Jamnikt pisze: ↑29 cze 2026, 13:18
Witam.Jestem tu nowy i mam ogromny problem z którym już nie daje sobie rady sam ,choć wiem że sam sobie ten problem stworzyłem. Jestem w związku małżeńskim od ponad 20 lat, a z żonę poznałem jako nastolatek.Byla dla mnie pierwszą kobietą i myślałem że ostatnią i jedyną.Napisałem że jeszcze w związku bo od 2 miesięcy nie mieszkamy razem,kazała mi się wyprowadzić i nie chce utrzymywać ze mną kontaktu.Mamy 2 dzieci - jedno dorosłe a drugie nastoletnie, z nimi jako taki kontakt mam ale z racji że mieszkają z żoną i też mają żal do mnie więc kontakt jest znikomy.Od pewnego czasu zaczęło się psuć między nami nie otrzymywałem żadnej czułości od żony takie może głupie gęsty jak chwycenie za rękę czy pocałunek i przytulenie,ale dla mnie ma to wielkie znaczenie .Rozmawiałem z nią o tym nie raz ,czego mi brakuje za każdym razem dowiadując się że jest to mój problem i jeśli mój to muszę się zmienić bo według niej jest wszystko ok.
Witaj,
Każdy kryzys jest bolesny i każdy jest inny.
Piszesz, że zaczęło się jakoś czas temu psuć i nie dostawałeś czułości od żony więc nasuwa mi się pytanie czy przez te lata stałeś w miejscu czy może robiłeś wiele by wasza relacja się rozwijała i kwitła.
Potem zmieniła pracę została Panią wice dyrektor oraz miała inne dodatkowe zajęcia zawodowe a ja i w pewnym sensie cała rodzina odeszła na bok,żadnych wyjazdów wspólnych a wręcz przeciwnie była ona jej kadra i jej koleżanki z pracy ,jeździła na imprezy z nimi a dla mnie czasu jej brakło.I się pogubiłem ,zacząłem pisać z kokeżanką na portalu społecznościowym tam od niej słyszałem to czego brakowało mi od żony ,miłe i ciepłe słówka,nawet spotkaliśmy się na kawie parę razy ale nigdy nie doszło do niczego więcej między nami .Wiem jest to zdradą emocjonalna pisanie za czyimiś plecami że się go kocha i zwierzanie się.Niestety jak wspomniałem byłem pogubiony w tym wszystkim choć mnie to nie tłumaczy że poszedłem w tę stronę.Żona znalazła przypadkiem wiadomości jeszcze zaangażowała w to dzieci w przeglądanie po nocy telefonu mojego i drukowanie dla dowodu wiadomości,i po przedstawieniu mi tego wszystkiego kazała się wyprowadzić ,zrobiłem to ze względu na dzieci ,nie chciałem kolejnych pretensji i kłótni w sumie byłem i jestem winny.
Ciężko nieraz zrozumieć, że mimo związku małżeńskiego który sprawia, że jesteśmy jednością to dalej zostajemy odrębnymi osobami. Mój mąż np. myślał, że ja z chęcią będę jeździć z nim do garażu I być obok gdy on będzie grzebał w aucie - owszem fajnie byłoby być razem, ale ja w głowie bym miała te wszystkie niezrobione obowiązki więc bym była zestresowana, że się później nie wyrobię więc wolałam zostać w domu i coś działać bo taką mam naturę. Pewnie byłoby inaczej gdyby mój mąż wraz ze mna te różne obowiazki wykonywal, ale zdecydowana większość byla na mojej głowie. Mój mąż gdy awansował to uważał, że teraz musi poświęcić się jeszcze bardziej pracy - mi się to nie podobało, bo syn był coraz to starszy i chciał też z tatą spędzać czas a nie tylko ze mną. Komunikowałam to mężowi ale on wiedział lepiej. We mnie rosła frustracja, że rodzina się dla niego nie liczy tylko stanowisko. To zawsze jest trudny moment więc czasami łatwo ulec pokusom, że obok są inne miłe i zainteresowane nami osoby i często można takim postępowaniem dotknąć małżonka/kę. Czy sygnalizowałes żonie, że jakieś jej działania cię ranią, nie podobają ci się?
Wszystkie kontakty wcześniej wymienione zerwałem ,chce walczyć o rodzinę i o żone ,kocham ją i chcę odbudować co zniszczyłem ale żona nie chce ze mną rozmawiać ani nie odpisuje mi a gdy już gdzieś tam napiszę to porusza tylko temat że pozew rozwodowy jest w drodze i da mi znać jak będzie gotowy do podpisania.Jest mi ciężko samemu z tym wszystkim i z tą niemocą,miałem myśli samobójcze ,miałem wizyty u psychologów ale to nie pomaga ,będąc sam w domu cały czas płacze nad swoim losem bo straciłem wszystko wraz z sensem życia i choć nigdy nie byłem zagożałym.katoliki3m.zaczalem się modlić i chodzić prawie co dzień do koscioła żeby tam uspokoić swoje myśli

nie wiem co robić jak dotrzeć do żony ,z książek jakie wyczytałem każą dać czas ale ile ,znowu inni każą dawać nie namolnie o sobie znać ale u mnie nic nie pomaga .
Doświadczasz konsekwencji swojego działania. Niestety. Często mądrzejsi jesteśmy po szkodzie.
Mi też świat runął, gdy mój mąż nagle oświadczył, że się wyprowadza. Bardziej z tego powodu, że nie chciałam dla syna rozbitej rodziny. Nigdy nie byłam zbytnio uzależniona od męża a i tak byłam przerażona czy dam sobie radę. Pisałeś, że żona jest twoją pierwszą i jedyną miłością więc tym bardziej boli. Z forum nauczyłam się, że źle jest gdy żyje się ze współmałżonkiem w za dużej symbiozie bo w czasie różnych kryzysów świat się kończy. Warto zadbać o siebie- udać się do specjalistów po pomoc ale też przyjrzeć się sobie czy można by popracować nad sobą by stać się lepszym człowiekiem.
Tak, u Boga i w kościele można znaleźć ukojenie i wsparcie.
Mój mąż wiele napsuł i potrafil miesiącami kłamać, manipulować, więc jego słowa na mnie już nie robią wrażenia- tylko jego stanięcie w prawdzie i faktyczna zmiana zachowań na te lepsze mogłaby mnie przekonać do niego. Nie znam twojej żony więc to ty sam musisz się zastanowić jaka ona jest oraz co jest potrzebne waszemu małżeństwu. Na forum jest wiele podobnych historii więc mozna czerpać z doświadczeń innych, ale po zastanowieniu się co jest dla was odpowiednie, gdyz konsekwencje działania poniesiesz ty. Polecam książkę "5 języków miłości" - często działamy wobec innych tak jak my chcemy by ktoś działal względem nas, a okazuje się, że każdy ma inny dominujący język.
PS. Nazwałeś siebie "Jamnikt" - nie warto tak siebie nazywać, bo może tak się teraz czujesz ale jesteś kimś wyjątkowym- życie zostało dane Ci przez Boga i nie tylko dla niego jesteś kimś ważnym i wartościowym.