża bardzo mi przeszkadza, bo jak go widzę, szczególnie z telefonem w rece-to wszystko wraca. Nie panuję nad tym.
Jestemy na terapii dla par, jest to męczące i obciazające dla mnie. Próbowałam terapii indywidualnej, ale sie poparzyłam parę razy, i nie probowalam wiecej.
Tak, moj mąż jest DDA. Mówiąc szczerze, dużo teraz tego syfu wyłazi, na terapii również. Znam temat, wiele lat byłam edukatorem, wlasnie z powodu przeszlosci męża, znam bardzo dobrze program 12 kroków, modlitwa o pogodę ducha towarzyszyła mi wiele lat. Tylko forma byla inna, bo kiedyś to ja pomagałam innym. Teraz sama wymagam pomocy.
Tak, bardzo długo to juz trwa. Powoli tracę rachubę. Ale juz liczę przeciez w latach, nie miesiącach, i to jest straszne. Mam wrażenie, ze poza nabyta pewną świadomością nie ruszyłam z miejsca. Nie wiem, czemu, moze dlatego właśnie ze walczyłam za siebie i za męża, a on chyba wcale tego nie chce. A ja sie po prostu wypaliłam.
Grupy wsparcia stacjonarne odpadają. Prowincja ma swoje prawa, a ja jestem zbyt mocno kojarzona zeby sie na to decydować. I znowu klasyk-falszywy wstyd. Ile ja razy o tym mowilam. Teraz sama fałszywie sie wstydzę. Ale myślę, ze z balastem u boku niestety nie dam rady z tego wyjść. Gdybym mogła, juz by sie to stało, a nic takiego sie nie dzieje. Czy mam rację?. Nie wiem. Bo moze byc tak, ze bedzie jeszcze gorzej po rozstaniu, i wcale to nie bedzie panaceum. Z drugiej strony-odwrotu nie bedzie. I chyba to mnie tak mocno trzyma.
Na brak decyzyjnosci nie narzekam. Decyduje sama o sobie od dawna, a od niedawna malo mnie obchodzi, co o tym sądzi moje otoczenie- z dziećmi włącznie. Tak, to przyjemne🙂 natomiast- niestety, nauczylam sie zyc sama. A to nie jest fajne, jesli sie chce ratować związek, bo powinniśmy jednak współpracować. Tego nie ma, wiec ja przestałam sie juz starać.
Solaris
Posty: 152
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Ruta pisze: 04 gru 2025, 0:37 Solaris, pytasz, czy jest jakiś powód, że wszystko wiesz, a nie umiesz odejść? Jest. Nawet kilka. Pierwszy to współuzależnienie, drugi lękowy styl przywiązania, trzeci wyuczona bezradność, czwarty depresja, piąty brak samodzielności finansowej, szósty lęk przed zmianami, siódmy własne nałogi i nieuporządkowania, ósmy zaburzenia lękowe, dziewiąty fałszywe przekonanie, że w małzeństwie trzeba znosić przemoc. Odpowiednie wybierz - i z tym pracuj. W terapii, na grupie wsparcia, gdziekolwiek.
Bardzo ciekawe i mądre słowa. Co do mnie pasuje?. Wspoluzaleznienie, uzależnienie emocjonalne, chęć powrotu do tego co bylo /choć wiem ze to niemozliwe/ możliwe ze depresja, na pewno lęk przed zmianami. To jest duży lęk. Byłam ofiarą przemocy-nie fizycznej. Psychicznej. Z tego tez trudno wyjść.

Odpada na pewno kwestia przekonania ze trzeba znosić przemoc-to na pewno nie. Podobnie jak kwestie religijne. Oczywiście, znam wagę sakramentu i uważam go za nierozwiazywalny. Odejść nie grzech, grzech wejść w kolejny związek, i tego na pewno nie zrobię.
Do rozważenia kwestie finansowe, utrzymam sie sama, ale wiadomo, poziom życia spadnie. Nie odłożę na wakacje za granicą, ale głodem przemierać nie będziemy. Niemniej, moze byc trudno, przy dwójce studiujacych, bo to juz coraz bliższa perspektywa. Możliwe ze trzeba bedzie sie przeprowadzic- to juz tez rewolucja. Tak analizując, sporo tych przeszkód.
ODPOWIEDZ