Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪
: 12 gru 2025, 7:16
Jeśli chodzi o kwestie prawne, ja mam wszystko ogarniete, i właśnie ta wiedza mnie powstrzymuje mówiąc szczerze, szczegolnie w kwestii podzialu majątku wlasnie. Wiem, czym to sie moze skończyć, jestem w pełni świadoma. Jak on by zareagował na sprawe- nie wiem, sądzę ze mógłby odpowiedzieć sprawą rozwodową. Spodziewam sie najgorszego mówiąc szczerze. Natomiast ja jestem osobą nie uznającą półśrodków. Albo wszystko, albo nic. Albo sie rozstaję, albo udaję. Nie wiem, czy to mądre, ale taka jestem. Chcę przeciąć ten wrzód, który nas niszczy. Który juz zniszczył mnie, bo nie widze innego rozwiązania.
Nie wiem, jak zatrzymać przemoc. Próbowałam. On nie rozumie tego co mówię. Nie rozumie granic. Udaje, ze ok, za 2 dni to samo. Tak, jestem bezsilna. Dlatego tez widze jedyne rozwiązanie na zatrzymanie tego wszystkiego w postaci separacji. Mam tez świadomość, ze to emocje, ale sa tak silne, ze sama na siebie tez wywieram presję.
Do tej kałuży czy sieci/świetne porównanie skadinad/, włożyłam sie sama, ale tez "pomogły" mi bardzo dzieci. Do tego presja otoczenia, rodziny, koleżanek które znają sprawe. Wciaz slysze-dlaczego go nie rzucisz. Od dzieci slysze-nie chcemy go w domu. Zrób cos. A ja nie robię nic. I dlatego mam kosę z dziećmi, bo one nie rozumieją konsekwencji separacji czy rozwodu, a ja owszem, rozumiem i to doskonale. A sieć zaciska sie coraz mocniej wokół mojej szyi.
Czy jest jakieś inne rozwiazanie? Nie wiem. Obawiam sie, ze jak poproszę o to zeby sie wyprowadził to i tak skończy sie to pozwem, tylko z jego strony.
Odzyskać spokoj i kontrole-tak, brzmi dobrze. Brzmi wspaniale. Chce stanąć na nogi, ale nie wiem jak. Za długo byłam poddana, choć przez lata wydawalo mi sie, ze jest kompletnie inaczej, myślałam ze to raczej ja jestem osoba dominującą w związku. Bylo inaczej przez wiele lat. Poddałam sie, nie stawiałam granic, nie odzywałam sie, a kiedy zaczęłam, bylo juz za późno, bo byla juz kowalska. Teraz to widze, ale cóż, przeszlosci nie zmienię. Mige tylko ja przeanalizować i wyciągnąć wnioski. A przynajmniej spróbować to zrobic.
Wartości nie czuję. Żadnej. Nie czuje sie ani potrzebna, ani wartościowa, ani ładna, ani... Można wymieniać długo. Wręcz przeciwnie. Nie umiem powiedziec o sobie niczego dobrego. Czuję sie beznadziejna, bo przeze mnie- przez brak mojej reakcji doprowadziłam do tego wszystkiego. Trzeba bylo zrobic porządek jak sie dowiedziałam o kowalskiej. Ja byłam juz zbyt słaba. I teraz w efekcie rodzina jest rozwalona, a ja praktycznie straciłam kontakt z dzieckiem. Bo obawiam sie, ze mimo moich starań ona nie wróci... czy mozna sie podnieść z czegos takiego? Z utraty dziecka? Nie sądzę. Trudno w takiej sytuacji powiedzieć o sobie cokolwiek dobrego, a odzyskanie wartości i szacunku do siebie staje sie niemozliwe.
Dziękuję ze odpowiadasz, bo ja wiem, ze wciaz...narzekam
Myślę ze dokładnie tak jest. Moje dzieci mają mi za złe brak reakcji przez lata. A teraz szczególnie starsza corka. Przepraszałam dzieci wielokrotnie, wszystko zostało nazwane po imieniu. Za ostatni brak reakcji tez córkę przeprosiłam, ale ona jest tak zacięta, ze nawet telefonu nie chciała odebrać, dopiero interwencja jej faceta pomogła, bo po prostu zadzwoniłam do niego, i trochę ja postawiliśmy przed faktem dokonanym. Ona sama tez ma wiele na sumieniu, ale słowa przepraszam nie usłyszałam nigdy. Charakter ojca... Psycholog jej każe sie zdystansować, no to dystansuje sie brakiem kontaktu. Nie chce rozmawiać, nie chce mnie widzieć. To bardzo boli, bo miałyśmy świetny kontakt. Czas przeszły użyty właściwie. O to tez obwiniam męża, bo taka prawda. Teraz stoję na pozycji-ona albo ojciec. Taki wybór dało mi dziecko.Nie jest rozsądne wnosić sprawy do sądu na życzenie dzieci. Zwykle dzieciom nie chodzi o rozwód, tylko żeby ich przeżycia zostały nazwane, uznane, zaopiekowane, utulone
Nie wiem, jak zatrzymać przemoc. Próbowałam. On nie rozumie tego co mówię. Nie rozumie granic. Udaje, ze ok, za 2 dni to samo. Tak, jestem bezsilna. Dlatego tez widze jedyne rozwiązanie na zatrzymanie tego wszystkiego w postaci separacji. Mam tez świadomość, ze to emocje, ale sa tak silne, ze sama na siebie tez wywieram presję.
Do tej kałuży czy sieci/świetne porównanie skadinad/, włożyłam sie sama, ale tez "pomogły" mi bardzo dzieci. Do tego presja otoczenia, rodziny, koleżanek które znają sprawe. Wciaz slysze-dlaczego go nie rzucisz. Od dzieci slysze-nie chcemy go w domu. Zrób cos. A ja nie robię nic. I dlatego mam kosę z dziećmi, bo one nie rozumieją konsekwencji separacji czy rozwodu, a ja owszem, rozumiem i to doskonale. A sieć zaciska sie coraz mocniej wokół mojej szyi.
Czy jest jakieś inne rozwiazanie? Nie wiem. Obawiam sie, ze jak poproszę o to zeby sie wyprowadził to i tak skończy sie to pozwem, tylko z jego strony.
Odzyskać spokoj i kontrole-tak, brzmi dobrze. Brzmi wspaniale. Chce stanąć na nogi, ale nie wiem jak. Za długo byłam poddana, choć przez lata wydawalo mi sie, ze jest kompletnie inaczej, myślałam ze to raczej ja jestem osoba dominującą w związku. Bylo inaczej przez wiele lat. Poddałam sie, nie stawiałam granic, nie odzywałam sie, a kiedy zaczęłam, bylo juz za późno, bo byla juz kowalska. Teraz to widze, ale cóż, przeszlosci nie zmienię. Mige tylko ja przeanalizować i wyciągnąć wnioski. A przynajmniej spróbować to zrobic.
Wartości nie czuję. Żadnej. Nie czuje sie ani potrzebna, ani wartościowa, ani ładna, ani... Można wymieniać długo. Wręcz przeciwnie. Nie umiem powiedziec o sobie niczego dobrego. Czuję sie beznadziejna, bo przeze mnie- przez brak mojej reakcji doprowadziłam do tego wszystkiego. Trzeba bylo zrobic porządek jak sie dowiedziałam o kowalskiej. Ja byłam juz zbyt słaba. I teraz w efekcie rodzina jest rozwalona, a ja praktycznie straciłam kontakt z dzieckiem. Bo obawiam sie, ze mimo moich starań ona nie wróci... czy mozna sie podnieść z czegos takiego? Z utraty dziecka? Nie sądzę. Trudno w takiej sytuacji powiedzieć o sobie cokolwiek dobrego, a odzyskanie wartości i szacunku do siebie staje sie niemozliwe.
Dziękuję ze odpowiadasz, bo ja wiem, ze wciaz...narzekam