Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Dzien dobry. Zakładam nowy wątek, bo w starym zastanawialam sie, co robic ze sobą i swoim życiem, także małżeńskim. Teraz niestety juz nie bardzo mam wyjście, jesten upokorzona kolejną zdradą męża i to juz jest dla mnie za dużo.

Jestesmy-a raczej byliśmy- długoletnim związkiem, z ponad 30-letnim stażem. Jak doszło do jego rozpadu-nie chcę tu offtopować. Po pierwszej zdradzie- można powiedzieć-wybaczyłam i dałam drugą szansę. Poszlismy na terapię, która niestety jak sie okazało- niewiele dała. Jakos zylismy, mając za towarzyszkę nie tylko tę kowalską, ale i depresję męża, wciąż leczoną zresztą. Minęło 3 lata, mąż deklarował, ze to skończone, ale generalnie-poprawy spektakularnej brak. Za to pojawiła się na horyzoncie druga kowalska...podejrzewałam to od ok pół roku, teraz mam pewność.

Rozmawialam kiedys o tym z mężem, zwracalam uwage, ze mi sie to nie podoba, ze to za bliski kontakt, no oczywiscie nie mam racji i przesadzam jak zawsze. Postawilam jasne granice, mąż miał to gdzieś. Stwierdzilam, ze juz nie moge tak dluzej się upadlać i chcę zakonczyc to małżeństwo, i pozbyc się osoby, z którą byłam od gówniarza, którą kochałam nad wszystko. Wiele lat bylismy bardzo szczesliwi. Jak do tego wszystkiego doszło i jaki czort męża opętał? Do dzis sie zastanawiam.

Fakty są jakie są, ja jestem juz bardzo zmęczona. Ale mimo to tak naprawde nie chce byc sama. Wiem, ze mąż jest obecny tylko ciałem. Ale jest. Łączy nas sakrament, z którego powagi zdaję sobie sprawę. Nie chcę rozwodu, ale nie mam wyboru. Nie moge tak dalej zyc, poswiecilam 3 długie i trudne lata na ratowanie i męża, i związku. Moze i więcej było tych lat... ale te 3 ostatnie były naprawde straszne. I jak juz mialam nadzieję, ze cos moze z tego byc-no to dostałam w pakiecie drugą kowalską. Maz jest bardzo tajemniczy, znika Bog wie, gdzie, telefon to całe jego życie. Jednoczesnie wraca do domu, ma gdzie spac i co jesc, a na łeb mu nie kapie, bo jest dach nad głową. Wszystko mi sie znowu układa w jakąs całosc. Juz kiedys przez to przechodziłam...

Niby decyzja podjęta, ale boję się bardzo. Samotnosci przede wszystkim. Dzieci są juz dorosłe, starsze juz w swiecie, młodsze tez zaraz pojdzie w swiat. A ja zostanę całkiem sama, bez możliwosci wejscia w nową relację. Zresztą, kto by chciał starszą panią po 50-tce, z nadwagą, chomikami na twarzy, obwisłym po porodach brzuchem, i ze zranionym do granic możliwości sercem...

Boję się bardzo, targają mną sprzecznosci. Z jednej strony nie chce tego rozwodu, z drugiej- jak mam dalej zyc w takim ukladzie? Jak sobie poradzę finansowo z utrzymaniem w przyszłości siebie i dwojki studjujących dzieci? Alimenty nie wystarczą, jednak co dwie pensje to nie jedna z alimentani. Tak niedawno myslalam, ze fajnie bedzie- kolejny etap w zyciu, dzieci odchowane, a my bedziemy mogli pójsc spokojnie na piwo czy isc potanczyć. Teraz jak widze takie pary w moim wieku na tym przysłowiowym piwie, to mnie skręca z zazdrości i smutku. Nie będę tego miała. Będę zupelnie sama. Boję się bardzo tej samotności. Mieszkam na prowincji w tej chwili, tu nie ma miliona mozliwości. Jestem introwertykiem, z bagażem dyrektorowania, nie mam wielu znajomych. Większoscią z nich zarządzam. Zostanę całkiem sama. I nie widzę kompletnie przyszłości. Żadnej.

Nie pytam-co robic. Pytam-jak żyć. I czy to w ogóle jest możliwe. Dziękuję za wysłuchanie.
Lawendowa
Posty: 8906
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Lawendowa »

Poprzedni wątek jest tutaj:
viewtopic.php?t=6607
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 15080
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Nirwanna »

Witaj, Solaris,
Zderzenie z rzeczywistością zdrady, tym bardziej kolejny raz, jest bardzo trudne. Rozumiem Cię i przytulam.
Jednocześnie wrzucę dwie sugestie, które może trochę odpowiedzą na Twoje pytanie "jak żyć".

Po pierwsze - rozważ dogłębnie i uczciwie po co Ci rozwód? Co da Ci rozwód, a nie da Ci separacja? Zwłaszcza, że osoba rozwiedziona "na legalu" może zawrzeć kolejny związek cywilny, a osoba w separacji - nie może. A słyszę, że kwestia sakramentalności małżeństwa ma dla Ciebie znaczenie.

Po drugie - sakramentalność małżeństwa to nie tylko obowiązki, które każde z nas podjęło przysięgając podczas zawierania sakramentu. Sakramentalność małżeństwa to też łaski Pana Boga, które towarzyszą małżonkom, z których mogę korzystać i o które mam prawo prosić. Niezależnie od tego, czy mąż mieszka ze mną pod jednym dachem czy nie. Czyli - mam prawo prosić Pana Boga o łaski w życiu i do życia, które zmieni się po postawieniu granic zdradzie męża. Mam prawo modlić się o pomysły i Jego wsparcie w mojej codzienności. I gwarantuję - że On odpowiada na takie prośby.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Wiesz, tak naprawdę nie bardzo mnie obchodzi to, czy mąż wejdzie w nowy związek czy nie. Myslalam o rozwodzie a nie separacji, żeby miec to za sobą, odciąć tępym nożem , załatwic sprawy majątkowe i po prostu nie robic sobie wiecej nadziei ani nie żyć złudzeniami. Zmienic nazwisko i zacząć od zera. Bez rozwodu nie pozbędę się męża z mieszkania. A takiego czegos bym nie zniosła. Mieszkac razen po czyms takim ? Nie wyobrazam sobie. Nie pogodzimy tez spraw finansowych takich jak oplaty czy kasa na zycie.

Dla Boga zawsze będę żoną mojego męża. W moim poczuciu to wystarczy. A jak mąż bedzie chciał wejsc w nowy związek, to i tak nic go nie powstrzyma. A ja skonczę z tą fikcją szczęśliwego domowego stadła. Moze sie mylę-nie wiem.

Jestem na wieczornym spacerku. Patrze na pary idace sobie... i ryczec mi sie chce. Juz nigdy nie bedzie mi to dane...😪 smutne, ale co mam zrobic. Nie zmusze go zeby mnie kochal, szanował i ze mną był. Tylko bardzo mi jest smutno. Bardzo..
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Z kim nie rozmawiam, kto zna temat-każdy mówi-nareszcie, i tak dlugo wytrzymałaś, szanuj siebie, nie daj sie szmacic jeszcze bardziej. Ja bym nie mogła/nie mógł wiecej na niego patrzec. Ja bym odeszła juz dawno. Ja to, ja tamto...

Fajnie sluchac takich rad, tylko ze nikt z tych ludzi, bliskich mi i zyczliwych, nie jest na moim miejscu. Nie wie, co czuję, nie jest mną i nie ma mojej wrażliwosci ani charakteru. Łatwo sie tak sądy wydaje.

A ja -niestety, wciąż do tego męża coś czuję. Co wybrac? Czucie i wiarę czy mędrca szkiełko i oko? Nie mam pojęcia, nie wiem.

Pozew jest gotowy. Nie umiem go podpisac na razie. Nie potrafię.
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3228
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Niepozorny »

Solaris pisze: 27 lip 2025, 20:21 Myslalam o rozwodzie a nie separacji, żeby miec to za sobą, odciąć tępym nożem , załatwic sprawy majątkowe i po prostu nie robic sobie wiecej nadziei ani nie żyć złudzeniami. Zmienic nazwisko i zacząć od zera. Bez rozwodu nie pozbędę się męża z mieszkania. A takiego czegos bym nie zniosła. Mieszkac razen po czyms takim ? Nie wyobrazam sobie. Nie pogodzimy tez spraw finansowych takich jak oplaty czy kasa na zycie.
Solaris mam wrażenie, że próbujesz zamknąć pewien rozdział swojego życia i liczysz na to, że rozwód Ci w tym pomoże. Obawiam się jednak, że możesz się bardzo mylić. Co prawda nazwisko będziesz mogła zmienić, ale pozostałe kwestie nie są już takie pewne. Na forum znane są przypadki, że małżonkowie po rozwodzie nadal mieszkają w tym samym mieszkaniu. Gdyby tak było w twoim przypadku, to zgodnie z prawem twój mąż mógłby się ożenić ponownie i w waszym domu mogłaby zamieszkać jego przyszła cywilna żona. Może więc być tak, że to Ty będziesz chciała się z tego mieszkania wyprowadzić.
Solaris pisze: 29 lip 2025, 20:00 Z kim nie rozmawiam, kto zna temat-każdy mówi-nareszcie, i tak dlugo wytrzymałaś, szanuj siebie, nie daj sie szmacic jeszcze bardziej. Ja bym nie mogła/nie mógł wiecej na niego patrzec. Ja bym odeszła juz dawno. Ja to, ja tamto...

Fajnie sluchac takich rad, tylko ze nikt z tych ludzi, bliskich mi i zyczliwych, nie jest na moim miejscu. Nie wie, co czuję, nie jest mną i nie ma mojej wrażliwosci ani charakteru. Łatwo sie tak sądy wydaje.
Te same osoby bardzo często postąpiłyby zupełnie inaczej, gdyby sytuacja jednak dotyczyła ich życia.
A ja -niestety, wciąż do tego męża coś czuję. Co wybrac? Czucie i wiarę czy mędrca szkiełko i oko? Nie mam pojęcia, nie wiem.

Pozew jest gotowy. Nie umiem go podpisac na razie. Nie potrafię.
Może jednak warto się nad tym jeszcze zastanowić lub zmienić na separację. Nazwiska wtedy nie zmienisz, ale pozostałe skutki "rozwodowe" będą mogły zaistnieć (https://sychar.org/files/promocja/brosz ... ar-www.pdf str. 7).
Z braku rodzi się lepsze!
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Te same osoby bardzo często postąpiłyby zupełnie inaczej, gdyby sytuacja jednak dotyczyła ich życia
Bez wątpienia tak. Sama zresztą mówiłam jeszcze niedawno, ze zdrada to koniec i w ogóle-jak mozna niewiernemu małżonkowi dac szanse. Tak mowilam, póki mnie to nie spotkało😪 od tej pory przestałam oceniać.

Co do rozwodu-no pewnie, ze chcę cos zamknąć. O separacji tez myslalam, ale wtedy mąż raczej sie nie wyprowadzi, więc po co mi ta separacja. Chcę isc na ugodę i podzielic majątek. Zobowiąże sie do spłaty męża i tyle. Mam na to troche czasu, a przy takim układzie mąż będzie musial znalezc inne lokum. Tak mi mowił prawnik. Czy rozstaniemy sie polubownie czy nie-nie mam pojecia. Czy bedziemy walczyc o tzw majątek-pewnie tak. Róznie może być, to fakt.

Przeczytam-dziekuję bardzo za linka👍
Mimi
Posty: 181
Rejestracja: 31 sie 2023, 12:29
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Mimi »

Solaris pisze: 27 lip 2025, 20:21 Wiesz, tak naprawdę nie bardzo mnie obchodzi to, czy mąż wejdzie w nowy związek czy nie
Ja, po ludzku patrząc, mam tak samo tak samo.
Jego życie, jego wybory.

Z dugiej strony czuję sie odpowiedzialna przed Bogiem za mojego sakramentalnego męża. Trochę jak w przypowieściach biblijnych, Bóg łącząc nas sakramentem mówi, to teraz dbajcie o siebie wzajemnie, bo chcę Was w Swoim Królestwie. Wierzę w was.

To oczywiście nie oznacza zgody na złe traktowanie przez męża/żonę, ale czytam to jako cierpliwość w dążeniu do osiągnięcia takiego porozumienia, żeby sakramentu nie deptać. Bog też jest cierpliwy wobec mnie.

Sama czasami mialam pokusy zeby się rozwieść. Szybko jednak zadawałam sobie sprawę, ze wcale tego nie chcę, nie poczuję się lepiej ani nie rozwiążę w ten sposob swoich problemów.
A swiat krzyczy: rozwiedź się. Mam i w swoim otoczeniu takich doradców.
Rozwód nie da mi szczęścia, wiec po co?

Mocno to rozważałam i doszlam do wniosku, ze dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest separacja. Nawet jeśli mialaby trwać do mojej śmierci. Daje nam szansę na naprawienie relacji.

Jesli mąż nie wytrzyma i napisze pozew, trudno- jego decyzja. Ja z taką decyzją źle bym się czuła.

Ze wzgledu na Boga.
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 15080
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Nirwanna »

Solaris pisze: 29 lip 2025, 20:00 Z kim nie rozmawiam, kto zna temat-każdy mówi-nareszcie, i tak dlugo wytrzymałaś, szanuj siebie, nie daj sie szmacic jeszcze bardziej. Ja bym nie mogła/nie mógł wiecej na niego patrzec. Ja bym odeszła juz dawno. Ja to, ja tamto...
Solaris, do tego co napisali Niepozorny, Mimi i Ty sama (że ci ludzie w swojej sytuacji pewnie by postąpili wbrew własnym radom), dodam jeszcze to, że teksty o "zeszmaceniu się" są nielogiczne, a w zasadzie logiczne wyłącznie w chorej, zideologizowanej myśli współczesnej pop-psychlogii.
Dopiero co obchodziliśmy rocznicę heroicznej decyzji o. Kolbego o wydaniu się na śmierć w zamian za współwięźnia obozu koncentracyjnego. Patrząc na jego ciało - niemieccy oprawcy go "zeszmacili" na śmierć, patrząc na ducha ojca Kolbego, na jego świętość - ci oprawcy ostatecznie zeszmacili sami siebie.
Dokładnie tak samo jest ze zdradą małżeńską. To zdradzadz swoją decyzją zeszmacił, zeszmaca siebie. Ta jego decyzja nie mówi nic o współmałżonku. Nie może też go zeszmacić, dopóki współmałżonek swoimi decyzjami nie zeszmaci sam siebie. To tylko w ludzkich oczach, w ludzkich opiniach tak to wygląda - że współmałżonek dowiadując się o zdradzie powinien obowiązkowo wziąć rozwód, a najlepiej jeszcze się zemścić od strony majątkowej. To zaspokaja taką ludzką potrzebę "igrzysk" i dziejącej się na żywo telenoweli.
Do każdego z nas należy decyzja - czy chce grać w ludzkiej telenoweli, czy w Bożym planie na ludzkie życie i Królestwo Boże na tej ziemi. :-)

Solaris, niech Cię Duch Święty wspiera i prowadzi w Twoich decyzjach :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Dziękuję🥰jest parę osób, które się modlą. Ja w kościele będąc- wróciłam do płaczu😪
To bardzo trudne coś jednak czuc do człowieka, który mnie nie chce, a tylko udaje ze chce. I rozważac rozstanie, mając świadomość, ze jest jakby pozamiatane, i łudząc się, ze cos da sie jeszcze zrobić.

Chciałabym, aby separacja lub rozwod byl orzeczony z winy męża, która jest ewidentna. Ale nie mam dowodów. Mam tylko swiadków, którym opowiadalam co sie stało. Nie mam nic. Nie czuję odpowiedzialności za zdradę męża, to byl jego wybór. Może i nie bylam idealną zoną, ale tez nie taką, przez którą zwiazek sie mialby rozpaść. To byl jego wybór.
Firekeeper
Posty: 986
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Firekeeper »

Solaris pisze: 02 sie 2025, 23:16
To bardzo trudne coś jednak czuc do człowieka, który mnie nie chce, a tylko udaje ze chce.
To czy on udaje to jest twoja opinia czy fakt?
Chciałabym, aby separacja lub rozwod byl orzeczony z winy męża, która jest ewidentna. Ale nie mam dowodów.
Jeśli nie masz dowodów to nie jest ewidentna. Tak samo do tego podejdzie sąd. Winę trzeba udowodnić. Liczą się fakty.
Mam tylko swiadków, którym opowiadalam co sie stało. Nie mam nic.


Ja miałam też takich świadków, którym mówiłam swoją wersję i w nią wierzyli. Miałam też dowody w postaci screenów korespondencji męża, przyznanie się męża do zdrad na papierze, zdjęcie recept od psychiatry i zaleceń, paragony i potwierdzenie opłat u psychiatry i tak dalej...
Nie czuję odpowiedzialności za zdradę męża, to byl jego wybór.
Tak wybór należał do męża ale
Może i nie bylam idealną zoną, ale tez nie taką, przez którą zwiazek sie mialby rozpaść
Tego nie wiesz. Nie ma ludzi idealnych.

Ja z perspektywy czasu uważam, że dobrze zrobiłam. Pozbyłam się dowodów, przestałam kontrolować męża, postawiłam na siebie.

Kluczem do udanego małżeństwa mojego w tym przypadku jest to, że jestem szczęśliwa. Mąż jest dodatkiem do mojego szczęścia. I ja też jestem jego dodatkiem, a nie całym światem.

Życie jest krótkie nie warto marnować czasu na zastanawianie się czy się rozstać czy nie, rozwód czy separacja. Zacznij żyć swoim życiem, bo możesz to robić od razu bez względu na status związku. Jak poczujesz się szczęśliwa sama ze sobą to wtedy zdecydujesz co dalej. A mąż może do Ciebie dołączy lub pójdzie szukać swojego szczęścia. Nauczyłam się moje szczęście zależy ode mnie to moja decyzja czy będę leżeć i lamentować i oskarżać wszystkich i szukać winnych czy będę ponad to.

We wrześniu rozpoczynam pracę po 9 latach przebywania w domu na świadczeniu pielęgnacyjnym na dzieci. Nie było by to możliwe gdybym dalej rozpaczliwie skupiała się na mężu. Zdobyłam kolejne dyplomy, mam pasje, ciągle się uczę.

Właśnie wróciliśmy z mężem z naszego wspólnego wyjazdu. Po dwóch latach pojechaliśmy znów sami. Dwa lata temu na dwu metrowej drabince płakałam z paniki, że umrę, jestem nic nie warta, mąż mnie nie kocha i po co żyć, a teraz stałam pewnie nad przepaścią, pokonałam lęk wysokości. Ale to uczucie, że jestem wolna od tych wszystkich negatywnych myśli i lęków, mam możliwość decydowania o sobie to jest coś wspaniałego.

Mój mąż również bardzo mocno się zmienił. Przez większą część małżeństwa też żyłam w przekonaniu, że jestem idealna i nie wiem czego on szuka u innych. Fakty były inne. Byłam niepewna siebie, bez poczucia własnej wartości, ciągle w lęku i nerwicy. Nie umiałam się cieszyć życiem. Ciągle w nerwach. Na wyjeździe mąż wielokrotnie powtarzał, że go zaskakuję, że jest ze mnie dumny. Nie musiał nawet tego mówić sama z siebie jestem dumna, bo chcę iść do przodu i się nie odwracać, to moja decyzja.

I tego Solaris ci życzę żebyś odnalazła swoje szczęście.
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

To czy on udaje to jest twoja opinia czy fakt
Raczej fakt niz opinia. Mój mąż nie jest zainteresowany spedzaniem ze mną czasu czy rozmową. Wiele razy próbowałam, nic z tego. Nie chodzimy nigdzie, nawet jak mielismy urlop, w kinie czy teatrze to nie pamietam kiedy bylismy. W domu rozmawiamy o policzonych rachunkach. Nie ma głębi, nie ma więzi. Naprawde próbowałam. On nie jest zainteresowany, i coraz częściej myślę, ze jest mu tak wygodnie. Ma ugotowane, zakupów nie musi robic bo wszystko kupuję /kiedy bylismy razem na zakupach to tez nie pamietam/. Dach nad głową jest. Ale na samotne spacery i zalatwianie godzinami tzw spraw na miescie czas ma. Tylko mnie w tych sprawach nie ma.
Jeśli nie masz dowodów to nie jest ewidentna. Tak samo do tego podejdzie sąd. Winę trzeba udowodnić. Liczą się fakty.
Dowody były, tylko ja ich nie zbierałam. Były rozmowy, serduszka na mess, zdjęcia. Wszystko było. Popełniłam wielki błąd, ze nie zbierałam tego wszystkiego, nie robilam zdjęć. Wiem, ze muszę miec dowody. I ich nie mam. Uwierzyłam, ze się miedzy nami poprawi, ze jest szansa. Za swoją głupotę niestety zapłacę. Wiem, ze tak winy nie udowodnię. Dla sądu słowa mogą nie znaczyc nic, albo bardzo niewiele. Mam jedynie dowody wpłat na terapię, bo płaciłam kartą. Tyle.

Nie ma ludzi idealnych, to jasne. Nigdy nie twierdzilam, ze jestem ideałem. Przez 25 lat byłam jaka byłam i zylismy dobrze. Czasem slonce, czasem deszcz, jak w zyciu. Ale przez tyle lat bylismy naprawde dobrą parą. W pewnym momencie mężowi odbiło, co widziało wiele osób i o czym mnie uprzedzano. Ja bylam męża tak pewna, ze nie chciałam słuchac i nie wierzyłam w to, co inni mówią. Do momentu, w ktorym odkryłam pierwszy romans. I dalej wypierałam z głowy... no niestety, za głupotę zapłacilam bardzo wysoką cenę. Nie twierdzę, ze winny jest tylko mąż. Cos mu przeszkadzało, ale nie mówił. Ja nie miałam swiadomości. Nastepnie zrobil sie agresywny, potem zachorował. Stał sie obrażonym księciem. A mnie zgubiła pewność, ze on jest tak cudownym człowiekiem z którym jestem tyle lat, ze nie mógłby pójsc w bok i nic nie moze sie stać. Pomyliłam sie i tym razem.

W tym, co piszesz widze wiele analogii w stosunku do siebie. Z osoby radosnej, usmiechnietej i otwartej stalam sie cieniem siebie. Dzisiaj uwazam, ze zbyt wiele poswiecilam z siebie mężowi i dzieciom, tracąc przy okazji siebie. Co z tego, ze awansowalam? Bylo jeszcze gorzej, bo zarabialam wiecej. I tak oto zostalam z niczym, dzieci wyrosły, mąż zdradził, a ja jestem kim jestem. Nawet nie mam tyle przysłowiowych jaj, żeby odejść.

Ponoc faceci nie lubią silnych kobiet. Ja juz nie wiem jak to jest. Silnych nie chcą, sĺabych nie szanują, czego jestem dowodem. Jak odnaleźć siebie, zająć sie soba i stanąć na nogi-jeszcze nie wiem. Wiem na razie tyle, ze popelnilam pare kluczowych błędów, za ktore obecnie płacę, a ktorych przez lata nie bylam swiadoma. Nie umiem tez myslec, ze moge byc szczesliwa, bo chyba uzalezniam swoje szczescie od męża. To tez błąd, wiem-ale póki co-nie umiem myslec inaczej. Zrobilam sama z siebie ofiare losu, no to teraz mam. Wiem, ze musze podniesc głowę, tylko nie wiem jak.

Ciesze sie, ze Tobie sie ta sztuka udała. I bardzo zazdroszczę. Nie jestem nawet w połowie tej drogi, dlatego zyję jak żyję. Za dużo myślę, za dużo analizuję, a za mało działam. Oczekuję szacunku, a nie szanuję samej siebie i pozwalam na to wszystko, a to droga donikąd. No moze jedynie na oddział kardiologii albo psychiatrii🙈🤔🙈

Czeka mnie poważna rozmowa z mężem, obym nazbierała do niej sił. Jeśli nie teraz, to juz nigdy. Tak jednak dalej nie można żyć.
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 15080
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Nirwanna »

Solaris pisze: 04 sie 2025, 8:33 Uwierzyłam, ze się miedzy nami poprawi, ze jest szansa. Za swoją głupotę niestety zapłacę.
Solaris pisze: 04 sie 2025, 8:33 I dalej wypierałam z głowy... no niestety, za głupotę zapłacilam bardzo wysoką cenę.
Solaris pisze: 04 sie 2025, 8:33 A mnie zgubiła pewność
Solaris pisze: 04 sie 2025, 8:33 Pomyliłam sie i tym razem.
Solaris pisze: 04 sie 2025, 8:33 Dzisiaj uwazam, ze zbyt wiele poswiecilam z siebie mężowi i dzieciom, tracąc przy okazji siebie.
Solaris pisze: 04 sie 2025, 8:33 Ponoc faceci nie lubią silnych kobiet. Ja juz nie wiem jak to jest. Silnych nie chcą, sĺabych nie szanują, czego jestem dowodem. Jak odnaleźć siebie, zająć sie soba i stanąć na nogi-jeszcze nie wiem. Wiem na razie tyle, ze popelnilam pare kluczowych błędów, za ktore obecnie płacę, a ktorych przez lata nie bylam swiadoma. Nie umiem tez myslec, ze moge byc szczesliwa, bo chyba uzalezniam swoje szczescie od męża. To tez błąd, wiem-ale póki co-nie umiem myslec inaczej. Zrobilam sama z siebie ofiare losu, no to teraz mam. Wiem, ze musze podniesc głowę, tylko nie wiem jak.

Ciesze sie, ze Tobie sie ta sztuka udała. I bardzo zazdroszczę. Nie jestem nawet w połowie tej drogi, dlatego zyję jak żyję. Za dużo myślę, za dużo analizuję, a za mało działam. Oczekuję szacunku, a nie szanuję samej siebie i pozwalam na to wszystko, a to droga donikąd
Solaris, wyciągnęłam z Twojego posta kilka fragmentu, które pokazują, że analizujesz siebie i swoje życie - co jest super. Ale też - że jest to proces jeszcze nie skończony, że sporo jeszcze przed Tobą. Część osób, które piszą w Twoim wątku, przekonało się na własnej skórze, że kluczowym jest to, aby dokończyć analizę oraz zacząć naprawę siebie wg Bożego pomysłu na siebie, i że to daleko bardziej stanowi o sensie życia i wewnętrznym szczęściu i pokoju, niż wszelkie akty zewnętrzne, w szczególności rozwód.
Rozwód obrósł już w naszej kulturze takimi mitami, że wydaje się, że sam fakt rozwodu załatwia wszelkie braki i niedostatki w trudzie życia w trakcie kryzysu małżeńskiego. Tymczasem - on niczego nie załatwia automatycznie, w szczególności niczego nie załatwia, dopóki się nie zajmiesz powyższym zacytowanym.
Inaczej mówiąc - po rozwodzie nie ma nowego życia, jest to życie, które jest.
Wyboldowałam frazę "wg Bożego pomysłu na siebie" - bo to jest odpowiedź na Twoją frustrację, jakich to kobiet potrzebują mężczyźni - silnych czy słabych. Otóż - ani takich ani takich. Potrzebują kobiet prawdziwych, czyli żyjących swoim prawdziwym "ja", stworzonym przez Boga. Prawdziwe "ja" jest pozbawione masek i podpórek typu "muszę być silna, aby się nie dać skrzywdzić" czy "muszę być słaba, bo mężczyźni nie lubią silnych kobiet". To wszystko mity wdrażane przez współczesną, nie zawsze mądrą kulturę.
Te mity będą podpowiadać też rozwiązanie łatwe (np. rozwód), a nie mądre - czyli solidna praca nad sobą, rozpoczęta od odklejenia się od męża, czyli od pracy nad swoim współuzależnieniem emocjonalnym. Tylko dzięki tej pracy będziesz mogła zamknąć etap "płacę za moją głupotę".
Bardzo polecam na początek tej drogi książkę o. Wojciecha Jędrzejewskiego pt.: 10 sposobów na głupotę (własną) :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Tak, myslę dużo. Analizuję i staram sie wyciagac wnioski. Ale generalnie i tak jest po ptakach.

Wiem, ze sam rozwód niczego nie załatwi, wręcz przeciwnie. I na to absolutnie nie jestem gotowa, bo nie przygotowałam sie do innego zycia, niz to ktore mam teraz. I moze tez dlatego tkwię w tym bagnie, nie umiejąc wyjść😪

Byłam silna-było źle, bylam słaba-było jeszcze gorzej. Sama sie zastanawiam, kim własciwie jestem i co sie ze mną porobiło.
Solaris
Posty: 170
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Książkę przeczytałam. Na razie nie wszystko rozumiem. Może rzeczywiście jest u mnie współuzależnienie od męża-bo inaczej czemu bym z nim jeszcze była w jednej chałupie? Czemu uzależniam swoje szczęście i spokoj od niego? Nie mam pojęcia. Może za długo byliśmy razem, moze sie przyzwyczaiłam? Nie wiem, z jakiego powodu jestem z nim. Na pewno brak mi odwagi. I okopalam sie na 3 etapie żałoby. Jak z tego wyjść? Jak wyjść z roli ofiary, jak nie myśleć o tej krzywdzie. To juz trwa tyle lat, a ja wciąż w tym samym miejscu.

Dzieci mi wciąż mówią, ze nie chcą takiego ojca i powinnam sie go pozbyć. Powiem tak-gdyby moja córka miała takie rozterki, zrobiłabym wszystki, żeby takiego gościa pogonić. Tak, jak walczyłam, żeby odeszła od tego toksycznego ateisty, co zresztą sie stało-Bogu niech beda dzieki za to!. Sama jednak nie umiem odejść i daję dzieciom fatalny przykład. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie umiem odejść. Jestem od niego jakoś zależna. Nie rozumiem tego, to jest nowe odkrycie dla mnie.
ODPOWIEDZ