Zagubienie w małżeństwie
Moderator: Moderatorzy
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Bławatek, bardzo Ci dziękuję. Wiara w Boga trzyma mnie przy życiu, ponieważ psychicznie źle znoszę już bardzo długo trwający kryzys.
Re: Zagubienie w małżeństwie
To zrozumiałe, że sytuacja cię niszczy psychicznie. Zadbaj o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Nasz świat się nie kończy - jest tylko inny niż chcieliśmy by był, co nie znaczy, że nie da się być szczęśliwym, bo się da 
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Dziękuję i bardzo proszę o modlitwę za moje dziecko, bo najbardziej mi dziecka szkoda
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Czy dociekalibyście czy jest kowalska? Czy w ogóle warto?
Re: Zagubienie w małżeństwie
Każda informacja o osobie trzeciej to ból więc pytanie czy chcesz go sobie sama zadawać. Jeśli jest taka osoba to prędzej czy później o niej się dowiesz.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Zagubienie w małżeństwie
Mój mąż twierdził, że żadnej kowalskiej nie ma. Ja czułam, że jest, ale tego nie dochodziłam. Z czasem samo okazało się, że kowalska jest, a z dalszym upływem czasu okazało się także, kto jest kowalską. Bez moich wysiłków.
Nawet wtedy, gdy wszystko było już jawne, mąż nadal próbował mnie ogłupiać i twierdził, że kowalska nie jest kowalską. Sporo wysiłku wkładał w ogłupianie mnie. Manipulował dziećmi, przysyłał mi wspólnych znajomych, by mi powiedzieli, że byli u niego w mieszkaniu, gdzie mieszka z kowalską i że on ma u kowalskiej osobny pokój. Powód wypierania się romansu był prosty - tak mu kazali jego prawnicy. No i chciał chronić dobre imię kowalskiej. Niektóre tłumaczenia były przy tym skrajnie głupie. Nie wdawałam się jednak w dyskusje z nim. Mark Twain miał kiedyś powiedzieć: "Nie dyskutuj z głupcem, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pobije doświadczeniem".
Myślę, że założenie, że to co robi mój mąż, to nie mój problem miało sens. Najpierw potrzebowałam to sobie przypominać i oduczać się zastanawiania, dochodzenia "czy kogoś na". Nauczyłam się też spokojnie ale stanowczo odsyłać osoby, które chciały mnie "informować" lub roztrząsać ze mną temat romansu męża. W tym moją mamę. Z czasem, kiedy już wiedziałam o romansie, nauczyłam się świadomie nie myśleć o tym i nie ranić takimi myślami samej siebie. To nie to samo, co wypieranie uczuć. Wymagało to nauki kierowania swoimi myślami. Ta nauka wyszła mi na dobre w wielu obszarach życia.
Moim błędem było natomiast to, że nie broniłam się przed krzywdą ze strony męża. Nie docierało do mnie, że brak obrony przed krzywdą nie jest sposobem na odzyskanie uczuć męża, tylko sposobem na to, by mąż mnie nie szanował i by zaczął mną gardzić. Nie rozumiałam też, że obrona siebie przed krzywdą to nie to samo, co zemsta. A mścić się nie chciałam. Więc niewłaściwe to wszystko rozumiejąc, nie broniłam się.
Inna sprawa, że nawet najdrobniejsze przejawy mojej obrony mąż traktował jako działania wrogie i skierowane przeciwko sobie. Nie wiedziałam, że to nie ma znaczenia, co o mojej obronie myśli mój mąż. Wydawało mi się to nawet kluczowe, by przekonać męża, że jestem dobra, miła i go kocham. Mścić się nie należy. Tego uczy nasza wiara. Ale bronić się warto. I tego wiara katolicka także uczy.
Warto też słuchać księdza Marka Dziewieckiego, który pomaga to wszystko poukładać. Opornie szła mi ta nauka, parę ładnych lat, ale się nauczyłam. Nie mszczę się. Ale przed krzywdą się chronię. Przez izolację. To bardzo skuteczna ochrona.
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Dziękuję Bławatku. Próbowałam dziś z nim rozmawiać, bo wspomniał synowi, że jak będziemy mieszkać oddzielnie to wtedy będzie to i tamto. Odpowiedziałam, że widzę, że może mieć kogoś i że ja nie chcę żyć w kłamstwie. On powiedział, że mieszka z nami tylko ze względu na dziecko i że już nie podejmie gwałtownych działań (w złości chciał wyprowadzać się i brał walizkę przy dziecku wiele razy, prosiłam, żeby został, bo dziecko płakało i stresowało się).
Paradoksalnie od krótkiego czasu zaczął uczestniczyć w życiu gospodarstwa domowego, odkąd zadeklarował totalne odejście ode mnie ok.2 m-ce temu. Wyrzuci śmieci, odkurzy. Wcześniej tego nie było. Był nieobecny. Ignorował dziecko i mnie. Teraz "nadrabia". Próbuje mnie zagadywać o przysłowiowej pogodzie, typowy "small talk". Nie ma żadnej rozmowy o przyszłości, tylko organizacyjnie itp. Zaczął kontaktować się ze swoją mamą, która popiera rozwody bardzo (mniejsza o szczegóły). Czuję się fatalnie. Powiedział, że ma mnie dość, odkąd urodziłam mu dziecko, ale milczał przez całe lata. Teraz zaczął mówić...i to często przykre rzeczy na mój temat. Z jednej strony mówi, że jestem dobrą mamą, że jestem empatyczna, a z drugiej, że jestem złą żoną i zawistna itp. Nie potrafi normalnie ze mną porozmawiać. Unika kontaktu bez udziału dziecka. Nie ma w ogóle możliwości komunikacji o nas, o małżeństwie, unika tych rozmów. On oczekuje, że ja będę w tym dziwnym układzie tkwić. Jeszcze zaczął mówić, że ja korzystam z jego pieniędzy (dochodu), które zresztą przeniósł na inne konto. Nie mam siły, czuję się jak śmieć. Jak zużyty przedmiot AGD.
Jeszcze mu się przydaję jako niania i gospodyni domowa. Podchodzi do mnie utylitarnie jak do przedmiotu. Próbuję sobie tłumaczyć, że to jest jego problem, nie mój. Racjonalnie to rozumiem. Serce boli, fizycznie odczuwam ból, jakby rozrywało mi klatkę piersiową. Prosiłam Pana Jezusa, żeby uczynił moje serce według Jego Serca i dał mi tę cząstkę bólu. Co mam robić? Nalegać na rozmowę? On traktuje mnie z tzw góry. Póki jestem przydatna i uległa jest poprawnie. Rozmowa jak z sąsiadem. Jak można tak potraktować swoją żonę? Dla mnie małżeństwo to decyzja i moment, w którym stajemy się rodziną. On postanowił w swojej pysze zniszczyć naszą rodzinę. Kontrolować wszystko i zarządzać mną jak szmacianą lalką, marionetką.
Paradoksalnie od krótkiego czasu zaczął uczestniczyć w życiu gospodarstwa domowego, odkąd zadeklarował totalne odejście ode mnie ok.2 m-ce temu. Wyrzuci śmieci, odkurzy. Wcześniej tego nie było. Był nieobecny. Ignorował dziecko i mnie. Teraz "nadrabia". Próbuje mnie zagadywać o przysłowiowej pogodzie, typowy "small talk". Nie ma żadnej rozmowy o przyszłości, tylko organizacyjnie itp. Zaczął kontaktować się ze swoją mamą, która popiera rozwody bardzo (mniejsza o szczegóły). Czuję się fatalnie. Powiedział, że ma mnie dość, odkąd urodziłam mu dziecko, ale milczał przez całe lata. Teraz zaczął mówić...i to często przykre rzeczy na mój temat. Z jednej strony mówi, że jestem dobrą mamą, że jestem empatyczna, a z drugiej, że jestem złą żoną i zawistna itp. Nie potrafi normalnie ze mną porozmawiać. Unika kontaktu bez udziału dziecka. Nie ma w ogóle możliwości komunikacji o nas, o małżeństwie, unika tych rozmów. On oczekuje, że ja będę w tym dziwnym układzie tkwić. Jeszcze zaczął mówić, że ja korzystam z jego pieniędzy (dochodu), które zresztą przeniósł na inne konto. Nie mam siły, czuję się jak śmieć. Jak zużyty przedmiot AGD.
Jeszcze mu się przydaję jako niania i gospodyni domowa. Podchodzi do mnie utylitarnie jak do przedmiotu. Próbuję sobie tłumaczyć, że to jest jego problem, nie mój. Racjonalnie to rozumiem. Serce boli, fizycznie odczuwam ból, jakby rozrywało mi klatkę piersiową. Prosiłam Pana Jezusa, żeby uczynił moje serce według Jego Serca i dał mi tę cząstkę bólu. Co mam robić? Nalegać na rozmowę? On traktuje mnie z tzw góry. Póki jestem przydatna i uległa jest poprawnie. Rozmowa jak z sąsiadem. Jak można tak potraktować swoją żonę? Dla mnie małżeństwo to decyzja i moment, w którym stajemy się rodziną. On postanowił w swojej pysze zniszczyć naszą rodzinę. Kontrolować wszystko i zarządzać mną jak szmacianą lalką, marionetką.
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Dziękuję Ruta za Twoje przemyślenia i podzielenie się doświadczeniem. Jak nauczyć się kontrolować swoje myśli? Cały czas "z tyłu głowy" mam myśli o mężu i stresuję się. Jak też skutecznie bronić się przed nim? On stłamsił mnie totalnie. Boję się o cokolwiek go poprosić (nawet typu podwiezienie dziecka i mnie), ponieważ często kończy się to z jego strony agresją słowną lub złośliwością. Jemu jest tak wygodnie, bo ma więcej czasu na swoje sprawy, w tym siedzenie wielogodzinne ze smartfonem (gierki online i nie wiadomo co jeszcze). Każde niewygodne dla niego pytanie kończy się agresją i poniżaniem mnie. Boli mnie to, że on odnosi się do mnie tak okrutnie. Nie mogę uwierzyć, że tak można traktować kogokolwiek... Przestałam być użyteczna i "na pokaz" jak kiedyś. Sam mówił, że nie będzie kontaktował się ze znajomymi "bo już nie ma się czym chwalić" odkąd zachorowałam...
Re: Zagubienie w małżeństwie
Kontrola myśli ma kilka warstw.
Pierwsza warstwa to nauczenie się oddzielania tego, co jest w myślach wyobrażeniem (projekcją lub ruminacją) od myśli o faktach, poprzez uważne przyglądanie się myślom.
Projekcje to m.in. myśli o tym, co będzie, co się stanie. To także myśli o tym, co druga osoba myśli, co planuje, co powie, co zrobi, co czuje. Ja w głowie miałam całe scenariusze, co się stanie, jeden bardziej katastroficzny od drugiego. Oraz wiele myśli, w których zgadywałam lub nawet "wiedziałam" co mąż myśli, co zrobi, co robi teraz, co powie.
Ruminacje to m.in. uporczywe myśli o przeszłości, co on powiedział, co ja powiedziałam, co powinnam zrobić inaczej, jak inaczej zareagować, co by było gdyby.
Projekcje są ukierunkowane w przyszłość, ruminacje w przeszłość. Przyszłości jeszcze nie ma, przeszłości już nie ma. Nie wiem, co druga osoba myśli, co czuje i co planuje.
Zarówno projekcje jak i ruminacje wyczerpują emocjonalnie, bo emocjonalnie reagujemy na nie tak samo, jak na fakty. Czyli mnóstwo zasobów zużywamy wtedy na przeżywanie tego, czego już nie ma albo czego jeszcze nie ma i na to czego nie ma teraz.
***
Potem jest druga warstwa. Zdanie sobie sprawy, że takie myśli to nie są fakty, tylko ułudy, pomaga przebijać takie myśli jak bańki mydlane. Tego też można się nauczyć. I warto, bo to znacząco zmniejsza poziom lęku, poczucia winy, smutku, paniki i innych trudnych uczuć, powstająch w reakcji na projekcje i ruminacje.
Można też w ramach oduczania się pisania w głowie katastroficznych scenariuszy lub obsesyjnego obwiniania się za przeszłość, świadomie raz na jakiś czas stworzyć sobie pozytywny lub zabawny scenariusz rozwoju zdarzeń lub taką opowieść o przeszłości, w której akcent będzie położony na tym, co naprawdę zrobiłam dobrze, co naprawdę poszło dobrze, z czym sobie dobrze poradziłam.
W razie projekcji o drugiej osobie dobrze sobie świadomie mówić: nie wiem co myśli, planuje i czuje druga osoba, co robi i co zrobi. To moje projekcje, nie fakty o drugiej osobie.
***
Oduczanie się projekcji i ruminacji oraz projekcji o innych pozwala wyróżnić jeszcze jedna kategorię myśli. Myśli o faktach. To takie myśli, które są o tym, co aktualnie tu i teraz się dzieje, a nie, co sobie wyobrażam, że się dzieje, działo lub się zdarzy.
Nauka kontroli swoich myśli o faktach to trzecia warstwa. Myśli o faktach mogą być adekwatne, albo nieadekwatne. Dlatego także im warto się przyglądać. I reagować wyłącznie na te adekwatne. Nieadekwatne zaś przebijać jak mydlane banieczki. To także ułudy.
***
Przykład nieadekwatnych myśli o faktach z mojego życia.
Mój mąż czasem wchodził do domu z pracy wyraźnie wściekły. To fakt. Adekwatna myśl w tej sytuacji brzmi na przykład tak: mój mąż przyszedł z pracy wściekły.
Taka myśl ogranicza się do stwierdzenia faktu.
Moje myśli szły jednak dalej: Co ja znowu nie tak zrobiłam? Co mam zrobić, żeby on przestał być wściekły? Moje myśli automatycznie angażowały mnie w poczucie winy.
Gdybym zatrzymywała się na fakcie, mogłabym zareagować w odpowiedzi na fakt. Na przykład zejść mężowi z drogi, aż mu przejdzie, albo zapytać go wprost: widzę, że jesteś wściekły, czy chcesz o tym porozmawiać, czy wolisz pobyć z tym sam?
Kiedy reagowałam na moje nieadekwatne myśli (to moja wina, muszę coś z tym zrobić) zamiast reagować na fakty, zaczynałam dopytywać męża, co nie tak zrobiłam, starałam się też załagodzić sytuację, załagodzić nastrój męża, poprawić mu humor. A on się wtedy wściekał jeszcze bardziej - już wprost i jawnie na mnie.
Co oczywiste dla mnie - dzisiaj - moje działania oparte na nieadekwatnych do faktów myślach, ekalowały napięcie. Z prostego powodu, próbowalam - w fałszywym poczuciu winy, które sobie projektowałam - zmienić nastrój męża, wpłynąć na ten jego nastrój i go zmienić.
Gdy ktoś próbuje modyfikować czyjeś uczucia, to osoba poddawana takim zabiegom nie czuje się komfortowo, może czuć złość, irytację na taką ingerencję. Drażnienie kogoś, kto jest już rozdrażniony nie jest dobrym pomysłem.
***
Co do skutecznej obrony. Izolacja jest podstawową formą obrony. Jeśli mąż reaguje agresją, izoluję się od niego. Jeśli trzeba, włącznie do oddzielnego zamieszkania. Izolacja chroni przed agresją. Próby interakcji z osobą agresywną nasilają agresję.
Są też granice - te stawiane sobie, nie drugiej osobie. Nie chcę słuchać wyzwisk męża - to kończę rozmowę, gdy zaczyna mnie wyzywać: rozłączam rozmowę, wychodzę z pokoju, z domu jeśli trzeba. Dzięki temu nie słucham wyzwisk. To skuteczna granica postawiona sobie. Dzięki temu to ja mam wpływ na swoją sytuację i na to, czy słucham wyzwisk czy nie.
Nie chcę być co chwilę odrzucana, to nie narzucam się ze swoją obecnością, nie narażam się na odrzucenie. Znowu - działam wyłącznie w swoim zakresie. Chronię siebie.
Mąż wysyła mi przykre wiadomości. Mogę go zablokować, mogę kasować wiadomości bez czytania, mogę czytać je raz na tydzień.
Czuję się niedobrze z tym, że robię mężowi pranie. Nie robię mu prania. Albo uznaję, że z jakiś moich powodów wybieram, by mu nadal to pranie robić. Ja decyduję, ja jestem sprawcza. Wybieram to, co dla mnie w danej sytuacji dobre, wygodne, na co mam zgodę.
Maż zaniedbuje obowiązki finansowe. Oceniam jakie rozwiązanie może być skuteczne: rozmowa, zaproszenie na mediację, powództwo do sądu o środki na utrzymanie rodziny.
Opcji postawienia granic sobie jest w każdej sytuacji wiele, najlepsze są te, z którymi to ja czuję się dobrze. Warto też pamiętać o tym, że mam prawo zmieniać swoje decyzje, jeśli coś nie działa, nie chroni dostatecznie, mogę szukać innych rozwiązań. Nie muszę sztywno trzymać się tego, co nie pomaga, nie chroni, nie działa.
Natomiast reakcją na obronę bywa zwiększona agresja, oskarżenia. Wtedy potrzebna jest izolacja.
***
Wszystko to, zarówno nauka kontrolowania myśli, oddzielania fikcji od faktów i nauka reagowania na fakty, nie na wyobrażenia, także i granice - są tak naprawdę o tym samym. O odpuszczaniu kontroli.
Projekcje - to próby kontrolowania przyszłości, ruminacje - to próby kontrolowania przeszłości, projekcje o drugiej osobie - próby kontrolowania tej osoby. Najczęściej próbujemy kontolować rzeczywistość i ludzi z lęku. Tylko, że te próby kontroli nasilają lęk, bo są z góry skazane na porażkę. Nie da się kontrolować innych osób, przeszłości i przyszłości. Działać można tylko tu i teraz. Wpływ ma się przede wszystkim na siebie.
Lęk obniża się za to, kiedy uczę się chronić tu i teraz i reagować adekwatnie do tego, co się dzieje. Gdyby na przykład wściekły mąż wybuchł na mnie i dzieci, by rozładować swoje napięcie i ja bym potrafiła nas ochronić w tej konkretnej sytuacji - na przykład wychodząc z dziećmi z domu - nie potrzebowałam bym potem ruminować na temat tej sytuacji, ani projektować sobie takich przyszłych sytuacji, ani projektować sobie stanów męża w lęku przed jego wybuchami.
Warto też nauczyć się skutecznie przerywać nieprzyjemne interakcje, bez wchodzenia w dyskusje i próby przekonywania drugiej osoby do moich racji. Nauczyłam się na terapii dwóch zdań, które są w tym pomocne:
Ja tak nie uważam.
Mam na ten temat inne zdanie.
Na końcu takiego zdania jest kropka. Oznaczająca koniec interakcji.
***
Dla mnie pomocą w nauce ochrony siebie była też Lista Zerty. Dla mnie te punkty były o tym, jak nie eskalować napięcia między mną a mężem. Sprawdziły się. Pomogły mi też odwiesić się od męża.
Pierwsza warstwa to nauczenie się oddzielania tego, co jest w myślach wyobrażeniem (projekcją lub ruminacją) od myśli o faktach, poprzez uważne przyglądanie się myślom.
Projekcje to m.in. myśli o tym, co będzie, co się stanie. To także myśli o tym, co druga osoba myśli, co planuje, co powie, co zrobi, co czuje. Ja w głowie miałam całe scenariusze, co się stanie, jeden bardziej katastroficzny od drugiego. Oraz wiele myśli, w których zgadywałam lub nawet "wiedziałam" co mąż myśli, co zrobi, co robi teraz, co powie.
Ruminacje to m.in. uporczywe myśli o przeszłości, co on powiedział, co ja powiedziałam, co powinnam zrobić inaczej, jak inaczej zareagować, co by było gdyby.
Projekcje są ukierunkowane w przyszłość, ruminacje w przeszłość. Przyszłości jeszcze nie ma, przeszłości już nie ma. Nie wiem, co druga osoba myśli, co czuje i co planuje.
Zarówno projekcje jak i ruminacje wyczerpują emocjonalnie, bo emocjonalnie reagujemy na nie tak samo, jak na fakty. Czyli mnóstwo zasobów zużywamy wtedy na przeżywanie tego, czego już nie ma albo czego jeszcze nie ma i na to czego nie ma teraz.
***
Potem jest druga warstwa. Zdanie sobie sprawy, że takie myśli to nie są fakty, tylko ułudy, pomaga przebijać takie myśli jak bańki mydlane. Tego też można się nauczyć. I warto, bo to znacząco zmniejsza poziom lęku, poczucia winy, smutku, paniki i innych trudnych uczuć, powstająch w reakcji na projekcje i ruminacje.
Można też w ramach oduczania się pisania w głowie katastroficznych scenariuszy lub obsesyjnego obwiniania się za przeszłość, świadomie raz na jakiś czas stworzyć sobie pozytywny lub zabawny scenariusz rozwoju zdarzeń lub taką opowieść o przeszłości, w której akcent będzie położony na tym, co naprawdę zrobiłam dobrze, co naprawdę poszło dobrze, z czym sobie dobrze poradziłam.
W razie projekcji o drugiej osobie dobrze sobie świadomie mówić: nie wiem co myśli, planuje i czuje druga osoba, co robi i co zrobi. To moje projekcje, nie fakty o drugiej osobie.
***
Oduczanie się projekcji i ruminacji oraz projekcji o innych pozwala wyróżnić jeszcze jedna kategorię myśli. Myśli o faktach. To takie myśli, które są o tym, co aktualnie tu i teraz się dzieje, a nie, co sobie wyobrażam, że się dzieje, działo lub się zdarzy.
Nauka kontroli swoich myśli o faktach to trzecia warstwa. Myśli o faktach mogą być adekwatne, albo nieadekwatne. Dlatego także im warto się przyglądać. I reagować wyłącznie na te adekwatne. Nieadekwatne zaś przebijać jak mydlane banieczki. To także ułudy.
***
Przykład nieadekwatnych myśli o faktach z mojego życia.
Mój mąż czasem wchodził do domu z pracy wyraźnie wściekły. To fakt. Adekwatna myśl w tej sytuacji brzmi na przykład tak: mój mąż przyszedł z pracy wściekły.
Taka myśl ogranicza się do stwierdzenia faktu.
Moje myśli szły jednak dalej: Co ja znowu nie tak zrobiłam? Co mam zrobić, żeby on przestał być wściekły? Moje myśli automatycznie angażowały mnie w poczucie winy.
Gdybym zatrzymywała się na fakcie, mogłabym zareagować w odpowiedzi na fakt. Na przykład zejść mężowi z drogi, aż mu przejdzie, albo zapytać go wprost: widzę, że jesteś wściekły, czy chcesz o tym porozmawiać, czy wolisz pobyć z tym sam?
Kiedy reagowałam na moje nieadekwatne myśli (to moja wina, muszę coś z tym zrobić) zamiast reagować na fakty, zaczynałam dopytywać męża, co nie tak zrobiłam, starałam się też załagodzić sytuację, załagodzić nastrój męża, poprawić mu humor. A on się wtedy wściekał jeszcze bardziej - już wprost i jawnie na mnie.
Co oczywiste dla mnie - dzisiaj - moje działania oparte na nieadekwatnych do faktów myślach, ekalowały napięcie. Z prostego powodu, próbowalam - w fałszywym poczuciu winy, które sobie projektowałam - zmienić nastrój męża, wpłynąć na ten jego nastrój i go zmienić.
Gdy ktoś próbuje modyfikować czyjeś uczucia, to osoba poddawana takim zabiegom nie czuje się komfortowo, może czuć złość, irytację na taką ingerencję. Drażnienie kogoś, kto jest już rozdrażniony nie jest dobrym pomysłem.
***
Co do skutecznej obrony. Izolacja jest podstawową formą obrony. Jeśli mąż reaguje agresją, izoluję się od niego. Jeśli trzeba, włącznie do oddzielnego zamieszkania. Izolacja chroni przed agresją. Próby interakcji z osobą agresywną nasilają agresję.
Są też granice - te stawiane sobie, nie drugiej osobie. Nie chcę słuchać wyzwisk męża - to kończę rozmowę, gdy zaczyna mnie wyzywać: rozłączam rozmowę, wychodzę z pokoju, z domu jeśli trzeba. Dzięki temu nie słucham wyzwisk. To skuteczna granica postawiona sobie. Dzięki temu to ja mam wpływ na swoją sytuację i na to, czy słucham wyzwisk czy nie.
Nie chcę być co chwilę odrzucana, to nie narzucam się ze swoją obecnością, nie narażam się na odrzucenie. Znowu - działam wyłącznie w swoim zakresie. Chronię siebie.
Mąż wysyła mi przykre wiadomości. Mogę go zablokować, mogę kasować wiadomości bez czytania, mogę czytać je raz na tydzień.
Czuję się niedobrze z tym, że robię mężowi pranie. Nie robię mu prania. Albo uznaję, że z jakiś moich powodów wybieram, by mu nadal to pranie robić. Ja decyduję, ja jestem sprawcza. Wybieram to, co dla mnie w danej sytuacji dobre, wygodne, na co mam zgodę.
Maż zaniedbuje obowiązki finansowe. Oceniam jakie rozwiązanie może być skuteczne: rozmowa, zaproszenie na mediację, powództwo do sądu o środki na utrzymanie rodziny.
Opcji postawienia granic sobie jest w każdej sytuacji wiele, najlepsze są te, z którymi to ja czuję się dobrze. Warto też pamiętać o tym, że mam prawo zmieniać swoje decyzje, jeśli coś nie działa, nie chroni dostatecznie, mogę szukać innych rozwiązań. Nie muszę sztywno trzymać się tego, co nie pomaga, nie chroni, nie działa.
Natomiast reakcją na obronę bywa zwiększona agresja, oskarżenia. Wtedy potrzebna jest izolacja.
***
Wszystko to, zarówno nauka kontrolowania myśli, oddzielania fikcji od faktów i nauka reagowania na fakty, nie na wyobrażenia, także i granice - są tak naprawdę o tym samym. O odpuszczaniu kontroli.
Projekcje - to próby kontrolowania przyszłości, ruminacje - to próby kontrolowania przeszłości, projekcje o drugiej osobie - próby kontrolowania tej osoby. Najczęściej próbujemy kontolować rzeczywistość i ludzi z lęku. Tylko, że te próby kontroli nasilają lęk, bo są z góry skazane na porażkę. Nie da się kontrolować innych osób, przeszłości i przyszłości. Działać można tylko tu i teraz. Wpływ ma się przede wszystkim na siebie.
Lęk obniża się za to, kiedy uczę się chronić tu i teraz i reagować adekwatnie do tego, co się dzieje. Gdyby na przykład wściekły mąż wybuchł na mnie i dzieci, by rozładować swoje napięcie i ja bym potrafiła nas ochronić w tej konkretnej sytuacji - na przykład wychodząc z dziećmi z domu - nie potrzebowałam bym potem ruminować na temat tej sytuacji, ani projektować sobie takich przyszłych sytuacji, ani projektować sobie stanów męża w lęku przed jego wybuchami.
Warto też nauczyć się skutecznie przerywać nieprzyjemne interakcje, bez wchodzenia w dyskusje i próby przekonywania drugiej osoby do moich racji. Nauczyłam się na terapii dwóch zdań, które są w tym pomocne:
Ja tak nie uważam.
Mam na ten temat inne zdanie.
Na końcu takiego zdania jest kropka. Oznaczająca koniec interakcji.
***
Dla mnie pomocą w nauce ochrony siebie była też Lista Zerty. Dla mnie te punkty były o tym, jak nie eskalować napięcia między mną a mężem. Sprawdziły się. Pomogły mi też odwiesić się od męża.
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Bardzo dziękuję Ruta i będę wracała do Twojej odpowiedzi, aby stosować w niej zawarte rady. Bardzo praktyczne. Widzę, że za bardzo postawiłam się w roli ofiary, a złu trzeba się przeciwstawiać, aby uciekło od nas 
Re: Zagubienie w małżeństwie
Myślę, że nie da się "za bardzo" postawić w roli ofiary. Są osoby stosujące przemoc i osoby doświadczające tej przemocy. Osoby doświadczające przemocy są realnymi ofiarami przemocy, a nie osobami odgrywającymi rolę ofiary przemocy. To rzeczywistość, nie gra.jeanne1234 pisze: ↑26 lut 2026, 19:44 Bardzo dziękuję Ruta i będę wracała do Twojej odpowiedzi, aby stosować w niej zawarte rady. Bardzo praktyczne. Widzę, że za bardzo postawiłam się w roli ofiary, a złu trzeba się przeciwstawiać, aby uciekło od nas![]()
Przemoc trwa nie dlatego, że osoba jej doświadczająca identyfikuje się z rolą ofiary, tylko dlatego, że brakuje jej skutecznych zasobów i narzędzi, żeby się uwolnić, uniezależnić od osoby stosującej przemoc. Podstawą przemocy jest zależność osoby doświadczającej przemocy od osoby stosującej przemoc. Czasem to zależność emocjonalna - szczególnie gdy osobą stosującą przemoc jest osoba bliska: mąż, dziecko, rodzic. Często to wystarczy, by osoba doświadczająca przemocy się nie chroniła, np. w lęku przed utratą ważnej dla niej więzi.
W jakich zależnościach od męża jesteś? Czego się obawiasz?
***
Ruminacje, projekcje o przyszłości, projekcje o drugiej osobie to sposoby myślenia, który nabywamy doświadczając przemocy. To są próby odzyskania kontroli, najczęściej skoncentrowane wokół tego, co mogłam, mogę lub będę mogła zrobić inaczej, po to, by osoba stosująca przemoc przestała stosować przemoc. To nie pomoże.
Próby zmiany zachowania osoby stosującej przemoc, choć nie są skuteczne w kończeniu przemocy, nie biorą się z powietrza. Wynikają z przekonania osoby doświadczającej przemocy, że to jej zachowanie sprawia, że doświadcza przemocy. To narracja sprawców: zachowałaś się w ten sposób, więc ja... , gdybyś ty nie..., to ja bym nie... Jest wtedy "oczywiste", że jeśli osoba doświadczająca przemocy zmieni swoje zachowanie przemoc się skończy. Tyle, że się nie skończy.
Czy sądzisz, że mąż zachowuje się w określony sposób z twojego powodu? Że jeśli ty się zmienisz, maż zacznie zachowywać się inaczej?
Czasem sami sprawcy podpowiadają, co ma zrobić ich ofiara, by przemoc się skończyła: dziecko ma być grzeczne, żona posłuszna, chudsza, grubsza, lepiej zorganizowana, inaczej ubrana... Ileż ja się nagimnastykowałam, by się dostosować do oczekiwań męża, w nadziei, że zacznie mnie i dzieci traktować lepiej, że będzie spokojniejszy.
Nie umiałam powiedzieć sobie wprost, że miałam nadzieję, że mąż skończy stosować przemoc. Nie nazywałam jego zachowań przemocą.
Czy nazywasz przemoc przemocą? Czy stosujesz się do instrukcji męża albo własnych pomysłów, w nadziei, że jego zachowania wobec ciebie, postawa ulegną zmianie?
***
Problem w tym, że nie da się zakończyć przemocy, starając się zmienić zachowanie osoby stosującej przemoc. Taki sposób myślenia wyczerpuje emocjonalnie, angażuje emocje, siły. Nie starcza sił na realną obronę.
Brak obrony w relacji w której jest przemoc wynika nie tylko z więzi emocjonalnych. Zwykle silna jest obawa przed konsekwencjami, przed nasileniem się przemocy. Słuszna obawa, bo kiedy osoba doświadczająca przemocy broni się, osoba stosująca przemoc nasila agresję i przemoc, by stłumić bunt i odzyskać kontrolę. Kilkukrotnie próbowalam wyjść z przemocy broniąc się, jednak nie radziłam sobie z nasiloną przemocą - i wpadałam jeszcze głębiej.
***
Kiedy doświadczam przemocy myślę w sposób odrealniony, wlaśnie przez projekcje i ruminacje. Nie jest to moją winą, czy rolą. Tak działa przemoc.
Nauka myślenia inaczej jest jednym z narzędzi wychodzenia z przemocy. Swoją drogą: nawracajcie się po grecku brzmi: metanoja - zmieniajcie myślenie. Zmiana myślenia, która ma doprowadzić do zmiany zachowania.
***
Co do stawiania oporu złemu. Jest taki zapis w Ewangelii i św. Mateusza 5, 38-42. Jest m.in. o tym, by nie stawiać oporu złemu i nadstawiać drugi policzek. Jeśli ten zapis jest błędnie rozumiany, prowadzi do znoszenia przemocy. Takiej interpretacji mnie nauczono w dzieciństwie i tak postępowałam w małżeństwie. Podporządkowanie się przemocy nie zatrzymuje przemocy, tylko eskaluje przemoc. A przecież nie ma nauki by się złemu podporządkować. Jednak także stawianie oporu przemocy, odpowiadanie tym samym za to samo, eskaluje przemoc. Takie działania nazywałam kiedyś obroną przed przemocą. Nie pomagały.
***
Uczę się nadal ewangelicznego wychodzenia z przemocy. Zmiany myślenia. Nauki nie wchodzenia w odwet. Nauki nie wchodzenia w eskalację ani przez podporządkowanie ani przez opór.
Częścią tej nauki jest nauka stawiania granic - wyłącznie sobie (nie stawiam oporu wyzywającemu mnie mężowi, tylko usuwam się z jego zasięgu, by nie słuchać wyzwisk). Także izolacja od męża i wychodzenie z zależności życiowej i emocjonalnej od męża.
Częścią tej nauki jest też nadstawianie drugiego policzka. To najdziwniejsza dla mnie część. Tego uczyłam się na terapii, na psychoedukacji. Nasz prowadzący dał nam przykład piesków. Jak idzie duży pies, to mały piesek nie idzie na konfrontację z nim, tylko kładzie się na plecki i odsłania brzuszek. Nadstawianie policzka nie jest o nastawieniu go do bicia. Jest o okazaniu słabości, tego, że nie zagrażam, że jestem bez broni. Agresja jest często o potrzebie dominacji albo o uczuciu zagrożenia. Okazanie słabości sprawia, że agresor nie musi być agresywny.
Kiedy mój mąż stosował przemoc, nie pokazywałam słabości, smutku. Zacinałam się, podporządkowywałam. Albo próbowalam się odgryzać. Byłam małym pieskiem warczącym na dużego. Długo walczyłam ze sobą, żeby się odsłonić zamiast zacinać lub warczeć. Prowadziłam długie polemiki z Jezusem, że ucząc nadstawiania drugiego policzka po prostu chce wziąć mnie na krzyż, a ja wcale na krzyż nie chcę. Że jak okażę słabość, mąż mnie zaatakuje. Że jak okażę, że mnie rani, zacznie ranić jeszcze bardziej.
Któregoś dnia jednak się odważyłam. Mąż bardzo źle się do mnie odezwał. Ton jego głosu, sposób w jaki się do mnie zwrócił, to co powiedział, sprawiło, że się przestraszyłam, skuliłam, miałam łzy w oczach. Zamiast podporządkować się, wyjść, zaciąć albo odgryźć, powiedziałam krótko co mi to zrobiło, mniej więcej taką treść: Boję się, kiedy zwracasz się do mnie w taki sposób. Mąż zastygł, zamilkł i wyszedł do innego pomieszczenia. Nie wiedziałam, co to znaczy i się bałam. W myślach robiłam wyrzuty Jezusowi, że teraz to dopiero się zacznie. Trochę to trwało. Mąż przyszedł do mnie... i mnie przeprosił. Ostatnie, czego się spodziewałam.
Nie ma natomiast tak dobrze, że zawsze i wszędzie właściwa jest jedna i ta sama reakcja na przemoc. Dlatego warto uczyć się różnych reakcji. Trenować. Sprawdzać. Próbować. Rozważać różne scenariusze - o swoich reakcjach i działaniach, nie o zmianie zachowania osoby stosującej przemoc.
Ksiądz Marek Dziewiecki mówi ważną rzecz. Chroniąc się przed przemocą, nie krzywdzę jej sprawcy, choć on to tak często przedstawia. Chronię też sprawcę, bo nie pozwalając się krzywdzić i nie pozwalając krzywdzić moich bliskich, sprawiam, że sprawca ma mniej ofiar na sumieniu.
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Dziękuję Ruta. Dziś rozpłakałam się po tym jak mąż źle mnie potraktował. Znów powiedział, że jest ze mną tylko i wyłącznie ze względu na dziecko i że wszystko jest moją winą. Wcześniej to mnie w odpowiedzi o uwagi dotyczące przemocy z jego strony oskarżał o przemoc, pomimo, że on stosował różne jej formy. Jestem kompletnie rozbita, wszystko odbija się na dziecku, którego nie potrafię chronić tak jakbym chciała. Mąż choruje na depresję, bierze leki w za niskich dawkach i manipuluje psychiatra i psychologiem... jestem załamanaRuta pisze: ↑27 lut 2026, 7:09Myślę, że nie da się "za bardzo" postawić w roli ofiary. Są osoby stosujące przemoc i osoby doświadczające tej przemocy. Osoby doświadczające przemocy są realnymi ofiarami przemocy, a nie osobami odgrywającymi rolę ofiary przemocy. To rzeczywistość, nie gra.jeanne1234 pisze: ↑26 lut 2026, 19:44 Bardzo dziękuję Ruta i będę wracała do Twojej odpowiedzi, aby stosować w niej zawarte rady. Bardzo praktyczne. Widzę, że za bardzo postawiłam się w roli ofiary, a złu trzeba się przeciwstawiać, aby uciekło od nas![]()
Przemoc trwa nie dlatego, że osoba jej doświadczająca identyfikuje się z rolą ofiary, tylko dlatego, że brakuje jej skutecznych zasobów i narzędzi, żeby się uwolnić, uniezależnić od osoby stosującej przemoc. Podstawą przemocy jest zależność osoby doświadczającej przemocy od osoby stosującej przemoc. Czasem to zależność emocjonalna - szczególnie gdy osobą stosującą przemoc jest osoba bliska: mąż, dziecko, rodzic. Często to wystarczy, by osoba doświadczająca przemocy się nie chroniła, np. w lęku przed utratą ważnej dla niej więzi.
W jakich zależnościach od męża jesteś? Czego się obawiasz?
***
Ruminacje, projekcje o przyszłości, projekcje o drugiej osobie to sposoby myślenia, który nabywamy doświadczając przemocy. To są próby odzyskania kontroli, najczęściej skoncentrowane wokół tego, co mogłam, mogę lub będę mogła zrobić inaczej, po to, by osoba stosująca przemoc przestała stosować przemoc. To nie pomoże.
Próby zmiany zachowania osoby stosującej przemoc, choć nie są skuteczne w kończeniu przemocy, nie biorą się z powietrza. Wynikają z przekonania osoby doświadczającej przemocy, że to jej zachowanie sprawia, że doświadcza przemocy. To narracja sprawców: zachowałaś się w ten sposób, więc ja... , gdybyś ty nie..., to ja bym nie... Jest wtedy "oczywiste", że jeśli osoba doświadczająca przemocy zmieni swoje zachowanie przemoc się skończy. Tyle, że się nie skończy.
Czy sądzisz, że mąż zachowuje się w określony sposób z twojego powodu? Że jeśli ty się zmienisz, maż zacznie zachowywać się inaczej?
Czasem sami sprawcy podpowiadają, co ma zrobić ich ofiara, by przemoc się skończyła: dziecko ma być grzeczne, żona posłuszna, chudsza, grubsza, lepiej zorganizowana, inaczej ubrana... Ileż ja się nagimnastykowałam, by się dostosować do oczekiwań męża, w nadziei, że zacznie mnie i dzieci traktować lepiej, że będzie spokojniejszy.
Nie umiałam powiedzieć sobie wprost, że miałam nadzieję, że mąż skończy stosować przemoc. Nie nazywałam jego zachowań przemocą.
Czy nazywasz przemoc przemocą? Czy stosujesz się do instrukcji męża albo własnych pomysłów, w nadziei, że jego zachowania wobec ciebie, postawa ulegną zmianie?
***
Problem w tym, że nie da się zakończyć przemocy, starając się zmienić zachowanie osoby stosującej przemoc. Taki sposób myślenia wyczerpuje emocjonalnie, angażuje emocje, siły. Nie starcza sił na realną obronę.
Brak obrony w relacji w której jest przemoc wynika nie tylko z więzi emocjonalnych. Zwykle silna jest obawa przed konsekwencjami, przed nasileniem się przemocy. Słuszna obawa, bo kiedy osoba doświadczająca przemocy broni się, osoba stosująca przemoc nasila agresję i przemoc, by stłumić bunt i odzyskać kontrolę. Kilkukrotnie próbowalam wyjść z przemocy broniąc się, jednak nie radziłam sobie z nasiloną przemocą - i wpadałam jeszcze głębiej.
***
Kiedy doświadczam przemocy myślę w sposób odrealniony, wlaśnie przez projekcje i ruminacje. Nie jest to moją winą, czy rolą. Tak działa przemoc.
Nauka myślenia inaczej jest jednym z narzędzi wychodzenia z przemocy. Swoją drogą: nawracajcie się po grecku brzmi: metanoja - zmieniajcie myślenie. Zmiana myślenia, która ma doprowadzić do zmiany zachowania.
***
Co do stawiania oporu złemu. Jest taki zapis w Ewangelii i św. Mateusza 5, 38-42. Jest m.in. o tym, by nie stawiać oporu złemu i nadstawiać drugi policzek. Jeśli ten zapis jest błędnie rozumiany, prowadzi do znoszenia przemocy. Takiej interpretacji mnie nauczono w dzieciństwie i tak postępowałam w małżeństwie. Podporządkowanie się przemocy nie zatrzymuje przemocy, tylko eskaluje przemoc. A przecież nie ma nauki by się złemu podporządkować. Jednak także stawianie oporu przemocy, odpowiadanie tym samym za to samo, eskaluje przemoc. Takie działania nazywałam kiedyś obroną przed przemocą. Nie pomagały.
***
Uczę się nadal ewangelicznego wychodzenia z przemocy. Zmiany myślenia. Nauki nie wchodzenia w odwet. Nauki nie wchodzenia w eskalację ani przez podporządkowanie ani przez opór.
Częścią tej nauki jest nauka stawiania granic - wyłącznie sobie (nie stawiam oporu wyzywającemu mnie mężowi, tylko usuwam się z jego zasięgu, by nie słuchać wyzwisk). Także izolacja od męża i wychodzenie z zależności życiowej i emocjonalnej od męża.
Częścią tej nauki jest też nadstawianie drugiego policzka. To najdziwniejsza dla mnie część. Tego uczyłam się na terapii, na psychoedukacji. Nasz prowadzący dał nam przykład piesków. Jak idzie duży pies, to mały piesek nie idzie na konfrontację z nim, tylko kładzie się na plecki i odsłania brzuszek. Nadstawianie policzka nie jest o nastawieniu go do bicia. Jest o okazaniu słabości, tego, że nie zagrażam, że jestem bez broni. Agresja jest często o potrzebie dominacji albo o uczuciu zagrożenia. Okazanie słabości sprawia, że agresor nie musi być agresywny.
Kiedy mój mąż stosował przemoc, nie pokazywałam słabości, smutku. Zacinałam się, podporządkowywałam. Albo próbowalam się odgryzać. Byłam małym pieskiem warczącym na dużego. Długo walczyłam ze sobą, żeby się odsłonić zamiast zacinać lub warczeć. Prowadziłam długie polemiki z Jezusem, że ucząc nadstawiania drugiego policzka po prostu chce wziąć mnie na krzyż, a ja wcale na krzyż nie chcę. Że jak okażę słabość, mąż mnie zaatakuje. Że jak okażę, że mnie rani, zacznie ranić jeszcze bardziej.
Któregoś dnia jednak się odważyłam. Mąż bardzo źle się do mnie odezwał. Ton jego głosu, sposób w jaki się do mnie zwrócił, to co powiedział, sprawiło, że się przestraszyłam, skuliłam, miałam łzy w oczach. Zamiast podporządkować się, wyjść, zaciąć albo odgryźć, powiedziałam krótko co mi to zrobiło, mniej więcej taką treść: Boję się, kiedy zwracasz się do mnie w taki sposób. Mąż zastygł, zamilkł i wyszedł do innego pomieszczenia. Nie wiedziałam, co to znaczy i się bałam. W myślach robiłam wyrzuty Jezusowi, że teraz to dopiero się zacznie. Trochę to trwało. Mąż przyszedł do mnie... i mnie przeprosił. Ostatnie, czego się spodziewałam.
Nie ma natomiast tak dobrze, że zawsze i wszędzie właściwa jest jedna i ta sama reakcja na przemoc. Dlatego warto uczyć się różnych reakcji. Trenować. Sprawdzać. Próbować. Rozważać różne scenariusze - o swoich reakcjach i działaniach, nie o zmianie zachowania osoby stosującej przemoc.
Ksiądz Marek Dziewiecki mówi ważną rzecz. Chroniąc się przed przemocą, nie krzywdzę jej sprawcy, choć on to tak często przedstawia. Chronię też sprawcę, bo nie pozwalając się krzywdzić i nie pozwalając krzywdzić moich bliskich, sprawiam, że sprawca ma mniej ofiar na sumieniu.
- Niepozorny
- Posty: 3099
- Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
- Jestem: w separacji
- Płeć: Mężczyzna
Re: Zagubienie w małżeństwie
Witaj jeanne1234
Postawiłaś dość odważną diagnozę. Masz wykształcenie medyczne i wiesz kiedy dawki lekarstw są za małe lub za duże? Chodzisz w mężem na wizyty do psychiatry\psychologa i widzisz jego manipulacje?jeanne1234 pisze: ↑07 mar 2026, 17:04 Mąż choruje na depresję, bierze leki w za niskich dawkach i manipuluje psychiatra i psychologiem... jestem załamana
Z braku rodzi się lepsze!
Re: Zagubienie w małżeństwie
Jeanne, jesteś załamana i to w twojej sytuacji zrozumiale. Paradoksalnie to wcale nie jest taki niedobry stan. Uświadamia brak siły, nieskutecznośc dotychczasowych zabiegów. Pomaga uznać swoją bezsilność wobec sytuacji. A bezsilność to świetna sprawa, pomaga otworzyć się na pomoc i po nią sięgnąć. Ja nie daję już rady, więc potrzebuję pomocy.jeanne1234 pisze: ↑07 mar 2026, 17:04
Dziękuję Ruta. Dziś rozpłakałam się po tym jak mąż źle mnie potraktował. Znów powiedział, że jest ze mną tylko i wyłącznie ze względu na dziecko i że wszystko jest moją winą. Wcześniej to mnie w odpowiedzi o uwagi dotyczące przemocy z jego strony oskarżał o przemoc, pomimo, że on stosował różne jej formy. Jestem kompletnie rozbita, wszystko odbija się na dziecku, którego nie potrafię chronić tak jakbym chciała. Mąż choruje na depresję, bierze leki w za niskich dawkach i manipuluje psychiatra i psychologiem... jestem załamana
Jesteś wciąż mocno skupiona na mężu. Na tym jak cię potraktował, co powiedział, ile bierze leków, czy manipuluje otoczeniem. Jeszcze nie jesteś skupiona na sobie.
To zrozumiałe - jeśli rozumie się mechanizmy przemocy. Osoba doświadczająca przemocy, np. żona, jest mocno skupiona na osobie stosującej przemoc, np. na mężu. W postrzeganiu żony to od męża zależy jej stan, życie, zdrowie, samopoczucie. Często poza zależnością emocjonalną i więzami traumatycznymi są też zależności życiowe, np. brak własnego mieszkania, brak dochodów pozwalających się utrzymać samodzielnie. Dotyczy to szczególnie kobiet - matek małych dzieci.
Takie obserwowanie męża daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Nie mieszkałam już z mężem, nie byłam już od niego zależna jak kiedyś, ale nadal poddawałam go obserwacji. W jakim jest stanie, czy przyjedzie, czy nie przyjedzie, jak się będzie zachowywał. Powodem był mój strach przed jego nietrzeźwością, przed psychozą, bo miał epizody psychotyczne. Obserwacja, czujność, miały mi zapewnić bezpieczeństwo. Zamiast tego zapewniały mi stały stres i pogarszający się stan zdrowia, rozwaliły mi serce. Nie przenośnie. Dosłownie.
Oduczam się tego stanu czuwania, podwyższonej gotowości w terapii. Robię postępy.
Mąz uważa, że wszystko jest twoją winą. Niech uważa. Jak zacznie uważać, że jesteś niebieska, nie zmienisz koloru. Jak zacznie uważać, że jesteś głupia, nie ubędzie ci od tego nawet gram inteligencji. Jak uzna, że jesteś stara, nie dołoży to nawet miesiąca do twojego wieku. Jego poglądy, to tylko jego poglądy - nie rzeczywistość.
Mąż jest z tobą tylko dla dziecka. Tak ma. Przyjmij to jako informację. I zastanów się czego chcesz. Bo może na przykład nie chcesz żyć z mężem, który tak cię traktuje. A skoro tak, to może na przykład pójdziesz na grupę wsparcia i zobaczysz co się stanie, jak się nauczysz stawiać granice. Albo może uznasz, że na dziś jest dla ciebie do zniesienia i będziesz robić swoje. Albo uznasz, że potrzebujesz zamieszkać osobno od męża, by się chronić, bo jesteś zbyt przytłoczona, zmęczona, rozbita. Jest wiele możliwych reakcji na takie deklaracje. Nie chodzi o to co powiesz. Ale o to,.co zdecydujesz, co zrobisz.
***
Męska depresja często objawia się agresją. Przykre ale prawdziwe. Dlatego zresztą jest rzadko rozpoznawana. Bo powszechnie oczekuje się, że depresja objawia się wycofaniem. W przypadku wielu mężczyzn agresja maskuje smutek, przygnębienie. Natomiast chronić się należy przed każdą agresją, także tą plynącą z depresji. I to twoje zdanie.
Trzeba się tego nauczyć. Nie umiałam chronić siebie. Ale się nauczyłam. I nadal się uczę. Też się nauczysz.
Piszesz, że nie chronisz dostatecznie dziecka. Zawalałam tu zupełnie, nie tylko nie chroniłam dzieci, ale do przemocy męża dokładałam swoją przemoc.
Ochrony dzieci też się da nauczyć.
W jakich sytuacjach chcialabyś chronić dziecko bardziej?
***
Czy myślisz, że mąż ma za małe dawki leków, bo stał się bardziej agresywny?
Zwiększona agresja to częsta reakcja na leki psychotropowe, bo leki przeciwdepresyjne na początku zwiększają napęd. Potem dopiero wyrównują nastrój.
Jak rozumiesz to, że mąż manipuluje psychiatrą i psychologiem? Czy chodzi o to, że sądzisz, że przekazuje im, że jego stan jest twoją winą? Zapewne tak jest. Natomiast to nie znaczy, że znajduje poklask dla stosowania przemocy. Ale też w leczeniu depresji nie przepracowuje się na ogół przemocowych schematów zachowań. Temu służą inne terapie.
***
Czy ty korzystasz obecnie z jakiegokolwiek wsparcia dla siebie? Psychiatra? Terapia? Grupa wsparcia?
Czy dbasz o siebie? O swoje potrzeby?
Re: Zagubienie w małżeństwie
Kiedyś słysząc "diagnozy" stawiane bliskim przez osoby bez specjalizacji reagowałam podobnie. Nie masz wiedzy - nie diagnozuj. Czy jesteś lekarzem? Czy jesteś psychiatrą? Wydawało mi się to rozsądne - ta moja reakcja. A ja sobie wydawałam się bardziej mądra. Podobnie reagowałam na "etykiety" - nie oceniaj, nie sądź.Niepozorny pisze: ↑07 mar 2026, 18:17 Witaj jeanne1234Postawiłaś dość odważną diagnozę. Masz wykształcenie medyczne i wiesz kiedy dawki lekarstw są za małe lub za duże? Chodzisz w mężem na wizyty do psychiatry\psychologa i widzisz jego manipulacje?jeanne1234 pisze: ↑07 mar 2026, 17:04 Mąż choruje na depresję, bierze leki w za niskich dawkach i manipuluje psychiatra i psychologiem... jestem załamana
Pracując nad umiejętnością empatycznego dialogu, w tym empatycznego słuchania (czy w przypadku komunikacji pisanej - czytania), dowiedziałam się, że takie moje komunikaty... blokują komunikację.
Dowiedziałam się też, że dopytywanie się o specjalistyczne kompetencje osoby o której wiem, że ich nie ma (lub przypuszczam, że ich nie ma) - jest formą przemocy w komunikacji. Sarkazm skierowany do osoby wywołuje dyskomfort odbiorcy, dyskredytuje jego/jej wypowiedź. Podobnie jest z ironią. Przyjęcie, że tak jest nie było dla mnie trudne. Oduczenie się ironii - szalenie trudne.
Uchem sarkasty-szakala "słyszę" diagnozę stawianą przez niekompetentną osobę albo etykietę. Uchem empaty-żyrafy "słyszę" że dana osoba chce przekazać ważną informację. Jako szakal stawiam rozmówcę do pionu: "Wracaj do szeregu osób nieuprawnionych do stawiania diagnoz", "Nie oceniaj innych". Jako żyrafa dopytuję o jaką informację chodzi, co się dzieje. Otwieram się na przekaz, jaki ma dla mnie druga osoba.
Z kolei na konferencji medycznej dotyczącej dialogu na linii specjalista - bliscy pacjenta, dowiedziałam się, że to ważne, by zwracać szczególną uwagę na diagnozy stawiane przez bliskich. Za nieadekwatną lub pochopną diagnozą wystawioną przez osobę bliską może kryć się zgłoszenie ważnego objawu, który umyka specjalistom, widującym pacjenta średnio 5 minut na kilka miesięcy. Czasem zgłoszenie bliskich pozwala wykryć nieprawidłowe działanie leku, np. reakcję paradoksalną, patologiczne nasilenie objawów - i zmodyfikować leczenie.
Prelegent opowiedział też o sytuacji, gdy mama pacjenta informowała go przy każdej wizycie o tym, że przyjmuje on za małe dawki. Zbywał ją, przerywając jej, gdy tylko zaczynała, z góry zakładając, że jak wielu rodziców chce, by zapisał większą dawkę. Ale po ponad pół roku, gdy leki nie działały jak powinny, jednak dopytał. Okazało się, że pacjent naprawdę przyjmował za małe dawki, bo część swoich leków rozdawał kolegom.


