KRYZYS W MAŁŻEŃSTWIE, POGARDA
: 07 lip 2026, 14:35
Witajcie..
Jestem w beznadziejnym położeniu.. nawet nie wiem jak zacząć. Mam męża i dwójkę dzieci. Mój mąż (jesteśmy kilka lat po ślubie) odkąd pamiętam nie ma do mnie szacunku. Tzn potrafi być miły, potrafi mi coś przygotować, coś ugotować... Natomiast z łatwością przychodzi mu wyzywanie mnie. Są to sytuacje różne. Najczęściej taka flustracja do mojej osoby pojawia się w momencie, kiedy odmawiam stosunku. ODMWIAM, bo mnie nie szanuje. Nie raz powiedział mi, że do niczego sie nie nadaje, że zachowuje sie jak stara bab, bo tylko sprzatam w domu i nic wiecej. Od długiego już czasu, nie cieszą mnie chwilę spędzane z tym człowiekiem. Stał się dla mnie obcą osobą. Jest wybuchowy. Potrafi przy dzieciach mnie wyzywać. W ogóle nie ma podejścia do dzieci, zwłaszcza jak syn był mały, a teraz córka. Nie garnie się do niej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dość szybko (jeszcze jak byliśmy parą), pokazał mi to swoje drugie oblicze - że naprawdę potrafi być okrutny i chamski. Nie raz mi ubliżał, poniżał.. dla mnie to typowa przemoc slowna. Jest wiecznie sfochany, wiecznie obrażona mina. Wiecznie mnie straszy, ,e pójdzie na inne baby. Nie szanuje mnie, ja czuję się jak przedmiot. Nigdy nie miałam w nim szczerego wsparcia, nigdy nie czułam, że mogę mu się wygadać, a jak to robiłam, przy najbliższej okazji w kłótni mi to wypominał, moje przykre zdarzenia z życia. Jestem w kropce nie wiem co mam robić... Dzieci rosną, wszystko obserwują.. dużo rozumieją.. a ja jestem już tak bardzo zrezygnowana. Modle się.. ale chyba słabo.

On nawet jak idzie ze mną do kościoła, buzię ma zamknięta. Nie uczestniczy w Eucharystii... Zresztą idzie tam, a jak wraca dalej potrafi być w stosunku do mnie wyrachowany.. zimny. Coraz częściej myślę o rozwodzie, ale bardzo się tego boję, że sobie nie poradzę... Co więcej jest u nas też przemoc finansowa, nigdy nie czułam się przy nim bezpieczna...nie raz mi wypominał, że jestem rozrzutna. Wyblagalam terapię, poszedł raz. Nie wiem, nie mam już siły... Po ludzku mam dość. Dodam, że jestem młodą osobą, życie ucieka, a ja nie jestem w ogóle szczęśliwa, choć mam wspaniałe dzieci, które kocham nad życie. Dodam jeszcze, ze pracuje, zarabiam swoje pieniadze, jednak nie takie jak On.. Jak urodzila sie nasza córeczka ( na nią odklada na nasze konto oszczednociowe) - nie pozwala mi brac tych pieniedzy, bo twierdzi, ze jestem rozrzutna. jest naprawde wybuchowym czlowiekiem, raz jest mily, raz zachowuje sie jakbym nie wiaodmo jaka krzywde w zyciu mu wyrzadziła. Brak szacunku niesamowity.. Proszę o jakiekolwiek wsparcie i podpowiedź co powinnam zrobić...
Jestem w beznadziejnym położeniu.. nawet nie wiem jak zacząć. Mam męża i dwójkę dzieci. Mój mąż (jesteśmy kilka lat po ślubie) odkąd pamiętam nie ma do mnie szacunku. Tzn potrafi być miły, potrafi mi coś przygotować, coś ugotować... Natomiast z łatwością przychodzi mu wyzywanie mnie. Są to sytuacje różne. Najczęściej taka flustracja do mojej osoby pojawia się w momencie, kiedy odmawiam stosunku. ODMWIAM, bo mnie nie szanuje. Nie raz powiedział mi, że do niczego sie nie nadaje, że zachowuje sie jak stara bab, bo tylko sprzatam w domu i nic wiecej. Od długiego już czasu, nie cieszą mnie chwilę spędzane z tym człowiekiem. Stał się dla mnie obcą osobą. Jest wybuchowy. Potrafi przy dzieciach mnie wyzywać. W ogóle nie ma podejścia do dzieci, zwłaszcza jak syn był mały, a teraz córka. Nie garnie się do niej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dość szybko (jeszcze jak byliśmy parą), pokazał mi to swoje drugie oblicze - że naprawdę potrafi być okrutny i chamski. Nie raz mi ubliżał, poniżał.. dla mnie to typowa przemoc slowna. Jest wiecznie sfochany, wiecznie obrażona mina. Wiecznie mnie straszy, ,e pójdzie na inne baby. Nie szanuje mnie, ja czuję się jak przedmiot. Nigdy nie miałam w nim szczerego wsparcia, nigdy nie czułam, że mogę mu się wygadać, a jak to robiłam, przy najbliższej okazji w kłótni mi to wypominał, moje przykre zdarzenia z życia. Jestem w kropce nie wiem co mam robić... Dzieci rosną, wszystko obserwują.. dużo rozumieją.. a ja jestem już tak bardzo zrezygnowana. Modle się.. ale chyba słabo.