co robić?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

co robić?

Post autor: katka »

Jestem w małżeństwie od blisko 30 lat, mamy dorastające córki (jedna jeszcze z nami). Od kilku miesięcy mąż utrzymuje kontakt z inną kobietą, glównie telefoniczny i sms (kilka razy dziennie), ale także były spotkania. Twierdzi, że ta osoba uratowała go od myśli samobójczych, które w nim się pojawiły w ostatnim czasie z powodu narastającej od lat frustracji, jaka w nim jest z powodu naszego związku. Mąż uświadomił sobie po lekturze kilku książek psychologicznych, że nasza relacja jest toksyczna i się przeraził, nie chce/nie wie, jak dłużej ze mną żyć. Zarzucił mi stosowanie przemocy psychicznej, co mnie całkowicie przeraziło, sam zresztą miał kłopoty z alkoholem. Generalnie, bardzo źle ocenia nasze wspólmne życie; z czym nie do końca mogę się zgodzić, bo mamy za sobą wiele szczęścliwych lat, wspólnych wyjazdów, wyjść, rozmów, udane dzieciaki. Zaczął mnie postrzegać jako pierwotne źródło zła w swoim życiu. Oświadczył, że nie wie, czy chce ze mną dalej być i musi to przemyśleć i potrzebuje czasu. Zaczynamy się - każde osobno - umawiać z psychologami. O wspólnej terapii nie chce słyszec. Jednocześnie - pomimo wielokrotnych obietnic- nie zatrzymał relacji z tą kobietą, utrzymując ją wciąż w tajemnicy. Rozmawia z nią bardzo często, jakby tam się zaspokajał emocjonalnie, a ze mną komunikacja jest bardzo ograniczona do spraw codziennych. Mieszkamy razem, ale w osobnych pokojach. Prosiłam, by to zawiesił chocby na czas podejmowania decyzji, co z nami dalej, ale powiedział, że nie ma ochoty i "nie będę mu mówiła, co ma robić". Ja zadeklarowałam, że chcę być z nim dalej, przepraszam go nieustannie, chcę pracować nad tym, by zrozumieć jego zranienia i zmodyfikować moje zachowania, czekam na decyzję, ale jednocześnie trudno mi funkcjonować w sytuacji zdrady, ze świadomością, że za każdym wyjściem z domu albo wejściem do toalety nawiązuje kontakt. Nie wiem, co robić - gdy mówię mu, że mnie rani utrzymując tę relację, a on na to, że wyrządziłam mu większą krzywdę. Niby ta relacja nie jest dla niego na tyle istotna, że nie wiąże z nią dalszych planów - tak twierdzi - ale nie wiem, czy mną nie manipuluje. Bo jednak jest bardzo zażyła i częsta.
Abigal
Posty: 3880
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: Abigal »

Witaj katka.

Piszesz, że podjęliście terapię, osobno. I dobrze, może nastąpi jakiś zwrot w Waszej relacji, kiedy bardziej przyjrzycie się sobie.
Zmianę zaczynamy od siebie, nie u drugiej osoby.

Zapraszam Cię do zajrzenia na stronę wspólnotową http://sychar.org/pomoc/, znajdziesz tam materiały i informacje nt kryzysu małżeńskiego.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że wesprą Cię nasi forumowicze.

Pamiętaj też, że internet nie jest anonimowy, zwróć uwagę na niepodawanie charakterystycznych szczegółów.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: Bławatek »

Witaj,

Katka a na czym wg męża polegała twoja przemoc psychiczna wobec męża?

Dobrze jest gdy człowiek dzięki innym lub jakiejś lekturze uświadamia sobie jakieś nieprawidłowości, ale dobrze jest gdy zamiast podejmować radykalne kroki typu rozstanie to daje się szansę na zmianę drugiej stronie czy sobie. Ostatnio wyświetlił mi się w necie psycholog który wg mojego odbioru w 90% jest za tym by jednak mimo trudności zmieniać coś by w małżeństwie, relacji byli lepiej - 10 % to wg mojego odbioru lepiej gdyby było rozstanie bo np. ze względu na jakąś przemoc nie da się tworzyć dobrej relacji lub sprawy zaszły już tak daleko, że tylko jest krzywda. Ja potrafię odróżniać złe nawoływanie od tych dobrych, ale zdarza się, że część osób uchwyci się jakiegoś zdania, myśli psychologa albo przeczytanej gdzieś i już ją wprowadza w życie nie zastanawiając się czy to dobrze czy źle. Pojawiła się kobieta która rozumie twojego męża i pomaga mu - często wtedy bywa, że następuje zauroczenie ponieważ ta kobieta jest inna, nowa, ciekawa... Ciebie zna i jak twierdzi ze złej strony - ale to może być tylko jego skrzywiony odbiór. Wiem jak to boli bo mój mąż miał skrzywione postrzeganie w wielu kwestiach np. ze względu nawet na cytat z Pisma Św. "Żony bądźcie poddane mężom" - on żądał ode mnie bym była jemu poddana w taki sposób o którym Bóg nie myślał, a ja tak nie chciałam jak on, więc latami słyszałam, że jestem złą żoną czym doprowadzał mnie do furii i wtedy miał kolejny argument że złą kobietą jestem. Więc gdy w pracy pojawiły się miłe koleżanki to poleciał jak ćma do światła wg mnie jak do ognia. Tamte rekacje nie przetrwały. Ja się nacierpiałam z powodu i odejścia męża i jego zdrad, a przede wszystkim krzywdzących słów i zarzutów. Wspomniany przeze mnie psycholog mówi wielokrotnie, że relację trzeba codziennie budować ponieważ my się ciągle zmieniamy a rutyna i bieg życia sprawiają że nie mamy czasu dla siebie i przez to często się oddalamy, ale wystarczy zechcieć cos zmienić, zacząć rozmawiać o tym co boli, czego nie ma i gdy dwie strony nad tym się zastanowią i popracują to można nawet po wieku latach beznadziei zbudować piękną relację. Tylko wielu osobom się nie chce bo łatwiej zakończyć związek, łatwiej spróbować z kimś innym - ale czy to jest lepiej? Na chwilę dla tej osoby tak, ale całe otoczenie często cierpi.

Przytulam mocno bo byłam w podobnej sytuacji więc wiem jaki to ból. Bądź blisko Boga i proś Go o pomoc i wsparcie. Kontynuuj terapię oraz przypatrz się sobie i zmieniaj to co wymaga zmiany - dla siebie by stać się lepszym człowiekiem. Ja tak robię. A od jednego rekolekcjonisty który kiedyś był w mojej parafi wzięłam jego radę by nie obrażać się gdy ktoś nam wytyka błędy, niedoskonałości bo inni mogą widzieć więcej i jeśli się nie mylą to nad nimi pracować, on tak robi I dzięki temu ma możliwość stawania się coraz lepszym człowiekiem. Więc ja tak robię - każdą uwagę a i nawet komplement analizuję i się zastanawiam czy był słuszny - nad słuszną uwagę pracuję te nietrafione wrzucam do skasowania a za komplementy jeśli są słuszne dziękuję.

Może były u ciebie jakieś formy przemocy względem męża,ale może nawet nie byłaś świadoma tego lub nawet gdy mąż o tym mówił to to lekceważyłaś. Każdy ma prawo do błędów, a twój mąż być może postawił granicę. Pytanie kto się bardziej mylił i czy trzeba było by mąż aż tak radykalnie zadziałał. To sugestie do przemyślenia.

Niech Ci Bóg pomoże w tym trudnym czasie.

Pozdrawiam
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: katka »

Przemoc polegała na kłótniach, na porównywaniu go do innych i obrażliwym nazywaniu go (takie sytuacje zdarzały się w dalekiej przeszłości, ale teraz to wyciągnął). Mąż też ma poczucie, że całe życie go ustawiam i próbuję zmienić. Dlatego teraz tak ostro stawia granice, szuka niezależności. Boję się, czy na terapii (dopiero ją zaczyna) nie będzie przedstawiał mnie jako przemocowca a siebie jako ofiarę, że nie powie o swoim romansie. Czy terapeuta jest w stanie wyczuć ewentualną manipulację z jego strony?
katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: katka »

Ja pragnę się zmienić, nie chcę by mąż cierpiał, ale chciałabym, żeby dał nam szansę, a on nawet tego nie chce w tej chwili dać. Twierdzi, że nie mam łączyć tych dwu rzeczy - naszych kłopotów z pojawieniem się tej kobiety, bo to jest wtórne. Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego nie chce tego zatrzymać. Dlatego obawiam się manipulacji z jego strony. Na razie nie jest w stanie mi wybaczyć
katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić? dalszy rozwój sytuacji

Post autor: katka »

Jest styczeń - właśnie odkryłam, że mąż w czasie wyjazdów służbowych spędza noce u innej kobiety - ma z nią kontakt od kilku dobrych miesięcy, choć wielokrotnie zapewniał, że to już skończone. Od kilku miesięcy jest na terapii, zastanawia się≤ czy chce dalej ze mną być - przy czym temu zastanawianiu się, jak się okazuje, towarzyszy kontakt z inną kobietą. Mąż czytuje książki psychologiczne, od listopada - po lekturze książki o narcyzmie - stosuje zalecane tam porady dla osób żyjących w relacji z narcyzami (głownie dystans emocjonalny i fizyczny), jednocześnie od samego początku naszego kryzysu obarcza mnie winą o całe zło w naszym małżeństwie. Mąż ma też problem z alkoholem. Aktualnie wyjazdy służbowe są dla niego okazją, by od nas odpocząć - bo on potrzebuje spokoju. Odkrycie, że jednak ma wciąż kontakt z tą kobietą i a nawet go intensywniej rozwija - dobiło mnie. Nie wiem, czy nie zażądać, by się wyprowadził - czy stosować "twardą miłość"? postawić utlimatum? jestem bardzo zmęczona; w domu - jeśli nie rozmawiamy o "trudnych sprawach" (mąż unika jak ognia tych rozmów, bo wtedy najczęściej kończy się kłótnią) - to jakoś funkcjonujemy: ale teraz dociera do mnie, że jest to podwójne życie: mąż chodzi ze mną do kościoła, nawet się od czasu do czasu modlimy "Ojcze nasz", spędziliśmy religijnie święta - a jednocześnie on mnie zdradza. Jak z tego wybrnąć?
Sedum
Posty: 44
Rejestracja: 31 sty 2022, 20:40
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: Sedum »

Hej, mąż w pewnym sensie ma rację - tych spraw nie należy łączyć. To znaczy, że jego frustracje dot. Twojego zachowania nie usprawiedliwiają zdrady i alkoholizmu. Może zasłużyłaś na mocne postawienie przez niego pewnych spraw w Waszej komunikacji.. Masz jednak pełne prawo oczekiwać wierności. Ciebie z kolei nic nie zwalnia z pracy nad sobą. Niestety sieć zalana jest materiałami o "narcyzach" i "toksykach" w dużej mierze jest to materiał, że tak powiem rozrywkowy. Ludzkie wady osobowości są o wiele bardziej złożone i wielowymiarowe, mniej poddające się uproszczeniom i etykietom. Nie zmienia to faktu, że warto w sobie przepracować faktyczne wady, nauczyć się komunikacji, odkryć, czy gdzieś nie manipulujesz, nie wymuszasz, nie obrażasz, itd., itp.. Trudno powiedzieć co wychwyci terapeuta męża, nie masz na to wpływu, więc nie zastanawiałabym się nad tym nad czym nie masz kontroli. Masz wpływ na to, czy chronisz/jak chronisz się przed zdradą i czy pracujesz nad sobą (odrębnie).
Beata22
Posty: 2
Rejestracja: 07 sty 2023, 22:59
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: Beata22 »

Jak długo jesteście po ślubie?
katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: katka »

prawie 30 lat
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: co robić? dalszy rozwój sytuacji

Post autor: Ruta »

katka pisze: 30 sty 2026, 8:31 Mąż ma też problem z alkoholem. Aktualnie wyjazdy służbowe są dla niego okazją, by od nas odpocząć - bo on potrzebuje spokoju. Odkrycie, że jednak ma wciąż kontakt z tą kobietą i a nawet go intensywniej rozwija - dobiło mnie.
Romans jest jednym z etapów rozwoju choroby alkoholowej, to dość typowy przebieg. Na schematach rozwoju uzależnienia jest to ujmowane jako "rozpad więzi rodzinnych".

Od kiedy twój mąż pije alkohol? W jakich ilościach? Jak często się upija?

Czy w waszym malżeństwie odbywały się rozmowy w których prosiłaś męża, by nie pił lub by pił mniej? Czy były rozmowy o tym, że się czepiasz, ograniczasz mu wolność i robisz z niego alkoholika? Lub że ma prawo do relaksu?

Czy czasem stresowało cię, gdy mąż "znowu" sięgał po alkohol i starałaś się temu zapobiec?

Jak wygląda twoja historia rodzinna: czy wśród twoich bliskich z rodziny pochodzenia były osoby uzależnione od alkoholu? A u męża?
***

Schematy rodziny alkoholowej są dość trwałe. Moi rodzice nie pili, ale mama pochodzi z rodziny w której pił jej ojciec, a tata z rodziny w której pił jego dziadek. To wystarczyło, żebym zwiaząła się z mężczyzną uzależnionym od alkoholu. Z początku choroby nie było widać. Przynajmniej ja jej nie widziałam. Byłam pewna, że wiążę się z męzczyzną wolnym od nałogów. Gdy zaczęłam odczuwać skutki picia męża, nie nazywałam ich w ten sposób. W mojej ocenie mąż "miał slabą głowę" , "nie potrafił pić alkoholu", "czasem pił za dużo", no ale "nie leżał pod sklepem", "pracował i dbał o rodzinę" no i "nie był przecież alkoholikiem".

Moja wiedza o tej chorobie była zerowa. Za to miałam mnóstwo nieprawidłowych przekonań i uprzedzeń.
***

To co napisałam nie znaczy, że problemy z alkoholem twojego męża oznaczają chorobę alkoholową. Ale warto się temu przyjrzeć.

Choroba alkoholowa przestaje wyniszczać rodzinę dopiero gdy zostaje nazwana i gdy choć jedna osoba z rodziny podejmuje leczenie (może to być uzależniony mąż ale też współuzależniona żona).
katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: katka »

Mąż ma problem z alkoholem od wielu lat - w 2019 roku był zdiagnozowany w ośrodku jako uzależniony, ale nie podjął terapii. Przez jakiś czas (około roku) faktycznie potem nie pił, co osłabiło naszą czujność. Nie wiem, czy w rodzinie męża byli alkoholicy, raczej nie. Natomiast jego ojciec ma depresyjną naturę i mąż ma wiele jego cech. Rozmowy na temat ograniczenia alkoholu były często, mąż nawet niekiedy prowadził po alkoholu, kiedyś rozbił sobie twarz jadąc rowerem "pod wpływem". Nie pije bardzo dużo, ale jednak w samotności i w ukryciu. Dzieci wiele razy prosiły, by przestał pić. Nie lubi o tym rozmawiać, nie akceptuje naszych uwag na temat jego picia. Na pewno w tej relacji pozamałżeńskiej ma czystą kartę, nikt nie wie o jego problemie. Czyli romans można traktować jako efekt choroby?
katka
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2025, 9:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: katka »

Ruta - gdzie można poczytać o tym schemacie rozwoju choroby alkoholowej?
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: Bławatek »

katka pisze: 11 lut 2026, 23:56
Mąż ma problem z alkoholem od wielu lat - w 2019 roku był zdiagnozowany w ośrodku jako uzależniony, ale nie podjął terapii. Przez jakiś czas (około roku) faktycznie potem nie pił, co osłabiło naszą czujność. Nie wiem, czy w rodzinie męża byli alkoholicy, raczej nie. Natomiast jego ojciec ma depresyjną naturę i mąż ma wiele jego cech. Rozmowy na temat ograniczenia alkoholu były często, mąż nawet niekiedy prowadził po alkoholu, kiedyś rozbił sobie twarz jadąc rowerem "pod wpływem". Nie pije bardzo dużo, ale jednak w samotności i w ukryciu. Dzieci wiele razy prosiły, by przestał pić. Nie lubi o tym rozmawiać, nie akceptuje naszych uwag na temat jego picia. Na pewno w tej relacji pozamałżeńskiej ma czystą kartę, nikt nie wie o jego problemie. Czyli romans można traktować jako efekt choroby?
katka pisze: 14 sie 2025, 16:47 Od kilku miesięcy mąż utrzymuje kontakt z inną kobietą, glównie telefoniczny i sms (kilka razy dziennie), ale także były spotkania. Twierdzi, że ta osoba uratowała go od myśli samobójczych, które w nim się pojawiły w ostatnim czasie z powodu narastającej od lat frustracji, jaka w nim jest z powodu naszego związku. Mąż uświadomił sobie po lekturze kilku książek psychologicznych, że nasza relacja jest toksyczna i się przeraził, nie chce/nie wie, jak dłużej ze mną żyć. Zarzucił mi stosowanie przemocy psychicznej, co mnie całkowicie przeraziło, sam zresztą miał kłopoty z alkoholem. Generalnie, bardzo źle ocenia nasze wspólmne życie; z czym nie do końca mogę się zgodzić, bo mamy za sobą wiele szczęścliwych lat, wspólnych wyjazdów, wyjść, rozmów, udane dzieciaki. Zaczął mnie postrzegać jako pierwotne źródło zła w swoim życiu. Oświadczył, że nie wie, czy chce ze mną dalej być i musi to przemyśleć i potrzebuje czasu.
Katka mam doświadczenia w rodzinie z osobą która nadużywa alkoholu, ale ona twierdzi, że nie jest alkoholikiem gdyż pije tylko piwo. Często do nieprzytomności, ale i tak twierdzi, że problemu nie ma. Zdarza się że twój mąż jeździ pod wpływem co w naszym kraju jest zabronione, ale on nie widzi problemu. I tak mi się nasunęło że może twój mąż zdejmuje z siebie ciężar za swoje czyny np. picie, ale za to ciebie oskarża o całe zło waszego małżeństwa. I chyba mu się udało, gdyż martwisz się, że jesteś zła i przez ciebie wasze małżeństwo się rozpada. Być może zwracając uwagę mężowi, że jego picie to problem waszej rodziny wywołujesz gniew u męża, który nie chce uznać, że jego picie to problem jego i wasz. Ks. Marek Dziewiecki ma wiele konferencji nt. rodziny, zdrad ale i alkoholu w rodzinie, jeśli jeszcze nie słuchałaś to polecam. Być może twoje działania są dobre tylko bolesne dla męża i on nazywa to inaczej. Ks. Marek jest orędownikiem tzw. twardej miłości , miłości, która chroni natomiast boli tych co np. piją.

Być może kowalska nie znając całej prawdy o twoim mężu np. tego, że ma problem z alkoholem, jest dla niego miła, wyrozumiała, a tobie pewnie już tego brakuje właśnie ze wzgledu mi.in. na picie męża.

Tak jak ci pisałam wcześniej - dobrze jest stanąć w prawdzie i poznać siebie, zobaczyć czy moje słowa, czyny, kogoś nie ranią, jeśli tak, to warto coś z tym zrobić. Natomiast nie warto zawsze brać całej winy za wszystko tylko na siebie.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: co robić?

Post autor: Ruta »

katka pisze: 11 lut 2026, 23:56 Mąż ma problem z alkoholem od wielu lat - w 2019 roku był zdiagnozowany w ośrodku jako uzależniony, ale nie podjął terapii. Przez jakiś czas (około roku) faktycznie potem nie pił, co osłabiło naszą czujność. Nie wiem, czy w rodzinie męża byli alkoholicy, raczej nie. Natomiast jego ojciec ma depresyjną naturę i mąż ma wiele jego cech. Rozmowy na temat ograniczenia alkoholu były często, mąż nawet niekiedy prowadził po alkoholu, kiedyś rozbił sobie twarz jadąc rowerem "pod wpływem". Nie pije bardzo dużo, ale jednak w samotności i w ukryciu. Dzieci wiele razy prosiły, by przestał pić. Nie lubi o tym rozmawiać, nie akceptuje naszych uwag na temat jego picia. Na pewno w tej relacji pozamałżeńskiej ma czystą kartę, nikt nie wie o jego problemie. Czyli romans można traktować jako efekt choroby?
Nie w sensie ścisłym. Alkoholizm nie prowadzi wprost do romansu, prowadzi do rozpadu więzi małżeńskich i rodzinnych. Jednak w przebiegu choroby alkoholowej romans jest często powtarzającym się scenariuszem.

Gdy rodzina uzależnionego mężczyzny ponosi coraz większe konsekwencje jego picia, zaczyna w taki czy inny sposób protestować. Wtedy trwający od lat kryzys małżeński i rodzinny wchodzi w fazę jawnego konfliktu.
Uzależnionemu jest w małżeństwie i rodzinie coraz trudniej. W jego odczuciu, w jego iluzji, bliscy się go "czepiają bez powodu", nie wspierają go i nie kochają, nie doceniają, nie szanują. W rzeczywistości rodzina przestaje właśnie być skutecznym system wsparcia dla kontynuowania picia. I to jest rzeczywistym źródłem napięć i konfliktów: alkoholik próbuje na nowo "podporządkować" rodzinę swojemu piciu, rodzina walczy by "skłonić" alkoholika do zaprzestania picia.

Uzależniony, jeśli rodzina się na nowo nie podporządkuje, szuka nowego systemu wsparcia dla swojego picia. Niektórzy alkoholicy przeprowadzają się wtedy do swoich rodziców lub innych współuzależnionych osób. Niektórzy nawiązują relację pozamałżeńską. Cel jest jeden. Pić dalej i dalej nie ponosić konsekwencji, trwać nadal w zaprzeczeniu wobec choroby alkoholowej.

W nowym systemie, gdy problem nałogu nie jest jeszcze dla tego systemu jawny, lub gdy nowy system akceptuje picie, uzależniony dostaje dowartościowanie i złudzenie, że jego picie nie jest problemem. Nowy system pozwala podtrzymać iluzję: ze mną wszystko jest w porządku, to z moją rodziną i z moją żoną coś jest nie tak. Jeśli nowy system skutecznie zastępuje rodzinny system wsparcia podtrzymujący dotyczas picie, uzależniony porzuca rodzinę na rzecz nowego systemu.

Rozpad więzi rodzinnych jest konsekwencją nałogu. Jak mówi ksiądz Dziewiecki, uzależniony to osoba, która śmiertelnie zakochała się w swoim największym wrogu. Dla tej miłości w czynnej fazie nałogu porzuci wszystko, także rodzinę, dzieci, żonę, byle dalej pić w możliwym do uzyskania, jak największym z dostępnych komforcie.

Ale rodzina uzależnionego też bardzo cierpi i bardzo choruje. Także potrzebuje wsparcia i pomocy. Właściwego wsparcia i właściwej pomocy.

(Piszę tylko o mężczyznach, bo dynamika życia rodzinnego w przypadku gdy uzależniona jest żona i mama lub gdy uzależnione jest dziecko jest inna.)

katka pisze: 12 lut 2026, 0:00 Ruta - gdzie można poczytać o tym schemacie rozwoju choroby alkoholowej?
Katka, samo poczytanie niewiele wniesie.

Najważniejszą informacją dla bliskich osoby w czynnym nałogu jest to, że same także chorują i potrzebują pomocy nie mniej niż ich bliski alkoholik. Żyjąc z uzależnionym mężem same chorujemy i chorują dzieci.

U żony najczęściej rozwija się współuzależnienie, ale też depresja, nałogi, w tym lekozależność, nikotynizm, uzależnienie od zakupów, bywa także, że i alkoholizm, gdy żona pije z mężem. U dzieci rozwija się współuzależnienie, syndrom DDA, uzależnienia wszelakie, kompulsje, nerwice.

W Polsce diagnoza i terapia dla bliskich osób dotkniętych chorobą alkoholową jest dostępna, bezpłatna i prowadzona w ustalonym, dobrze opracowanym standardzie.
Warto z niej skorzystać, podnosi jakość życia, pomaga zdrowieć. Własne zdrowienie wspiera też zdrowienie pozostałych osób w rodzinie i poprawę relacji rodzinnych. Zarówno w rodzinie założonej, jak i rodzinie pochodzenia.

Po diagnozę i na terapię zgłasza się do poradni uzależnień NFZ. Nie jest potrzebne skierowanie. Sieć tych poradni jest równomiernie rozłożona w całej Polsce. Czas oczekiwania na rozpoczęcie zwykle nie przekracza trzech miesięcy. Rozpoczęcie terapii jest poprzedzone profesjonalną diagnozą. Terapia także jest standaryzowana.

Nie miałam przekonania do mojego leczenia. Poszłam do poradni dzięki osobom z forum, które mi napisały, że jestem współuzależniona i potrzebuję leczenia. Nie miałam pewności, czy jestem, ale posłuchałam, zapisałam się do poradni. Dostałam diagnozę współuzależnienia i termin rozpoczęcia terapii. To była bardzo dobra decyzja.
***

Schematy znajdziesz w internecie, po wpisaniu hasła: schemat rozwoju choroby alkoholowej.

Jednak ostrożnie, bo wiele z nich zawiera błędne lub niepełne informacje. Faza ostrzegawcza jest już fazą choroby, wymaga leczenia i nie ma z niej powrotu do kontrolowanego picia. Dalsze picie i nie podjęcie leczenia w tej fazie oznacza dalszy rozwój choroby.

Leczenie może zatrzymać chorobę na każdym jej etapie i z każdego etapu jest możliwy powrót do pełni funkcjonowania. Sama abstynencja od alkoholu, nawet długotrwała, nie wystarcza do zatrzymania choroby alkoholowej. To też nie zawsze z tych schematów wynika.

Częścią terapii jest psychoedukacja, gdy poznaje się mechanizmy choroby alkoholowej i współuzależnienia, dostaje się też informacje o rzetelnych źródłach wiedzy.
ODPOWIEDZ